Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Jeli nie odczuwa³ potrzeby ani snu, ani jedzenia, szli. Jeli
Vergere kiedykolwiek sypia³a, Jacen nigdy tego nie widzia³. Wydawa- ³o siê tylko, ¿e od czasu do czasu zamyka siê w sobie. Mog³a pozosta- waæ nieruchomo przez wiele godzin; zaledwie jednak ch³opiec poru- szy³ siê lub odezwa³, natychmiast reagowa³a, jakby nieustannie zachowywa³a czujnoæ. W plecaku mia³ prócz jedzenia kilka u¿ytecznych przedmiotów, które zebra³ po drodze: prêt ¿arowy, elektrolornetkê, garæ baterii i wiel- ki skarb: osobisty notatnik MDS. By³ to antyczny model, seria 500, beznadziejnie przestarza³y, a przy tym na³adowany jakimi grami edu- kacyjnymi, uproszczonym generatorem obrazów i innymi dzieciêcy- mi zabawkami, ale mia³ jeden u¿yteczny program interaktywn¹ ho- lomapê Coruscant. Raz na kilka dni Jacen odszukiwa³ nienaruszony terminal PDD zazwyczaj zakopany g³êboko na rednich poziomach na wpó³ zruj- nowanego budynku lub skryty pod kawa³em za³amanej ciany, a raz nawet zwisaj¹cy na kablu nad skrêconym stalowym chodnikiem, któ- ry prowadzi³ w pust¹ przestrzeñ, poniewa¿ budynek, znajduj¹cy siê po drugiej stronie, rozpad³ siê w py³. Terminale Publicznego Dostêpu Danych zawsze by³y bardzo trwa³e, zaprojektowane tak, aby znios³y 121 jak najwiêcej w koñcu musia³y a te, na które trafia³, najczêciej wci¹¿ dzia³a³y lub mo¿na je by³o ³atwo uruchomiæ za pomoc¹ baterii wygrzebanej z plecaka. Wtedy pobiera³ pozycjê z PDD do funkcji JE- STE TUTAJ holomapy i wyznacza³ trasê. Co zrobi, kiedy dotrze na miejsce? Nie wiedzia³. Pewnie nie zo- sta³o tam nic, oprócz ogromnej sterty gruzu. Codziennie pokonywali kilka podobnych rumowisk. W ogóle nie wiedzia³, po co tam idzie. Nie mia³ planu, tylko cel. Ale cel wystarczy. Wyj¹³ z plecaka elektrolornetkê i w³¹czy³. Co go niepokoi³o w von- goflorze porastaj¹cej krater. Nie wiedzia³, co siê dzieje; nie móg³ wie- dzieæ. Kilka tygodni spêdzonych w Szkó³ce i kolejnych kilka na Yuuzhantar nie zrobi³o z niego eksperta. Kiedy tylko móg³, stara³ siê unikaæ kontaktu z vongoflor¹. Wiêk- szoæ jej przedstawicieli mia³a nieprzyjemne w³aciwoci na przy- k³ad pachn¹cy herbat¹ p³yn wyciekaj¹cy z mchu, który porasta³ dura- beton, na trzy dni zmieni³ jego d³onie w masê ropnych pêcherzy. W ci¹gu kilku dni wêdrówki stwierdzi³, ¿e vongoflora ma swoje pra- wid³owoci ros³a w du¿ych skupiskach, otoczonych piercieniem na- giego gruzu. W centrum takiego skupiska najczêciej widywa³ ekoge- neracyjne biomaszyny, które nasienie-statek rozrzuci³o po ca³ej planecie. Maszyny wyrzuca³y ze swojego wnêtrza nasiona, przetrwal- niki, a nawet ¿ywe istoty. Kiedy razem z Vergere spêdzili prawie ca³y dzieñ, obserwuj¹c setki nieznanych zwierz¹t stadnych, powoli wynurzaj¹cych siê z ogrom- nej paszczy biomaszyny. Powolne, krowiaste szecionogi mruga³y z g³upimi minami w obcym s³oñcu, instynktownie zbijaj¹c siê w ma³e grupki. Dopiero po jakim czasie, uspokojone, zaczê³y szczypaæ ro- linnoæ. I wtedy te¿ zaczê³y rosn¹æ Jacen zaobserwowa³, jak w ci¹- gu jednego dnia osi¹gnê³y pe³n¹ dojrza³oæ. Na ka¿de piêædziesi¹t czy sto szecionogów biomaszyna produkowa³a jednego drapie¿nika by³ to albo ogromny, dwuno¿ny jaszczurowaty stwór o d³ugich, zakoñczo- nych ostrymi szponami mackach zamiast zêbów, albo grupa stadnych drapie¿nych owadów, nie wiêkszych od gupina. Czasem spotykali nawet Yuuzhan Vongów, nie tylko mistrzów prze- mian dbaj¹cych o now¹ planetê, lecz równie¿ patrole wojowników, odwiedzaj¹ce rednie poziomy. Uzbrojeni Yuuzhanie ze wstrêtem prze- mykali obok maszyn, które musieli mijaæ. Przez jaki czas Jacen za- stanawia³ siê nawet, czy nie szukaj¹ w³anie jego, ale z czasem zacz¹³ natrafiaæ na lady wiadcz¹ce, ¿e nie byli jedynymi uciekinierami ukry- 122 waj¹cymi siê w ciemnych zakamarkach poni¿ej strefy zniszczenia: wie¿e lady na kurzu, kryjówki niedawno nape³nione ¿ywnoci¹, zrêcz- nie u³o¿ony gruz, ukrywaj¹cy wewn¹trz pomieszczenia. Trzy czy cztery razy uchwyci³ nawet k¹tem oka sylwetki ludzi, przemykaj¹cych od cienia do cienia, zawsze tylko noc¹, zawsze kryj¹c siê nawet przed wiat³em Mostu. Mogli to byæ uchodcy, pozostawieni i zapomniani w chaosie ewakuacji, lub mieszkañcy ni¿szych poziomów, instynk- townie unikaj¹cy kontaktu z górnymi warstwami wiata, albo te¿ nie- wolnicy, zbiegli z nasienia-statku. Tego Jacen nie wiedzia³ i nie za- mierza³ sprawdzaæ. Wola³ ich unikaæ, bo ci¹gali na siebie uwagê Yuuzhan Vongów.
|
Wątki
|