Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Oboje z Kipą mawiali też często, że domek trzeba by sprzedać za dobrą cenę, tak aby mogli sobie za to kupić małe gospodarstwo pod miastem i żyć tam, dopóki nie zostaną złożeni w grobie i nie rozpoczną wędrówki do wiecznego żywota.
Nie mogÅ‚em wymówić sÅ‚owa, tak wielka przepeÅ‚niÅ‚a mnie zgroza na myÅ›l, że miaÅ‚bym oszukać ojca i matkÄ™, którzy mi zaufali. Lecz Nefernefernefer przymknęła na wpół powieki i powiedziaÅ‚a: – Weź mojÄ… gÅ‚owÄ™ w swe dÅ‚onie i dotknij wargami moich piersi, bo masz w sobie coÅ›, co robi mnie sÅ‚abÄ…, Sinuhe. Toteż gdy chodzi o ciebie, nie myÅ›lÄ™ wcale o wÅ‚asnej korzyÅ›ci i bÄ™dÄ™ przez caÅ‚y ten dzieÅ„ zażywaÅ‚a z tobÄ… rozkoszy, jeÅ›li mi oddasz majÄ…tek twego ojca, mimo że nie jest on wiele wart. WziÄ…Å‚em jej gÅ‚owÄ™ w dÅ‚onie i poczuÅ‚em, jak byÅ‚a gÅ‚adka i maÅ‚a, i owÅ‚adnęło mnÄ… niewypowiedziane podniecenie. – Niech bÄ™dzie, jak chcesz – rzekÅ‚em i wÅ‚asny mój gÅ‚os zabrzmiaÅ‚ mi w uszach faÅ‚szywie. Ale gdy chciaÅ‚em siÄ™ do niej zbliżyć, powiedziaÅ‚a: – Zaraz wolno ci bÄ™dzie wejść do tego domu, gdzie zresztÄ… już jesteÅ›, ale przyprowadź wpierw biegÅ‚ego w prawie pisarza, aby wypisaÅ‚ wszelkie potrzebne dokumenty stosownie do prawa, bo nie ufam mÄ™skim obietnicom, tak sÄ… oszukaÅ„cze, i muszÄ™ dbać o swoje dobre imiÄ™. PobiegÅ‚em po znajÄ…cego siÄ™ na prawie pisarza, a każdy krok oddalajÄ…cy mnie od Nefernefernefer byÅ‚ dla mnie mÄ™kÄ…. Toteż poganiaÅ‚em pisarza, jak tylko mogÅ‚em, odcisnÄ…Å‚em pieczęć ojca na dokumencie i podpisaÅ‚em go jego imieniem, aby pisarz mógÅ‚ jeszcze tegoż dnia odesÅ‚ać dokument na przechowanie do królewskiego archiwum. Nie miaÅ‚em już jednak ani srebra, ani miedzi, by wynagrodzić pisarza za jego trud, tak że byÅ‚ niezadowolony, lecz zgodziÅ‚ siÄ™ poczekać na zapÅ‚atÄ™, dopóki majÄ…tek nie zostanie sprzedany, co też uwidoczniono na papierze. Ale gdy wróciÅ‚em, sÅ‚udzy powiedzieli mi, że Nefernefernefer Å›pi i że musze czekać do późnego wieczoru, aż siÄ™ zbudzi. W koÅ„cu zbudziÅ‚a siÄ™ i przyjęła mnie, a ja oddaÅ‚em jej kwit pisarza, który ona obojÄ™tnie wÅ‚ożyÅ‚a do swojej czarnej szkatuÅ‚ki. – Bardzo jesteÅ› uparty, Sinuhe – powiedziaÅ‚a. – Ale jestem uczciwÄ… kobietÄ… i zawsze dotrzymujÄ™ obietnic. Weź wiÄ™c to, po co tu przyszedÅ‚eÅ›. LegÅ‚a na Å‚ożu i otworzyÅ‚a mi swe objÄ™cia, ale wcale nie zażywaÅ‚a ze mnÄ… rozkoszy, lecz odwracaÅ‚a gÅ‚owÄ™ na stronÄ™, przeglÄ…daÅ‚a siÄ™ w lustrze i rÄ™kÄ… kryÅ‚a ziewniÄ™cia, tak że rozkosz, której pożądaÅ‚em, staÅ‚a siÄ™ dla mnie jak popiół. Gdy podniosÅ‚em siÄ™ z jej Å‚oża, powiedziaÅ‚a: – DostaÅ‚eÅ› to, czego chciaÅ‚eÅ›, Sinuhe, i zostaw mnie teraz w spokoju, bo bardzo mnie nudzisz. Nie dajesz mi żadnej przyjemnoÅ›ci, bo jesteÅ› niezdarny i gwaÅ‚towny, a twoje dÅ‚onie sprawiajÄ… mi ból. Nie bÄ™dÄ™ jednak wyliczać moich przykroÅ›ci z twego powodu, skoro nie potrafisz lepiej, bylebyÅ› tylko wreszcie zostawiÅ‚ mnie w spokoju. Możesz wrócić któregoÅ› innego dnia, ale z pewnoÅ›ciÄ… masz już mnie caÅ‚kiem dość. ByÅ‚em jak skorupka z wydmuchanego jajka i na chwiejÄ…cych siÄ™ nogach odszedÅ‚em od niej i wróciÅ‚em do domu. ChciaÅ‚em odpocząć w ciemnym pokoju, oprzeć gÅ‚owÄ™ na rÄ™kach i wypÅ‚akać z serca smutek i zawód, lecz na werandzie oczekiwaÅ‚ mnie gość w plecionej peruce i barwnym syryjskim stroju. PozdrowiÅ‚ mnie wynioÅ›le i poprosiÅ‚ o lekarskÄ… poradÄ™. – Nie przyjmujÄ™ już pacjentów – wyjaÅ›niÅ‚em – bo dom ten nie należy już do mnie. – Mam bolesne guzy na stopach – powiedziaÅ‚ mieszajÄ…c sÅ‚owa egipskie z syryjskimi. – Twój roztropny niewolnik Kaptah doradziÅ‚ mi, bym zwróciÅ‚ siÄ™ do ciebie, mówiÄ…c, że znasz siÄ™ na sztuce leczenia odcisków. Uwolnij mnie wiÄ™c od mego cierpienia, a z pewnoÅ›ciÄ… tego nie pożaÅ‚ujesz. ByÅ‚ tak uparty, że w koÅ„cu zaprowadziÅ‚em go do swojej izby i zawoÅ‚aÅ‚em Kaptaha, aby przyniósÅ‚ mi gorÄ…cej wody do oczyszczenia siÄ™. Ale Kaptaha nie byÅ‚o i dopiero gdy zbadaÅ‚em stopy Syryjczyka, spostrzegÅ‚em, że byÅ‚y to pokryte mozoÅ‚ami koÅ›lawe stopy Kaptaha. On zaÅ› zdjÄ…Å‚ z gÅ‚owy perukÄ™, odsÅ‚oniÅ‚ twarz i gÅ‚oÅ›no siÄ™ ze mnie naÅ›miewaÅ‚. – Co za gÅ‚upie żarty? – krzyknÄ…Å‚em i uderzyÅ‚em go kijem, tak że Å›miech jego wnet przemieniÅ‚ siÄ™ w lamentowanie. Ale kiedy odrzuciÅ‚em kij, powiedziaÅ‚: – Ponieważ nie jestem już twoim niewolnikiem, lecz należę do kogoÅ› innego, mogÄ™ ci spokojnie wyznać, że chcÄ™ uciec i dlatego próbowaÅ‚em, czy mnie poznasz w tym przebraniu. PrzypomniaÅ‚em mu o karze grożącej zbiegÅ‚ym niewolnikom i ostrzegÅ‚em, że z pewnoÅ›ciÄ… zostanie kiedyÅ› zÅ‚apany, z czegóż bowiem bÄ™dzie siÄ™ utrzymywać. On jednak odparÅ‚:
|
WÄ…tki
|