Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Mimo to opowieść Uriasza utkwiła mu w pamięci, ponieważ była wielce pomysłowa, opowiedział więc innym Szandom tyle, ile z niej pojął. Była tam dziewczyna, która nigdy nie miała mężczyzny i pewnego razu pracowała w polu, albo coś w tym rodzaju, kiedy zjawił się przed nią zmieniacz kształtów, potężny władca, i powiedział jej, że jest w ciąży, a potem znów zniknął. Tak po prostu? Tak powiedzieli i, pewne jak mróz, że urodziła dziecko, kiedy nadszedł jej czas.
- Wykrętne - osądziła Elin. Wszyscy uznali to za nieprawdopodobne. A cała sprawa nikogo szczególnie nie zainteresowała. Do domu prezbitera wpuściła Arina piętnastoletnia dziewczyna o żółtawej cerze. Nie chciała spojrzeć na gościa i wymknęła się, kiedy nadszedł jej ojciec. Uriasz zaprowadził młodego Szandę do ogrzewanej węglowym piecem kuchni, gdzie zasiedli w cieple do skromnego posiłku. Pomieszczenie to miało nagie ściany; poza wszechobecnym krzyżem dom Uriasza, podobnie jak osobę prezbitera, charakteryzował zupełny brak ozdób. oszołomiony Arin zajął wskazane mu miejsce. Stół nakryty był na dwie osoby. Krissanki skradały się wokół obu mężczyzn, starając się nie oddychać. Uriasz podał Arinowi ich imiona w taki sposób, jakby te kobiety stanowiły jego własność. - Ta dziewczyna to Mary, moja najmłodsza córka. A to jest moja żona Miriam. Pracuje dziś powoli. Jej głowa... - prezbiter miał na myśli rozpowszechnioną wśród Krissów dolegliwość. - Pigułki już nie działają. Twarz Miriam była blada. Żona prezbitera zajmowała się swymi obowiązkami w ślimaczym tempie, lecz nigdy nie przerwała pracy ani nie usiadła. Arin czuł, że Uriasz miałby jej za złe takie postępowanie. - Mój najstarszy syn Jeremiasz wyruszył z pielgrzymką - ciągnął prezbiter, choć rozmyślnie nie określił bliżej miejsca jego pobytu. - To duchowa wędrówka. Idzie tam, dokąd musi iść. - Niech będzie błogosławiony - wtrąciła Miriam. Odezwała się po raz pierwszy. Arin odniósł wrażenie, iż na bladej twarzy Krissanki nie było dość miłości, aby mogła kogokolwiek błogosławić. Tego ranka Uriasz wydawał się wyjątkowo wspaniałomyślny. Jeśli Krissowie przyłączą się do Garika, nie będą żądać pieniędzy poza odszkodowaniem dla wdów. Ta propozycja była zbyt hojna, by nie miała swojej ceny. I rzeczywiście: krissańscy żołnierze mieli podlegać krissańskiemu dowództwu. Arin zgodził się. Źle uzbrojeni, posiadający niewiele koni Krissowie nadawali się najlepiej do służby jako oddziały pomocnicze. - A także - dodał Uriasz - chcemy rozpocząć działalność misyjną wśród Szandów i Karliów. Arin odpowiedział wymijająco, bawił się widelcem, chwalił dobrze usmażone jajka. Nie był upoważniony do przyznawania takiej koncesji. Uriasz nalegał uprzejmie: - Niemniej... Syn Garika starał się odparować ataki giętkiego Krissa. Kiedy coś oddajesz, szepnął robak w jego umyśle, zarób coś na tym. - Mógłbyś przybyć do Czarzenu i przemówić do naszych władców. Mógłbym ci to obiecać. - A czy byłbym tam bezpieczny? - Byłbyś równie bezpieczny jak ja tutaj. Ale w zamian za to... W oczach Uriasza pojawił się błysk humoru. Zachichotał. - Ach, tak, czego żądasz w zamian? - Udamy się do Liszyna tak szybko, jak to tylko możliwe. Prezbiter napił się kawy i milczał jakiś czas, zanim odparł: - Trzy osoby udały się tam przed trzydziestu laty. Jedną z nich była pierwsza żoną Garika. - I zapytał bezceremonialnie: - Czego tam szukały? - Ona nigdy tego nie powiedziała. Arin i Uriasz wymienili porozumiewawcze spojrzenie niczym dwaj gracze. - A czego ty tam będziesz szukał? - Nazwijmy to różnicą między długo- a krótkotrwałą wojną. Wyślij z nami swojego człowieka, jeśli chcesz. - Arin przeniósł wzrok na stojącą przy piecu Miriam. - Ale teraz... Przerwał mu szczęk metalu. Miriam upuściła garnek z osłabłych z bólu rąk i z cichym jękiem osunęła się na krzesło, trzymając się za głowę. Uriasz wezwał Mary. Dziewczynka weszła bokiem, wyjęła z dzbanka kilka tabletek i nalała wody do kubka, lecz Miriam odprawiła ją kiwnięciem ręki. - Już nie pomagają. - Zwróciła się błagalnie do męża: - Powinnam trochę poleżeć. - Dobrze, jeśli aż tak źle się czujesz. Słysząc te zimne słowa, Arin poczuł ucisk w sercu.
|
WÄ…tki
|