Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Pogrześć go z mieczem i w zbroi, jako dzielnego woja i czestnego człeka.
VIII Rozjuszeni zaciekłością obrony i poniesionymi stratami, woje dosłownie wykonali wydany w gniewie rozkaz księcia, by nie szczędzić nikogo. Z Krakowa nie uszedł ni jeden świadek klęski. Mimo to wieść o bezlitosnej rzezi uprzedziła pochód, budząc grozę i popłoch, załogi grodów pierzchały na samą wieść o zbliżaniu się wojsk Bolesława. Rudy, poniósłszy na przedwiośniu klęskę od Ekkeharda, miast gotować obronę zagrożonych najazdem dzielnic, tępił nadal stronników braci, im przypisując winę rozprzężenia. Rozpanoszeni Wrszowce stracili wszelką miarę, samemu księciu okazując lekceważenie i dając odczuć, że bez ich poparcia nie utrzyma się na tronie. Bezład i bezprawie osiągnęły szczyt, nikt nie był pewny życia ni mienia. Toteż coraz częściej zjawienie się wojsk Bolesława lud witał z ulgą, widząc, że polski książę bez miłosierdzia łamie wszelki opór, ale tam, gdzie go nie znalazł, równie bezlitośnie powściąga wojacką samowolę, żądając jeno danin i świadczeń wedle istniejących praw i obyczajów, przywracając ład i spokój, wygnane przez Rudego. Wielu zaczynało w nim widzieć wybawcę, godniejszego niż Rudy zasiąść na tronie czeskich przodków. Zapewne o tym myślał i Bolesław, wolał jednak, by położenie samo dojrzało. Toteż odwołał Jaskotela, który, zająwszy Opole, wtargnął do Czech, łupiąc i pustosząc, i w porę żniw wojska wracały już, obsadziwszy granice, jakie w chwili swej śmierci zostawił Mieszko. Zapowiedziany zjazd z cesarzem zbliżał się, czasu jednak niewiele pozostało na jego przygotowanie, Stoigniew donosił, że Otto na przedwiośniu stanąć zamierza w Gnieźnie. Najpilniejszą sprawą było dokończenie przerwanej na skutek wojennych wypadków rozbudowy kamiennego pałacu na Lednickim Ostrowiu, by stworzyć siedzibę godną potężnego władcy i zdolną pomieścić spodziewanych na zjazd dostojników. Magister Wojtko, który kierować miał dziełem, nie stracił wprawdzie czasu pod nieobecność księcia i przygotował plany zarówno pałacu, jak i dodatkowych budowli, mających zająć znaczną część samego Ostrowia i sąsiednią wysepkę Ledniczkę. Z rozpoczęciem budowy czekał jednak na księcia, a tymczasem odnawiał ufundowaną jeszcze przez Dobrawkę rotundę pod wezwaniem Najświętszej Panny, zaniedbaną i zniszczoną w czasie zamieszek. Bolesław wyraźnie nakazał nie szczędzić kosztów ni trudu, zarówno by uświetnić i utrwalić pobożne dzieło swej matki, jak i z myślą o tym, by prostota i ubóstwo niewielkiej pałacowej kaplicy nie raziły nawykłych do wspaniałości zachodnich świątyń dostojników. Toteż mistrz, mając wolną rękę, zabrał się do dzieła ze znawstwem i zamiłowaniem. W miejsce zniszczonej drewnianej podłogi osadził na zaprawie z gliny i tłucznia posadzkę z rzeźbionych kamiennych płytek, poczerniałe ściany pokrył malowidłami na świeżej zaprawie. Nowo odkute cztery filary, dźwigające strop, świeciły świeżą bielą w półmroku rozpraszanym światłem dwóch nisko osadzonych okien z południowej strony, naprzeciw wejścia od pola. Zakopcony niski strop nie przygniatał już, pokryty malowidłem o jasnych barwach, całe wnętrze jakby poszerzyło się, reszty dokona bogaty sprzęt i kobierce. Z kopułki nad kaplicą zerwano poczerniałą blachę. Nowe pokrycie z blachy ołowianej z domieszką srebra, wypolerowanej jak zwierciadło, świeciło z dala niczym gwiazda, zapobiegając, by zamierzona kamienna budowla nie usunęła się w cień niewielkiej świątyni. Mistrz Wojtko patrzył na swe dzieło z zadowoleniem. Znał wspaniałość i ogrom kościołów w Italii i Niemczech. Ale na Ostrowiu, w całości nie większym niż wawelska skała, nie było miejsca na ogrom, zwłaszcza że kamienne budowle mógł udźwignąć tylko niewysoki wzgórek od południowej strony, gdzie woda nie wedrze się do podwalin, przewidziany wyłącznie na rozbudowę pałacowych pomieszczeń. Całość miał Wojtko przemyślaną do najdrjobniejszych szczegółów, oczyma wyobraźni widział już białe mury w oprawie zielonej wyspy, odbite w jasnych wodach jeziora, i niecierpliwie czekał na powrót księcia, by pomysł zmienić w rzeczywistość, która przetrwa pokolenia. Bolesław prosto z Moraw wrócił do Poznania, gdzie bawiła Emnilda z dziećmi, obiecując, że da mu już wkrótce nowego potomka. Książę przyjął wiadomość z podwójną radością. Rzadko siedząc przy rodzinie, ani się obejrzał, jak starsze dzieci podrosły, a w okresach wypoczynku lubił zabawiać się z maleństwami. Trzeba już myśleć o ich przyszłości. Do związków, jakie książę w czasie zjazdu zawrzeć pragnął, dojdzie jeszcze jeden: prosić będzie cesarza, by do chrztu trzymał spodziewanego potomka, i jeśli to będzie chłopiec - obdarzył go swoim imieniem. Uroczystość wraz z innymi odbyć się winna na Lednickim Ostrowiu, w odnowionej i wspaniale przystrojonej rotundzie.
|
WÄ…tki
|