– Uuuuu, uuuuu – teraz zebrani basowali mówcy...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Greer trącił kością okryty kędzierzawym zarostem własny podbródek.
– Bardzo interesujący problem. Czy ktoś zabiera głos? Jeżeli nie, to...
– Ja tu mam jeszcze ciekawszą sprawę! – przerwał mu ktoś z  drugiego kąta sali. – Kiedy my, proste Psy, dostaniemy wreszcie zaproszenie na dzisiejszą balangę, skoro pewne lizusy i  gównojady już je dostały?
– Zbaczasz z  tematu, Psubracie... – Greer uderzył kością w  pulpit. Nie zauważył, kto to się wyrwał. – No to gdzie mamy szukać tematu, panie wiceprezesie? – burknął ktoś z  innej strony. – W  chlewie u  Loopów?
Greer próbował to zbyć galijskim wzruszeniem ramion.
– Wiecie, jak to jest z  szołbiznesem...
Ale Psubracia już nie mieli ochoty na zgrywę. Pani Herbowa Tom wstała i  jak pistolet wymierzyła w  Greera palec zakończony czerwonym paznokciem.
– Greer, jak dotąd w  całym Kuinak tylko jeden gość się załapał na ten bufet na wodzie. To ty masz takie chody. Nie mów, że nieprawda, bo całe miasto już wie. A  my byśmy chcieli się teraz dowiedzieć, ty cholerny czarnodupcu, kutwo jedna, co zrobiłeś, żeby twoim lojalnym Psubraciom też się trafił przynajmniej ogryzek? Co jest grane? A  może to nie jest pierwszorzędny klub?
Ja, na przykład, nie po to płacę pół bańki, żeby potem siedzieć w  domu i  gapić się w  to pudło, w  którym tylko pokazują, jak inni rozjeżdżają się pierwszą klasą. Jakbym chciała, tobym ten szmalec dała Herbowi na nowy telewizor, nie? – Pani Herbowa Tom uniosła czarną skórzaną sakiewkę i  włożyła do niej rękę z  czerwonymi paznokciami. – Więc, mianowicie, jak to jest?
Greer wyglądał na strapionego.
– Pani Tom... Drodzy Psubracia... Przysięgam, że domagałem się dla klubu zaproszeń. Ale podejmowała mnie taka para, że żadna z  nich ani w  ząb po angielsku; chyba po rosyjsku mówiły, czy jak... No i  w  życiu nie spotkałem Steubinsa.
Pani Herbowa Tom nie dała się jednak ułagodzić.
– A  co z  twoim kumplem albinosem? Nakrywa cię, jak mu posuwasz żonę, i  na otarcie łez załatwia ci dwie panienki. No to chyba się można z  nim dogadać, nie?
– Zmył się gdzieś pod pokładem, zaraz potem jak nas wrobił w  te Rosjanki. Normalnie gdzieś się zmył. Już go nie zobaczyłem. Słowo honoru, Psubracia. – Między brwiami Greera znów usadowiła się zmarszczka, a  ręce znów zaczęły mu się trząść. – Ja tego gościa właściwie nie znam, tyle co nic. Radzę wam: walcie wszyscy do Alice Carmody. To ona jest matką tego albinosa...
Sugestię skwitował gardłowy pomruk; widocznie nie warta była słów.
Ike odepchnął się od ściany i  krzesło przednimi nogami dotknęło podłogi. Klubowe głupoty, fakt, dziecinada, ale człowiek musi pamiętać, że to dziecinada dorosłych, do tego na bańce, często naćpanych i  na ogół uzbrojonych. Nieraz już widział lufę wymierzoną w  siebie przy okazji takich głupot za czasów własnej prezesury. A  co do incydentów z  bronią palną w  przeliczeniu na głowę, to ubiegłego roku spokojne miasteczko Kuinak zajęło w  kraju trzecie miejsce, tuż za Houston i  Waszyngtonem.
– No to macie tu Sallasa. – Zdesperowany Greer wskazał Ike’a niedźwiedzią kością. – Ike był zapuszkowany z  tym sukinsynem, a  ja tylko bliżej poznałem jego cholerną żonę i  tyle...
Twarze, które się obróciły, zmalały i  poczerwieniały. Pierwsze objawy odlotu na scoocie. Widoczne nawet u  kobiet. Ike przypomniał sobie, dlaczego przestał odwiedzać te jajcarskie comiesięczne zebrania.
– I  co ty na to, Sallas? – pani Herbowa Tom domagała się odpowiedzi.
– Nie gap się na mnie. Wiesz, że te słowiańskie ślicznotki nie wręczyły mi srebrnych druków i  że mojego nazwiska nie ma na zaproszeniach.
– Ani mojego! – zawołał Greer. – Ja też nie dostałem żadnego zasranego świstka!
To jednak nie uspokoiło Psubraci. Jedni spoglądali na Isaaka, drudzy na Greera. Pomruk narastał. W  ciągu dwóch dni Ike już po raz trzeci pożałował, że Teddy został w  domu; a  w  tym momencie, jakby ta właśnie myśl pociągnęła za spust, rozległ się huk wystrzału. Norman Wong wymachiwał nad głową coltem kalibru .44, a  z  czternastocalowej lufy sączył się dym. Stary gnat pochodził jeszcze z  czasów wojny secesyjnej i  stanowił własność Psubractwa. Otrzymał go, obejmując funkcję, klubowy zbrojny strażnik ładu i  miał to być sprzęt przechodni. Od chwili zalegalizowania klubu Norman Wong piastował zarówno stanowisko, jak i  gnata. Na szczęście Norman był najbardziej opanowanym z  Wongów i  broni używał tylko w  celach proceduralnych.
– Spokój tam w  budzie! – rozległ się głos w  ślad za wystrzałem. I  spokój nastał. Fireckrakery czy uzi, skądinąd pierwszorzędne, wciąż nie miały tego historycznie ugruntowanego autorytetu co potężna czterdziestka czwórka. – To jest zebranie. Macie się zachowywać jak należy!
Pomrukując, ludzie usiedli na krzesłach i  znów zwrócili się ku podium. Greer szczerzył zęby i  usiłował wygiąć brwi w  łuk, co miało oznaczać jamajską zimną krew.
– Kujon wróci lada dzień, drodzy Psubracia – zapewniał. – Zatroszczy się o  nas.
Znów rozległo się głuche buczenie.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.