Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zakładam, że chociaż każda perspektywa w ramach profesji ma w pewnym stopniu zdolność legitymizowania swojej wiedzy, jest ona największa na linii badacz-menedżer; jednakże i w tym wypadku występuje nierównowaga na korzyść menedżera.
Można podać znamienne przykłady, gdy menedżerowie służb socjalnych na podstawie akademickich badań dokonywali przeformuło-wania kierunku polityki i praktyki swojego wydziału. Czasami z dnia na dzień pracownicy socjalni dowiadywali się, że takich czy innych środków nie mają już do dyspozycji lub że mają realizować pewne cele, czy im się to podoba, czy nie. Wielu praktyków jest w stanie, rzecz jasna, zmienić lub zmodyfikować oficjalne żądania, niemniej jednak przekonują się oni, iż nie pracują już w otoczeniu, którego kształt był również ich dziełem. Dobry przykład znajdujemy w Wydziale Opieki Społecznej War-wickshire (DHSS, 1987). Założywszy, że pobyt w zakładach zamkniętych jest dla dzieci ciężkim i traumatycznym przeżyciem, menedżerowie wyższego szczebla postanowili ograniczyć udział opieki stacjonarnej w działaniach wydziału. „Od połowy lat siedemdziesiątych Komitet do Spraw Opieki Społecznej w Warwickhshire kierował się przekonaniem, że każde dziecko ma prawo do życia rodzinnego [...] Sukces takiego nastawienia większy, niż z początku przypuszczaliśmy, umożliwił nam zamknięcie ostatnich dwóch domów dziecka w 1986 roku". Pracownica socjalna, którą ocena sytuacji dziecka skłoni do wniosku, że najlepszym dla niego rozwiązaniem byłoby umieszczenie w domu dziecka stwierdzi, że w Warwickshire czegoś takiego nie ma, a dokonana przez nią ocena uważana jest za konsekwencję nieprawidłowego myślenia. Jej możliwości oceny sytuacji i praktycznego działania zostały ograniczone przez politykę i rozdział środków ustanowione przez komitet i jego wyższych menedżerów. Packman (1986) badała pewne praktyki, w ramach których należało podjąć decyzję o umieszczeniu w domu dziecka. Stwierdziła ona, że w wydziałach zdawano sobie sprawę z wyników badań sugerujących, że dla wielu dzieci byłoby lepiej, gdyby pozostawiono je w domu, a w przeszłości pracownicy socjalni zbyt gorliwie zabierali dzieci z domów rodzinnych z wątpliwym przekonaniem, że dzieje się tak dla ich dobra. Pomysł, że dziecko nie powinno znaleźć się w przytułku i mogłoby mu być lepiej w domu, przemawia do menedżerów, jest bowiem zarówno oszczędny, jak i korzystny pod względem moralnym. Przyjęta przez Packman metoda badawcza opierała się w znacznym ?• ^ sr* irt 242 David Howe stopniu na wykorzystaniu subiektywnych relacji pracowników socjalnych, dzieci i ich rodziców. W odczuciu autorki podstawą polityki i praktyki w tej dziedzinie były nasuwające zbyt uproszczony obraz wyniki dotychczasowych badań, co stało się przyczyną podejścia nadmiernie dogmatycznego, nieelastycznego, pozbawionego wrażliwości na osobiste przeżycia, stanowiące składnik każdej sytuacji. W szczególności pracownicy stosujący się do nowych wytycznych zdawali się ignorować punkt widzenia rodziców. W wielu wypadkach ich celem było po prostu pozostawienie dzieci w domu rodzinnym nawet wtedy, gdy rodzice i samo dziecko prosili o umieszczenie w domu opieki. Packman kończy wnioskiem: Stwierdzenia w stylu: „przyjęcie do domu dziecka jest ostatecznością" lub „należy tego unikać za wszelką cenę", a także założenia polityki, które utożsamiają niski wskaźnik przyjęć do domów dziecka z dobrym poziomem opieki, wydają mi się wyjątkowo szkodliwe — a jednak pojawiają się często w dokumentacji wydziałów i w rozmowach z pracownikami różnych szczebli. ' (Packman, 1986, s. 197) Zapewne najbardziej rozpowszechnionym czynnikiem wpływającym na umieszczenie dziecka w domu opieki jest używanie (niektórzy powiedzieliby nadużywanie) zasady „trwałości" (permanence). Genezy tej zasady doszukać się można w publikacjach niewielkiej liczby uznanych i wpływowych badaczy. W latach siedemdziesiątych zauważono, że nadmierna liczba dzieci w czasie, gdy jest objęta opieką socjalną, wędruje po różnych domach dziecka Okazałi się, iż nie istnieją jasno określone plany związane z ich przyszłością. Rowe twierdził w 1976 roku: Jesteśmy przekonani, że dziecko nie może rozwijać się emocjonalnie, żyjąc w stanie ciągłej niepewności, nie należąc do nikogo poza sporadycznymi i niewyraźnie określonymi związkami. Potrafi ono jedynie w minimalnym stopniu (niezbędnym dla przeżycia) angażować się w takie związki, jutro bowiem może już ich nie być. [...] Aby się rozwijać, dziecko potrzebuje przynajmniej widoków na trwałość związków [interpersonalnych] i pewnej ciągłości swojego otoczenia społecznego. Świat pracy socjalnej został wstrząśnięty informacją, że prawie 7000 dzieci oczekuje na zastępcze miejsce zamieszkania lub adopcję, a nie istnieją wobec nich żadne określone plany. Badania Rowe'a i Lamberta (1973) zapoczątkowały napływ wyników licznych analiz przeprowadzanych w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, kto- Wiedza, władza i kształt praktyki pracy socjalnej 243
|
WÄ…tki
|