Zafascynowani Keren, Skif i Elspeth patrzyli, jak wyru­szyła, by zmierzyć się z zadaniem...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

W połowie drogi zawahała się na długo.
- Trafi w ślepy zaułek - wyszeptał Skif do Keren.
- Nie, nie trafi. Poczekaj, zobaczysz. Labirynt można przejść różnymi drogami i wydaje mi się, że ona wybiera najkrótszą.
W końcu Talia zatrzymała się i na ślepo odwróciła się do obserwujących ją widzów.
- No i? - zapytała.
- Zdejm opaskę i sama zobacz. Talia przebyła labirynt z taką precyzją, że nawet nie po­brudziła farbą swych butów.
- To prawda! - wykrzyknęła z lekka przestraszona. - To rzeczywiście prawda!
- Muszę przyznać, że to jedna z najdziwniejszych rze­czy, jakie do tej pory widziałam - odezwała się Keren, idąc śladem Talii wzdłuż labiryntu. Za nią postępował Rolan i po­została dwójka. - Między mną a Dantris istnieje bardzo silna więź, ale nie sądzę, by udało nam się tego samego dokonać. Dlaczego zatrzymałaś się w połowie drogi?
- Rolan zaczął się ze mną spierać. Chciałam pójść drogą, na której w końcu i tak się znalazłam, on zaś kierował mnie na ścieżkę w kształcie litery T.
- Lepiej zrobiłby zostawiając cię w spokoju; droga, któ­rą wybrałaś była krótsza. Jesteś gotowa do następnej próby?
- Myślę, że tak. Wygląda na to, że Rolan także.
- Dobrze. No, znikaj, ty wandalu ogrodów! - Keren klepnęła lekko Rolana po zadzie. Towarzysz prychnął w jej stronę i ruszył z miejsca kłusem, a Skif pobiegł u jego boku.
Keren wyciągnęła kostkę do gry i zaczęła nią rzucać. Wy­konała dwadzieścia rzutów, a Talia za każdym razem dokład­nie zapamiętywała liczbę oczek. Skif miał przy sobie zestaw sześciu kart z namalowanymi na każdej z nich kropkami, odpowiadającymi liczbie oczek na poszczególnych ściankach kostki. Zadaniem Rolana było wskazać po każdym rzucie kostką kartę z właściwą liczbą kropek. Tym razem to on miał patrzeć oczyma Talii. Nie trwało to długo, wkrótce Skif wró­cił z Rolanem i porównano wyniki Talii i jej Towarzysza.
- Niesamowite! Ani razu nie pomylił się! Musimy po­wiedzieć o tym Kyrilowi. Z pewnością będzie chciał poddać was oboje jeszcze kolejnym próbom - powiedziała zdu­miona Keren.
- Proszę bardzo, jeżeli będzie miał tylko na to ochotę - odpowiedziała Talia. - Sama chciałabym się upewnić, czy miałam rację co do łączącej mnie z Rolanem więzi. Przez cały czas trwania prób miałam opuszczone zasłony.
- Żartujesz! - Skif otworzył usta ze zdumienia,
- Nigdy nie byłam bardziej poważna. Rozumiesz, co to oznacza, prawda? Nie tylko to, że łącząca nas więź jest jedną z najsilniejszych, ale i to, że ja po prostu nie mogę odgrodzić swojego umysłu od jego, ani nikt nie potrafi zablokować jego myśli płynących do mnie.
- To kiedyś może okazać się przydatne - zauważyła Keren. - Nawet gdybyś była nieprzytomna, będzie można do ciebie dotrzeć poprzez Rolana. Powinniśmy w końcu po­wiedzieć o wszystkim Kyrilowi.
- Idźcie. To nic takiego, co trzeba by trzymać w sekre­cie.
- Talio, jak myślisz, czy kiedyś i ja będę miała takiego przyjaciela jak Rolan? - zapytała Elspeth z tęsknotą w gło­sie.
Talia przygarnęła do siebie dziewczynkę i pogłaskała po ramionach.
- Koteczku - szepnęła - nie wątp w to ani przez minutę. Być może twój przyjaciel, Towarzysz, będzie nawet lepszy od Rolana. Obiecuję.
Rolan nie skwitował jej słów swym zwykłym, drwiącym parsknięciem. Obwąchał delikatnie dziecko, jakby potwier­dzał obietnicę Talii.
Kilka dni później Talia zdecydowała się dokładnie spraw­dzić, jakie są ograniczenia jej Daru. Nie zapaliła świecy i le­żała teraz na łóżku w gęstniejącym mroku, izolując i wyci­szając w swym wnętrzu wszelkie niepokoje, tracąc powoli kontakt z własnym ciałem. Powoli swoim zmysłem empatii zaczęła obejmować coraz większy obszar - sięgnęła naj­pierw poza swoją izbę, potem poza Kolegium, Pałac i jego ziemie. W Pałacu wykryła jakieś nieokreślone skupiska am­bicji i niepokoju, ale nie było to nic tak poważnego, by mu­siała się zatrzymać. Musnęła je przelotnie i odważyła się sięgnąć swymi zmysłami poza mury, do miasta. Uczucia na­pływały do niej w postaci jaskrawych barw; wielokrotnie przedzierała się przez mgielne opary negatywnych uczuć, lecz nie były na tyle silne, by ją wstrzymać. Raz czy dwa razy zatrzymała się na chwilę, by zainterweniować - w pijacką burdę w tawernie i nocne koszmary jakiegoś młodego żoł­nierza.
Sięgnęła teraz dalej, podążając wzdłuż Północnego Traktu, jakby prowadzona światłem latarni morskiej, wchodząc ko­lejno w kontakt z tymi, którzy stale tu mieszkali lub koczo­wali. Napotykani ludzie byli dla niej niczym latarnie przy drodze pogrążonej w mroku, niczym drogowskazy, czy też może raczej kamienie, po których można przejść przez stru­mień. Wchodziła z nimi w kontakt rzadziej niż gdzie indziej, gdyż Północny Trakt wiódł poprzez najmniej zaludnione oko­lice Królestwa. Podczas gdy świadomość Talii wędrowała, ona sama przypomniała sobie, że właśnie tą drogą została tydzień wcześniej wysłana Ylsa. Nagle, jakby samo wspo­mnienie istnienia Ylsy było wystarczającym impulsem, zna­lazła i ją samą; coś ciągnęło ją na Północ, została pojmana przez moc zbyt silną, by stawić jej opór.
Zaczął w niej narastać niepokój i lęk, a gdy nieznana siła poczęła ją przyciągać, ogarnął ją strach. Nie potrafiła ani zerwać uwięzi, ani zwolnić swojego pędu. I była już bliska paniki, gdy nagle stanęła przed tym, co ją przyciągało. Ona, Talia, była tam, patrząc wokół czyimś oczyma. Oczyma Ylsy...
Zasadzka! Było ich zbyt wielu, by móc stawić im czoła. Felara wierzgała i gryzła wokół siebie, próbując utorować drogę ucieczki, lecz atakujący zachowali ostrożność i zdołali ich okrążyć. Mocno przylgnęła do grzbietu Felary wiedząc, że zginie, jeśli zostanie zrzucona. Dobyła swój miecz i zaczęła nim ciąć, lecz w miejscu, gdzie padł jeden napastnik, natych­miast stawało dwóch. Miecz nie nadawał się do walki z koń­skiego grzbietu, nie zadała nim więcej niż z pół tuzina ciosów, gdy padający wróg wytrącił go z jej ręki, wyciągnęła więc sztylet. Wtedy napastnicy cofnęli się na dźwięk rogu. Po­tworny ból rozdarł jej ramię i zaćmił wzrok. Ogłupiała spojrzała w dół, na swoją pierś i zobaczyła sterczącą z niej opie­rzoną brzechwę strzały.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.