Aldobrand położył teraz nasz diament na szalce wagi, a na drugiej parę małych mosiężnych odważników, kilkanaście chyba razy zrównywał szalki i w końcu...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wszystko bym dał, aby je zobaczyć! Bo czyż nie obliczał wartości naszego diamentu i zysków, jakie mu przyniesie? Podniósł klejnot kciukiem i palcem wskazującym obracał go przed oczyma, to w tę, to w tamtą stronę, aby światło jak najlepiej padać nań mogło. Przekląłbym go za tę pełną zachwytu miłość dla pięknego klejnotu, za to uwielbienie, które rozlało się na jego twarzy. Przekląłbym go dziesięć razy bardziej za chytry uśmiech, który pojawił mu się na ustach, bom zgadywał, że wspomina, jak oszukał dwóch prostych żeglarzy tego popołudnia.
Tam, w jego rękach, był diament - nasz diament, mój diament - w jego rękach, a ja tu, o dwa kroki od niego, od mojego diamentu. Tylko słaba przegroda ze szkła i drzewa dzieli mnie od skarbu, który on tak nikczemnie nam ukradł...
Poczułem na ramieniu dłoń Elzewira.
- Odejdźmy stąd - szepnął - jeszcze chwila, a przypomni sobie, że okiennice są otwarte, i znajdzie nas tutaj. Odejdźmy stąd, diamenty nie są dla takich jak my prostych ludzi. Ten kamień niesie zło i klątwę sprowadza. Odejdźmy stąd, Johnie.
Ale brutalnie strząsnąłem z siebie tę przyjazną dłoń, zapominając, że to on mi życie ocalił, że pielęgnował mnie przez tyle ciężkich tygodni, że zawsze, w złym, czy dobrym, był przy mnie; bo oto siedzący za stołem starzec podniósł się i wyjął z szafki małą żelazną kasetkę. Wiedziałem, że zaraz zamknie w niej mój skarb i więcej go nie zobaczę. Wspaniały klejnot, leżący teraz samotnie na stole, błyszczał i migotał blaskiem dwudziestu świec i przyzywał mnie: “czyż nie jestem królową wszystkich diamentów świata? Czy nie należę do ciebie? Ocal mnie z rąk tego podłego złodzieja!”
Runąłem na okno całym ciężarem i wpadłem poprzez szyby i drewniane żaluzje do środka.
Jednocześnie z brzękiem szkła i trzaskiem drzewa cały dom rozbrzmiał dźwiękiem dzwonków, a druty, które zauważyłem po południu zwisały teraz luźno przed moją twarzą. Ale nie dbałem o dzwonki ani o nic, bo tam przede mną błyszczał mój wspaniały diament. Kupiec odwrócił się gwałtownie i rzucił nań z krzykiem:
- Złodzieje! Złodzieje! Złodzieje!
Był bliżej diamentu niż ja i gdy skoczyłem naprzód, ręce nasze spotkały się ponad stołem, ale zdążył już nakryć klejnot dłonią. Ścisnąłem mocno przegub jego ręki i choć się bronił, był tylko słabym, starym człowiekiem i w parę sekund wyciągnąłem diament z jego zaciśniętej garści.
W parę sekund... Lecz nim one minęły, nim diament w moim znalazł się ręku, drzwi się gwałtownie rozwarły i do pokoju wtargnęło sześciu mocnych, rosłych drabów z żelaznymi drągami i pałkami.
Gdy Elzewir ujrzał, jak rzuciłem się na okno, jęknął tylko, ale pospieszył za mną do pokoju i był teraz przy mnie.
- Złodzieje! Złodzieje! Złodzieje! - krzyczał kupiec padając wyczerpany na krzesło i wskazując na nas, a jego pachołkowie rzucili się ku nam zbyt szybko, abyśmy mogli dobiec do okna. Dwóch runęło na mnie, czterech - na Elzewira: a nikt, nawet taki siłacz jak on, nie da rady czterem napastnikom, zwłaszcza uzbrojonym w pałki.
Nigdy nie widziałem mistrza Blocka tak zmaltretowanego i pognębionego; a fortuna w tym przynajmniej była dla mnie łaskawa, że nie dała mi oglądać, co się z nim później stało, bo na moją głowę spadło z taką siłą uderzenie pałki, że diament z ręki mi wyleciał i zwaliłem się nieprzytomny na ziemię.
17 - W fortecy Ymeguen
...Jak złodziej, co zmarłego skażoną szatę skradł
i sam się zaraziwszy, w jego chorobę wpadł.
(Hood)
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.