wyjaśnił — ale rozumieją naszą mowę, a nawet mowę Styrików...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Minęli bramę miasta i krótko przed świtem dotarli do rozwidlenia dróg na pół-
noc od Venne. Z powątpiewaniem spojrzeli na pożłobiony koleinami szlak wiodą-
cy w góry, w kierunku na Ghasek, i drugą drogę, do portu Apalia.
— Mam nadzieję, że nie zdecydował się iść w góry — powiedział Bevier,
wzdrygając się pod białym płaszczem. — Naprawdę wolałbym nie wracać do
Ghasku.
— Czy on w ogóle się porusza? — zapytał Sparhawk dziewczynkę.
— Tak — skinęła główką. — Zmierza na północ brzegiem jeziora.
— Nie bardzo rozumiem — zwrócił się do niej Talen. — Jeżeli potrafisz wy-
czuć, gdzie jest Bhelliom, to dlaczego po prostu nie zostaliśmy w zajeździe czekając, aż będzie bliżej?
— Ponieważ w mieście jest zbyt wielu ludzi — odpowiedziała Sephrenia. —
Trudno nam dokładnie ustalić położenie Bhelliomu w tym zamęcie ludzkich myśli i emocji.
— Ach, tak — stwierdził chłopak — to chyba sensowne wyjaśnienie.
— Możemy pojechać nad jezioro — zaproponował Kalten. — To oszczędzi-
łoby nam mnóstwo czasu.
— We mgle tam nie jadę. — Ulath był zdecydowany. — Wolałbym widzieć,
jak nadchodzi. Nie chcę, by troll mnie zaskoczył.
230
— On będzie musiał tędy przejść — odezwał się Tynian — a przynajmniej bardzo blisko tego miejsca, jeżeli zmierza w kierunku północnego wybrzeża. Nie może przepłynąć jeziora i nie pójdzie do Venne. Trolle, jak mi mówiono, raczej rzucają się w oczy. Urządźmy na niego pułapkę.
— Sparhawku, to jest pomysł! — wykrzyknął Kalten. — Moglibyśmy napaść
na niego znienacka, gdybyśmy ustalili przypuszczalną trasę jego wędrówki. Zabi-jemy trolla, odbierzemy mu Bhelliom i zanim się ktokolwiek obejrzy, będziemy w połowie drogi do Cimmury.
— Och, Kaltenie! — westchnęła Sephrenia.
— Zabijanie to dla nas codzienne zajęcie, mateczko. — Jasnowłosy pandionita machnął lekceważąco ręką. — Nie musisz się temu przyglądać, jeżeli nie masz ochoty. O jednego trolla mniej czy więcej na świecie, co to za różnica!
— Może jednak być pewien problem — odezwał się Tynian. — Szukacz ruszy
tropem Ghweriga, kiedy tylko zgromadzi dość ludzi, a on pewnie potrafi wyczuć Bhelliom tak samo jak Sephrenia i ty, Fleciku, prawda?
— Tak — przyznała dziewczynka.
— Pamiętajcie zatem, że być może, gdy tylko pozbędziemy się trolla, będzie-
my musieli stawić czoło szukaczowi.
— A ty pamiętaj — powiedziała Flecik rezolutnie — że będziemy już wtedy
mieli Bhelliom i że Sparhawk ma pierścienie.
— Czy Bhelliom mógłby uwolnić nas od szukacza?
— Całkiem łatwo.
— Schowajmy się między drzewami — poradził Sparhawk. — Nie mam po-
jęcia, ile czasu potrzebuje Ghwerig na dotarcie do tego miejsca, a nie chciałbym, aby zaskoczył nas, gawędzących o pogodzie na środku drogi.
Wycofali się w cień drzew i zsiedli z koni.
— Pani Sephrenio — zaczął Bevier, głęboko nad czymś zamyślony — jeżeli
Bhelliom potrafi zniszczyć szukacza za pomocą czarów, to czy ty nie mogłabyś uczynić tego samego używając zwykłej, styrickiej magii?
— Gdybym mogła to uczynić, Bevierze — czarodziejka tłumaczyła jak dziec-
ku — już dawno bym to zrobiła.
— No, tak — westchnął cyrinita trochę zmieszany — zdaje się, że nie pomy-
ślałem o tym.
Słońce tego ranka wstało zamglone. Chociaż niebo było pogodne, unosząca
się nisko nad ziemią gęsta mgła znad jeziora i znajdującego się na północy lasu sprawiała, że dzień wydawał się pochmurny. Wystawili straże, sprawdzili siodła i pozostały ekwipunek. Potem większość z nich drzemała w parnym skwarze, czę-
sto zmieniając wartowników. Niestety, przy takiej pogodzie człowiek niewyspany nie zawsze bywa należycie czujny.
Ledwie minęło południe, gdy Talen obudził Sparhawka.
— Flecik chce z tobą rozmawiać — powiedział.
231
— Myślałem, że też śpi.
— Nie sądzę, by ona kiedykolwiek naprawdę spała — wyznał chłopiec. —
Nie sposób zbliżyć się do niej, żeby nie otworzyła oczu.
— Może kiedyś ją o to zapytamy. — Sparhawk odrzucił koc, wstał i w pobli-
skim źródle opryskał twarz wodą. Potem podszedł do miejsca, w którym Flecik leżała wtulona wygodnie w Sephrenię.
Dziewczynka natychmiast otworzyła swoje wielkie oczy.
— Gdzie byłeś? — zapytała.
— Musiałem się na dobre obudzić, a to trochę trwało.
— Bądź czujny, Sparhawku. Szukacz nadciąga.
Rycerz zaklął i sięgnął po miecz.
— Ależ nie rób tego! — Mała skrzywiła się z niesmakiem. — Jest jeszcze całą ligę stąd.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.