Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wolałbym może nad stawem sobie posiedzieć, ale na tę dziewczynę mocnych nie ma.
- Jak się uprzesz, to jak ten baran Roztockiego - mówię. - Nie szkoda ci dnia? - Nie szkoda mi, bo widzisz, bardzo chcę zobaczyć, jak tam teraz wygląda. Ciocia mi mówiła, że już ją oszklili i że nawet parkiet jest położony. Czasami myślę, że może bym chciała prowadzić klubokawiarnię na wsi. Co to trzeba skończyć, żeby móc? - Chyba mniej niż wydział aktorski. Zabójcze spojrzenie. No, ale co tej Kasi po głowie chodzi? - Sieroto! - powiadam. - Zastanów się! Czy ty byś wytrzymała na wsi? - Nie wiem właśnie. Może bym i wytrzymała. - Oj, Kasia, czy ty przypadkiem na siłę nie szukasz problemu? Tylko po to, żeby na złość mamie inaczej go rozwiązać? - Psycholog! - mówi pogardliwie. No, to ja się już nie odezwę. Ani słowa. Woda w gębę. - Żaden psycholog - mówię. - Tylko zdaje mi się, że tak jest. - To ci się źle zdaje. Podoba mi się tutaj. Może nie wieś, ale ludzie. Ludzie jej się podobają. Mnie też, ale przecież ludzie to nie wszystko. Nic nie powiem. I tak jej nie przekonam, po co mam sobie język strzępić? - Gdybyś tu żyła od urodzenia, gdybyś nie była przyzwyczajona do czego innego - mówię - to byłoby wszystko w porządku. Ale to przecież jest życie, o którym nie masz zielonego pojęcia. Spójrz na Klarę. - Właśnie patrzę. Nie, teraz to już koniec. Ani słowa. Kaganiec na twarz. Ładny dom wybudował sobie młody Zychowiak. Ten jego mały smyk siedzi na płocie i śpiewa: Idzie kaczor polną drogą, Przytupuje lewą nogą, Nagle potknął się i zbladł, Bo w ramiona kaczki wpadł! Zobaczył nas, to zaraz przycichł. Do Zychowiaka podobny, jakby kto skórę zdarł. Mijamy go. Nogami macha, głowę odwrócił. - Ładne dziecko ten Zygmuś - mówi Kasia. Idziemy środkiem drogi, między koleinami, już niedaleko do klubu-kawiarni, a nawet chyba widać szary pawilon za szkołą. Zygmuś znowu śpiewa: Idzie Rafał polną drogą. Przytupuje lewą nogą, Nagle potknął się i zbladł, bo w ramiona Kasi wpadł! Głupi smarkacz! Słowo daję, chętnie bym mu pupę sprał na kwaśne jabłko. Czego ta Kaśka się śmieje, też niemądra. Odwracam się, po Zygmusiu śladu nie ma. - Prysnął - cieszy się Kasia. - Bał się, że zawrócisz. Ale przecież ty byś mu nic nie zrobił, prawda? - Tylko bym mu głowę ukręcił, nic poza tym. - Ummm... jaki podły! - mruczy Kasia. Ale teraz ona zapomina o Zygmusiu, to tylko mnie jeszcze ciągle trzęsie. Zapomina, patrzy jak zaklęta. W rzeczy samej, pawilonik jest śliczny, więcej szkła niż muru. - Trumienka dla śpiącej królewny - mówię. No, to strzeliłem. - Jeżeli nawet, i tak możesz być spokojny. Królewicza nie ma w pobliżu. Uuuu! Niedobrze. Zostawia mnie i leci do okna. Staje na palcach, zagląda do środka. Oj, przyjdzie chyba przepraszać Katarynkę. To przez tego Zygmusia cholernego, to on mnie tak rozzłościł, bo co za głupie śpiewki, nie rozumiem. Niech sobie, o kim chce, śpiewa, ale Kasi niech mi nie rusza! Nie wiem, co ona widzi przez to okno, przecież tam jest jeszcze zupełnie pusto w środku. Podejdę chyba i przeproszę, nie mam na co czekać, ona mi tak łatwo tej trumienki nie daruje i nie zrozumie, że to Zygmuś mnie wkurzył. Idę. - No i jak w środku wygląda? - zagajam obojętnie. A spod oka patrzę. No, tak. Tego między nami jeszcze nie było. - Kasia, daj spokój. - To ty mi daj spokój. Idź stąd i daj mi spokój! - No, Kasia, nie płacz, no! Że się obrazi, to przewidywałem, ale łzy? Łyka je i łyka, nosem pociąga. - Nie gap się na mnie! - mówi. - Nie gap się, słyszysz? - Mogę się nie gapić. Opieram się o drzwi do tej przeklętej trumienki i gwiżdżę. Na durnia wychodzę, sam to widzę, nikt mi nie musi mówić. A do tego łapię się na tym, że gwiżdżę o kaczorze, który się potknął. Wiec przestaję. Wyjmuję chustkę i podaję Kasi. Bierze, nie wszystko między nami skończone, jeszcze wspólna chustka została. - Nie gniewaj się, Katarynka - mówię. - Strzeliłem nieprzeciętnie głupio. - Nieprzeciętnie! - powtarza, ale chowa moją chustkę do swojej kieszeni. No, to podejdę do niej. Podchodzę. Unosi głowę i patrzy na mnie, podle mi się robi.
|
Wątki
|