A to — pszczoły zmyliwszy istnienia ścieżynę Zboczyły do tych pustek jak do złego ula! Rój się iskrzy tak obco, tak brzęczące hula, Że strach...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..
 
A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną
Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem,
Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem:
„To — pszczoły! Pamiętacie? To — pszczoły na pewno!"
 
Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią!
Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę,
Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane,
Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią...
 
Znali niegdyś te cudła złotego pomiotu,
A dzisiaj, zaniedbani w swych mgieł niedobrzysku,
Podziwiają skrzydlatą szaradę rozbłysku
I chyżą łamigłówkę brzęczącego lotu!
 
Ale drogę powrotną zwęszywszy w odmęcie
Pszczoły lśnią się gromadą już co chwila rzadszą,
Już — w świat się przedostając, gasną na zakręcie —
Już ich — nie ma! A oni wciąż patrzą i patrzą...
 
Srebroń
 
Nastała noc spragniona wymian
Mroku na dreszcze w półśnie rosy.
Dąb bałwochwalczo wierzy w Tymian,
We wpływ Tymianu — na niebiosy.
 
Światła na trawie mrą pokotem —
Śmierć świateł wzrusza leśne knieje.
Północ przedawnia się pod płotem,
A płot — przyszłością gwiazd srebrnieje.
 
Gdzie jest bezdroże? A gdzie — droga?
Gdzie — dech po śmierci? Ból — po zgonie?
Więc nie ma tchu i nie ma Boga?
I nie ma nic — a księżyc płonie?
 
Księżyc to — wioska ogromniasta,
Gdzie ciszę ciuła brat mój — Srebroń,
Co siebie własnym snem przerasta,
Więc mu istnienia w srebrze — nie broń!
 
To — niepoprawny Istnieniowiec!
Poeta! Znawca mgły i wina.
Nadskakujący snom — manowiec,
Wieczności śpiewna krzątanina.
 
W sieć rymów łowi srebrne myszy
I srebrny chwast, i srebrną jabłoń —
I rzuca strzępy srebrnej ciszy
Na księżycową błoń czy prabłoń...
 
„Śmierci! — powiada. — Mrok nas słyszy!
Nie śmiej się w niebo i nie błaznuj!"
I rzuca strzępy modrej ciszy
Na księżycowy znój czy praznój...
 
„Jam ten — powiada — co mgłą dyszy
I wie, że Bóg to — Iza i zamieć!"
I rzuca strzępy modrej ciszy
Na księżycową miedź czy pramiedź...
 
Pełno tam — dolin, wzgórz, bajorów,
Modrych rozwiśleń i udniestrzeń
I niby scena bez aktorów
Rozpacza pusta w świetle przestrzeń.
 
I szepce Srebroń w dal znikomą:
„Nie samym światłem mrok się żywi —
Wszyscy jesteśmy nieszczęśliwi,
Lecz po co srebrnieć? Nie wiadomo...
 
Nim śmierć w źdźbło mroku przeistoczy
Pomysł mych łez — i zarys ducha —
Niech mi gwiazdami spyla oczy
Nicości złota rozsypucha!"
 
I gdy tak mówi — nicość właśnie
Kłami połyska — zła i szczera —
I jeszcze jedna gwiazda gaśnie —
I jeszcze jeden bóg umiera.
 
Poeta
 
Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch —
Z drogi! Idzie poeta — niebieski wycieruch!
Zbój obłoczny, co z światem jest — wspak i na noże!
Baczność! Nic się przed takim uchronić nie może!
Słońce — w cebrze, dal — w szybie, świat — w studni, a zwłaszcza
Wszelkie dziwy zza jarów — prawem snu przywłaszcza.
Rad Boga między żuki wmodlić — do zielnika,
Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...
Świetniejąc łachmanami — tym żwawszy, im golszy —
Nie bez wróżb się uśmiecha do grabu i olszy —
I widziano w dzień biały tego obłąkańca,
Jak wierzbę sponad rzeki porywał do tańca!
A tak zgubnie porywać mimo drwin i zniewag —
Zdoła tylko z otchłanią sprzysiężony śpiewak.
Żona jego, żegnając swój los znakiem krzyża,
Na palcach — pełna lęku do niego się zbliża.
Stoi... Nie śmie przeszkadzać... On słowa nawleka
Na sznur rytmu, a ona płochliwie narzeka:
„Giniemy... Córki nasze — w nędzy i rozpaczy...
A wiadomo, że jutro nie będzie inaczej...
Wleczesz nas w nieokreślność... Spójrz — my tu pod płotem
Mrzemy z głodu bez jutra, a ty nie wiesz o tem!"
Wie i wiedział zawczasu!... I ze łzami w gardle
Wiersz układa pokutnic — złociście — umarłe —
Za pan brat ze zmorami... Treść, gdy w rytm się stacza,
Poty w nim się kołysze, aż się przeinacza.
Chętnie łowi treść, w której łzy prawdziwe płoną —
Ale kocha naprawdę tę — przeinaczoną...
I z zachłanną radością mąci mu się głowa,
Gdy ujmie niepochwytność w dwa przyległe słowa!
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą —
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.