Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Sześciu mężczyzn siedzących wokół owalnego szklanego stołu było członkami Kidonu, jednostki, do której należała Rachela Sidrane. Przybyli oni wczesnym rankiem na pokładzie wypożyczonego przez Mossad prywatnego odrzutowca. Studiowali właśnie szczegółowe plany Central Parku, wybierając miejsca, z których mogliby obserwować spotkanie przy basenie lwa morskiego, gdy zadźwięczał dzwonek najpierw dwa razy, a po kilkusekundowej przerwie jeszcze trzykrotnie.
Oficer Mossadu, który podszedł do drzwi, aby wpuścić gościa, kończył akademię szkoleniową razem z Rachela. Po zatknięciu pistoletu za pas i zamknięciu drzwi przywitał ją serdecznie. Pozostali powitali ją ciepłymi uśmiechami. Niełatwo było osiągnąć taką akceptację i szacunek - na początku w zdominowanym przez mężczyzn Mossadzie Rachela uważana była jedynie za upragnioną, ale nieosiągalną zdobycz łóżkową. Wszystko zmieniło się wraz z jej pierwszym zadaniem, które otrzymała dziewięć miesięcy po zakończeniu szkolenia i po przydzieleniu jej do Kidonu. Minęło czternaście miesięcy, odkąd jej narzeczony, Aaron Son-tag, został zastrzelony na londyńskiej ulicy, ale w końcu udało się zidentyfikować i zlokalizować mordercę. Ben-David, gorący wyznawca zasady „oko za oko", dał Racheli okazję do pomszczenia Aarona. Skorzystała z niej bez wahania i sześć dni później, w mroźne jesienne popołudnie na ruchliwej ulicy w Brukseli, dwudziestodziewięcioletnia kobieta, która nigdy nikogo umyślnie nie skrzywdziła i dla której walka na śmierć i życie jeszcze niedawno była jedynie tematem akademickich dyskusji, odkryła mrok w swojej duszy i nauczyła się z nim żyć. Na przystanku autobusowym na wielkim skwerze w Brukseli Rachela stanęła obok niskiego, tęgiego Araba po trzydziestce. Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się. Mężczyzna odpowiedział uśmiechem i z aprobatą spojrzał na jej figurę. Jej zachowanie uznał za kokieterię pięknej kobiety. Nawet nie zobaczył Beretty kalibru 0,22 cala z tłumikiem, która wyłoniła się z torebki Racheli, ani nie poczuł niczego więcej poza bólem w chwili, gdy dwie kule oderwały kawałek potylicy. Około tuzina stojących na przystanku ludzi patrzyło z przerażeniem, jak dobrze ubrana młoda kobieta stanęła nad martwą już ofiarą i jeszcze trzy razy strzeliła jej w serce. W gorączce działania Rachela nie zapomniała niczego z przebytego szkolenia. Zachowała zimną krew i kontrolowała emocje - strzeliła pięć razy, tak jak planowała. Pozostałe naboje - dwa w magazynku i jeden z komorze - przeznaczone były dla każdego, kto próbowałby ją zatrzymać, gdy schodziła z krawężnika i wsiadała to taksówki. Samochód zatrzymał się tylko na ułamek sekundy, później przyśpieszył i zniknął w bocznej ulicy. Dla wtajemniczonych wiadomość była czytelna: Mossad zaatakował jak zwykle: w biały dzień, nie zostawiając niczego poza łuskami, ciałem i sprzecznymi relacjami świadków. Po brukselskim zadaniu mężczyźni z Kidonu zaczęli nazywać Rachelę "Aniołem Zemsty", czego nie znosiła, rozumiała jednakże, że nadano jej to przezwisko z szacunku. Stanowiło ono ostateczne potwierdzenie, iż przyjęli ją w swoje szeregi. To było pięć lat temu, a szacunek jej kolegów wzrastał po każdym nowym zadaniu. Rachela była zaskoczona i jednocześnie poczuła ulgę, gdy odkryła, że jest w stanie oddzielić sprawy zawodowe od osobistych oraz że po inicjacji w Brukseli, tylko przez krótki okres odczuwała wyrzuty sumienia. Ben-David zapewnił ją, że to naturalna reakcja istoty cywilizowanej, która została wezwana do robienia tego typu rzeczy. Depresja nie trwała długo - przypomniała sobie autobus wiozący dzieci ze szkoły na Zachodnim Brzegu, w którym podłożono bombę. Bez wysiłku zdołała zdepersonalizować swoje ofiary. Widziała w nich jedynie pozbawionych sumienia, okrutnych i bezwzględnych morderców niewinnych ludzi, bezmyślnych 96 terrorystów, którzy stracili prawo do egzystowania w przyzwoitym społeczeństwie. Siedzący z nią przy stole koledzy nie zdawali sobie sprawy, że obecnie trapi ją coś, co nie jest związane z bieżącą operacją. Tuż przed przybyciem do czyśćca Rachela zadzwoniła do pomocnika Mossadu pracującego w wydziale do spraw kradzieży dzieł sztuki, przydzielonego do grupy specjalnej, powołanej do rozwiązania tajemnicy morderstw Stewarta i Cabota. Zapytała go, co się dzieje z obrazami znalezionymi w mieszkaniu Stewarta.
|
WÄ…tki
|