Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Dowiedziałem się, że
dziewczynka zachowuje się dobrze, ale jest w stanie silnej depresji i że odwiedzać wychowanków wolno w każdej chwili, ponieważ są wakacje. Postanowiłem więc pojechać od razu. Kupiłem w pobliskim sklepiku torbę słodyczy i zapytałem babci od jajek, czy nie zechciałaby wybrać się razem ze mną. Babcia, owszem, zechciała. Kiedy za chwilę podjechałem po nią samochodem, wyszła odświętnie ubrana w popielatą garsonkę i szary kapelusik. Nigdy bym nie rozpoznał babci od jajek w tym eleganckim stroju, gdybym nie wiedział, że to naprawdę ona we własnej osobie. Nawet buty i torebkę dobrała pod kolor. Gdy szczerze pochwaliłem kreację, babcia z zażenowaniem wyjaśniła, że tak ubrana chodzi co niedzielę do kościoła i kiedy jeździ do dzieci na niedzielne obiady. A do Małgosi w odwiedziny to też się godzi, powiedziała. Żeby se nie pomyśleli, że jakowaś hołota do dziecka przyjeżdża ze wsi dechami zabitej. Przerażony, spojrzałem szybko po sobie, czy przypadkiem nie wyglądam na hołotę z zapadłej wiochy. Miałem na sobie dżinsy i niebieską koszulę. Ukradkiem przygładziłem włosy i zapytałem nieśmiało, czy prezentuję się właściwie. - E, pan to zawsze elegancja - Francja! Takiemu przystojnemu mężczyźnie to niewiele trza. Poczułem się dowartościowany. Bardzo miłe uczucie. Muszę powiedzieć Adzie, żeby częściej prawiła mi komplementy. Oboje z babcią, wzajemnie podbudowani i zadowoleni z siebie, wyruszyliśmy w drogę. * Placówka wyglądała nie najgorzej. Spore gmaszysko, może wymagające remontu, ale jeszcze trzymające się w kupie i schludnie utrzymane, w sporym parku, z placykiem zabaw na tyłach. Tutaj, pod okiem spoczywających na ławce dwojga wychowawców, młodej kobiety i starszego, łysego mężczyzny, bawiła się niewielka grupka dzieci. Skierowano nas do budynku. W gmachu panowała cisza, tylko gdzieś z dołu dobiegał szczęk naczyń. Może szykują się do obiadu? Pukałem do wszystkich drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Na pięterku spotkaliśmy farbowaną blondynkę koło pięćdziesiątki, która wychodziła właśnie z jakiegoś pomieszczenia z naręczem pościeli i ręczników. Zapytałem, gdzie mogę znaleźć Małgosię. - Ach, to ta dziewczynka z autyzmem, którą niedawno przywieźli? Pan jest krewnym? - Niestety, tylko sąsiadem. Małgosia nie ma krewnych. - No tak, szkoda. Czyli państwo tylko w odwiedziny? Nie na przepustkę? Myślałam, że może chcą ją państwo zabrać na wakacje? - A to wolno? Tak od razu? Chcielibyśmy, oczywiście. - Wie pan, to dość skomplikowane, skoro nie są państwo rodziną. Ale myślę, że możliwe. Musieliby państwo uzyskać zezwolenie z sądu. Nie powinno być z tym większych kłopotów, szkoda dzieciaka, żeby siedział tu przez całe wakacje. Prawie nie mamy teraz dzieci, a te, które zostały, też prawdopodobnie niedługo wyjadą. Przynajmniej większość. Dlatego nic w tym roku nie organizujemy. A zresztą Małgosia nie nadaje się na żaden obóz... To trudne dziecko, o ile zdążyłam się zorientować. - Małgosia nie jest trudnym dzieckiem. Jest tylko zaniedbana. Nie miała łatwego życia. - Zirytował mnie protekcjonalny ton w głosie kobiety. Typowy dla większości urzędników państwowych. Nonszalancja małej władzy. - Jak wszyscy nasi podopieczni. Ale autystyczne dziecko zawsze stwarza więcej problemów. No, w naszej placówce i tak nie pozostanie długo. Proszę zejść do świetlicy, tam są teraz młodsze dzieci. Zaraz zresztą zaprowadzę, tylko odłożę te rzeczy. Mogą państwo zabrać małą na ławeczkę przed budynkiem. * W świetlicy, pod opieką starszej (dwunasto-, może trzynastoletniej) wychowanki bawiło się troje młodszych dzieci. Od razu zobaczyłem Małgosię. Nie bawiła się z tamtą trójką, siedziała samotnie przy stoliku i rysowała. Kiedy nas zobaczyła, rzuciła kredki i podbiegła, ale zatrzymała się w pół drogi, ponieważ wychowawczyni, która weszła razem z nami, powiedziała ostro: - Małgosiu, nie wolno biegać po świetlicy! Stań i posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. Przywitaj się. Wyjdziesz z państwem na ławkę. Bądź grzeczna. Nie wolno ci nigdzie się oddalać. Muszę cię w każdej chwili widzieć, jeśli wyjrzę przez okno. Zrozumiałyśmy się? Proszę przyprowadzić ją za pół godziny, mamy dziś wcześniej obiad -
|
Wątki
|