Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Na dworze króla Artura. Ja tam właśnie zmierzam.
- Daleko? - Stąd do Powys, do rzeki Hafen, potem z biegiem Hafen do Blevum, nad Morze Sabiny, a stamtąd już blisko na równiny Letniego Kraju. Wszystkiego jakieś dziesięć dni jazdy... - Za daleko. - Można - zająknął się - skrócić nieco drogę, jadąc przez Cwm Pwcca. Ale to zaklęta dolina. Strasznie tam. Żyją tam Y Dynan Bach Teg, złośliwe karły... A ty co, miecz nosisz od parady? A co mieczem przeciw czarom wydoli? Wydoli, wydoli, nie bój się. Ja jestem wiedźminką. Słyszałaś kiedyś? Ech, jasne, że nie słyszałeś. A twoich karłów się nie lękam. Mam wśród krasnoludów sporo znajomych. No pewnie, pomyślał. * * * - Pani Jeziora? - Nazywam się Ciri. Nie nazywaj mnie Panią Jeziora. Źle mi się to kojarzy, nieprzyjemnie i niemile. Tak mnie nazywali oni, w Krainie... Jak ty nazwałeś tę krainę? - Faërie. Albo, jak mówią druidzi: Annwn. A Sasi powiadają Elfland. - Elfland... - owinęła ramiona otrzymanym od niego kraciastym piktyjskim pledem. - Byłam tam, wiesz? Weszłam do Wierzy Jaskółki i bęc, już byłam wśród elfów. A oni właśnie tak mnie nazywali. Panią Jeziora. Nawet mi się to z początku podobało. Pochlebiało mi. Do chwili, gdy zrozumiałam, że w tej krainie, w tej wieży i nad tym jeziorem nie jestem żadną Panią, lecz więźniem. - Czy to tam - nie wytrzymał - splamiłaś koszulę krwią? Milczała długo. - Nie - powiedziała wreszcie, a głos, zdawało mu się, zadrżał jej lekko. - Nie tam. Bystre masz oko. Cóż, przed prawdą nie uciekniesz, głowy w piasek chować nie ma co... Tak, Galahadzie. Plamiłam się często ostatnimi czasy. Krwią nieprzyjaciół, których zabijałam. I krwią bliskich, których usiłowałam ratować... A którzy umierali na moich rękach... Czemu mi się tak przypatrujesz? - Nie wiem, czliś jest bóstwem, czy panną śmiertelną... Czy jedną z bogiń... Lecz jeśliś jest mieszkanką ziemskiego padołu... - Do rzeczy jeśli łaska. - Pragnąłbym - oczy Galahada rozgorzały - usłyszeć twą historię. Zechcesz ją opowiedzieć Pani? - Jest długa. - Mamy czas. - I niezbyt dobrze się kończy. Nie wierzę. Dlaczego? Śpiewałaś, kąpiąc się w jeziorze. - Jesteś spostrzegawczy - odwróciła głowę, zacisnęła wargi, a jej twarz nagle skurczyła się i zbrzydła. - Tak, jesteś spostrzegawczy. Ale bardzo naiwny. - Opowiedz mi twą historię. Proszę. - Cóż - westchnęła. - Dobrze, jeśli chcesz... Opowiem. Usiadła wygodniej. I on też usiadł wygodniej. Konie chodziły skrajem lasu, poszczypując trawy i zioła. - Od początku - poprosił Galahad. - Od samego początku... - Ta historia - powiedziała po chwili, szczelniej owijając się w piktyjski pled - coraz bardziej wygląda mi na taką, która nie ma początku. Nie mam też pewności, czy też się aby już skończyła. Strasznie się, musisz wiedzieć, poplątała przeszłość z przyszłością. Pewien elf powiedział mi nawet, że to jest jak z tym wężem, który capnie zębami własny ogon. Wąż ten, wiedz o tym, nazywa się Urobos. A to, że gryzie swój ogon, znaczy, że koło jest zamknięte. W każdym momencie czasu kryją się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W każdym momencie czasu kryje się wieczność. Rozumiesz? - Nie. - Nie szkodzi. * * * Zaprawdę powiadam wam, kto wierzy snom, jest jako chcący pojmać wiatr lubo cień uchwycić. Łudzi się obrazem zwodniczym, krzywym zwierciadłem, które łamie lub prawi niedorzeczności na wzór niewiasty rodzącej. Głupi zaiste, kto marom sennym wiarę daje i drogą złudy kroczy. Wszelako kto sny letce sobie waży i nie wierzy im nic a nic, ten także bezrozumnie czyni. Bo przecież gdyby sny całkiem znaczenia nie miały, to po cóż by bogowie, tworząc nas, zdolność śnienia nam dawali? Mądrości proroka Lebiody, 34;1 All we see or seem Is but a within a dream Allan Edgar Poe Rozdział drugi
|
Wątki
|