Zeszli do Centrum Operacyjnego, mijając wielkie drzwi na dole schodów i stanowisko ochrony, obsadzone przez całą dobę, tak na wszelki wypadek...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Gdy usiedli przy stole
konferencyjnym, Appleman zdjął marynarkę, choć w sali było zimno jak w piwnicy na wino.
Pozostali zrobili to samo.
- Irańczycy znów pracują nad bronią - oznajmił dyrek tor. - Konstruują zapalnik. - Nie należał
do osób, które owijają w bawełnę.
- Na święte Toledo! - wykrzyknął Appleman. Nie lub: bluźnić ani kląć. - Jesteście pewni?
- Mamy agenta w programie. Na to wyglÄ…da.
- Wreszcie - Appleman pozwolił sobie na lekki uśmiei Trudno było odgadnąć, czy chodziło mu o to, że wreszcie mają irańskiego agenta, czy że wreszcie mu o nim mówią. Fox zapewne doniósł mu o tym wiele tygodni temu. - Prezydent już niemal położy! na was krzyżyk, panowie. Ale dlaczego „na to wygląda"? Albo macie agenta, albo go nie macie. Czy może coś przeoczyłem?
Czapka admirała leżała na stole, cała w złotych plecionkach. Nie był w swoim żywiole, więc zwrócił się do Pappasa.
- Harry to wyjaśni.
- Mamy, jak to nazywamy, wirtualnego gościa - zaczął Pappas. - Skontaktował się z nami przez stronę internetową. Jest jak ci sowieccy zdrajcy, którzy zjawiali się kiedyś w naszych ambasadach, tyle że w wersji komputerowej. Nazywamy go „doktorem Alim", ale nie mamy
pojęcia, kim jest. Możemy tylko snuć przypuszczenia na podstawie informacji, jakie nam przesyła. Po raz pierwszy skontaktował się z nami w czerwcu. Odpowiedzieliśmy, on jednak milczał, więc zrobiliśmy się podejrzliwi. Ale kilka dni temu dostaliśmy od niego dobre materiały. Bardzo dobre. Więc myślę, że to autentyk.
- Opowiedzcie mi o tych dobrych materiałach - poprosił Appleman.
- Jeśli pozwolisz, Stewarcie - odezwał się Fox. - Nie komplikujmy tego niepotrzebnie. Nasz człowiek w Teheranie przysłał dowód na to, że Irańczycy robią bombę. Nie tworzą planów, nie produkują materiałów, tylko ją robią. Pracują nad generatorem neutronów. Właśnie tego szukaliśmy. Dymiącej strzelby. Lada moment zaczną przeprowadzać próby.
Wrażenie było takie, jakby z sali zostało wyssane całe powietrze, zawieszając wszystkich w próżni. Fox silił się na powagę, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu satysfakcji. Niczyjej uwadze nie uszedł fakt, że zwrócił się do doradcy po imieniu. W Agencji chodziły słuchy, że się kumplują. Towarzysko i politycznie.
- Skąd ta pewność, Arthurze? - spytał doradca do spraw bezpieczeństwa, przerywając ciszę.
Zwrócił się do Harry'ego. - To znaczy, skoro nie wiecie, kim on jest?
Appleman nie chciał zostać spalony na stosie, jeśli wywiad się myli. Wiedział, co się porobiło w Iraku.
- Nie musimy znać jego tożsamości, Stewarcie - zapewnił Fox.
- Dlaczego?
- Ponieważ jego informacje są prawdziwe. Przysłał nam dokumenty, które mogą pochodzić
tylko z programu nuklearnego. Pierwsza wiadomość to były statystyki wzbogacania uranu.
Wynikało z nich, że Irańczycy zbliżają się do poziomu wzbogacenia koniecznego do budowy bomby i że być może produkują pluton. Informowaliśmy cię o tym, ale nie mieliśmy
potwierdzenia. Teraz facet przysłał raport, który opisuje irańskie eksperymenty z generatorem neutronów. To pasuje do produkcji uranu i plutonu, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że oni składają elementy bomby, Stewarcie. Są bliscy przełomu. Mają kłopoty, ale wkrótce je
rozwiążą. Kończy nam się czas, o to chodzi.
Doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego zapytał dyrektora, czy zgadza się z oceną
Foxa. Admirał kiwnął głową.
- Jeśli Arthur i jego zespół z Zapobiegania Rozprzestrzenianiu mówi, że to prawda, jestem gotowy do podniesienia kotwicy.
Harry skrzywił się. Dla Foxa i admirała sprawa była prosta i oczywista. Wystarczy otworzyć i zamknąć. Popatrzył na monitory na ścianach. Ta sala miała być stanowiskiem dowodzenia
prezydenta na wypadek wojny. Taka była stawka.
Odchrząknął i spytał:
- Czy mogę coś powiedzieć?
Fox poruszył się niespokojnie, ale Appleman skinął głową.
- Oczywiście.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….