JAK UTOPIEC OPOLE URATOWAŁ130iedaleko Opola, tam gdzie Odra głębokie toczy wody, żył sobie na jej dnie utopiec...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Włosy miał długie, rozwiane, do wodorostów podobne, a odzienie z rybich łusek sporządzone, muszelkami rozmaitymi zdobione. Twarz utopca była do ludzkiej podobna, tyle tylko że od rzecznej wody i podwodnej roślinności pozieleniała. Choć jego domostwo znajdowało się na dnie rzeki, często je opuszczał, z wody się wyłaniał, do brzegu podpływał, ludziom przyglądał i nieraz różne figle im płatał. A szczególnie tym, których postępki mu się nie bardzo podobały. A to czasem pijaka na moczary wywiódł. Czasem leniwca za byle jaką robotę ukarał. Czasem kradzione zboże lub drewno Odrą spławiane zatopił. Dobremu człowiekowi jednak krzywdy nijakiej nie zrobił.
Niezmiernie lubił utopiec Opole. Często, rzeczną mgłą osłonięty i przez ludzi niewidoczny, zjawiał się w mieście, by przyjrzeć się jego mieszkańcom, krzątającym się wokół swoich codziennych zajęć. Lubił gwar, ruch, pokrzykiwania straganiarzy i wędrownych kupców.
Ale lubił też miasto uśpione, gdy tylko kroki nocnej straży płoszyły ciszę, a nieliczne okna, w których chybotały kaganki, rozpraszały gęsty mrok.
Właśnie którejś nocy, gdy utopiec zbliżał się do Opola, burza groźna nadciągnęła nad miasto. Ale nawet najgroźniejsza burza nie jest groźna dla utopca. Toteż nie zrażony żywiołem płynął wytrwale przed siebie.
Tymczasem błyskawice cięły niebo, grzmoty przetaczały się ponad chmurami, wiatr przybierał na sile. I dopiero teraz uświadomił sobie utopiec, że te grzmoty dudnią nad Opolem! Że te pioruny biją w to miasto! Ludzie są w niebezpieczeństwie! Musi im przyjść z pomocą!
Siła jakaś wielka pchnęła go naprzód. Szybciej, szybciej!
I gdy już był u granic miasta, nagle zobaczył nad nim czerwoną łunę. Świetlista smuga położyła się na rzece, jakby mu chciała wskazać drogę.
- Miasto plonie!-wykrzyknął zrozpaczony utopiec.-Palą się domy, płomienie trawią ludzki dobytek!
Wzniósł ręce i oczy ku niebu, ku chmurze i zawołał:
- Chmury, siostry moje! Otwórzcie się, spuśćcie strugi deszczu, zalejcie ogień, ratujcie miasto!
I posłuchały chmury utopcowej prośby. Gwałtowna ulewa spadła na szalejący w mieście żywioł.
Teraz utopiec zwrócił się do rzeki, do Odry.
- Siostro Odro!-błagał.-Wystąp z brzegów, rozlej się po mieście
131
pokryj swoimi wodami płomienie!
I podniosły się wody Odry i rozpełzły po ulicach miasta, w których słychać ,uz tylko było syk dogorywającego ognia. Miasto było uratowane.
A dokonał tego utopiec, podwodny mieszkaniec Odry, który to miasto tak bardzo pokochał.
133
O GÓRALSKIM GRAJKU I KRÓLU WĘŻÓW
odobno było mu na imię Miecek, a jego granie znane było w całych Beskidach, a nawet jeszcze dalej. Skrzypki miał proste, zwyczajne, po dziadach odziedziczone, ale gdy brał je do ręki, zdawały się w
czarodziejskie przemieniać. Potrafiły łzę wycisnąć i do tańca poderwać,
górskie poszumy przekazać i śpiew ptasi wyrazić. Słuchali więc tego
Mieckowego grania dostojni gazdowie i panny o zamęs'ciu marzące, niosło
się ono po odpustach, jarmarkach i halach.
A kiedyś nawet zasłuchał się w tym graniu sam Król Wężów, zwabiony
ze swojej kryjówki pod Babią Górą Mieckowymi nutkami.
A było to tak. Przysiadł sobie któregoś dnia Miecek na hali, twarz ku
słońcu wychylił, skrzypeczki zza pazuchy wyjął i tak sobie, górom i
chmurom grać począł. Było to granie z najgłębszego serca wypływające i tak
piękne, że piękniejszym już być nie mogło.
Zatopiony w tym graniu, nie spostrzegł, że nie jest sam i nie dosłyszał
szelestu trawy u swoich stóp. Ocknął się dopiero wówczas, gdy usłyszał
głos, gdzieś od ziemi do niego dochodzący.
- Pięknie grasz, chłopcze - powiedział ów głos. - Góry mógłbyś tym graniem wzruszyć!
Oderwał Miecek smyczek od strun i głowę ku ziemi pochylił.
- Król Wężów! - wykrzyknął przejęty.
Słyszał o nim nieraz, wiedział, że mieszka pod Babią Górą, a po tym go poznać można, że złotą koronę na głowie nosi. I teraz miał go przed sobą. Przybył tu, by posłuchać jego grania. Miecek nie odczuwał lęku. Wiedział z opowiadań, że Król Wężów krzywdy ludziom nie czyni.
- Graj dalej!-zachęcał go władca wężów.-Po tom przyszedł, by twego grania posłuchać. Ale przedtem powiedz, skąd ci się to piękne granie bierze.
- Z duszy-odpowiedział po prostu Miecek.-Z duszy i z tego szczęścia, co mam w sobie. A to szczęście z umiłowania gór się rodzi.
- Nie tylko pięknie grasz, ale i pięknie mówisz - pochwalił go Król Wężów.
Zwinął się w kłębek i czekał na Mieckowe nutki, a Miecek zagrał najrzewniej, jak potrafił.
Jeszcze wiele razy przybywał Król Wężów na halę, by posłuchać Mieckowego muzykowania.
Ąż któregoś dnia zastał chłopca bardzo zasmuconego. Bo oto cesarz ausijriacki dowiedziawszy się, że w górach żyje wielce utalentowany
134
skrzypek, chciał go na swój dwór do Wiednia sprowadzić, by tam władcę i cały dwór graniem swoim bawił i wzruszał. W tym celu wysłał już nawet swoich żołnierzy w Beskidy. Czymże jednak cesarskie pałace w porównaniu z górami? Tam stroje jedwabne, myśli układne, słowa gładkie, a w górach oddech szeroki i wolność niczym nie ograniczona. Jak jednak odmówić cesarzowi? Wszak jego prośba rozkazowi równa, a odmowa za bunt może być uznaną. Ręka cesarska zaś dosięgnie każdego, choćby w najbardziej niedostępne beskidzkie schowki się zaszył.
Tak myślał Miecek i z tymi myślami poszedł na halę, gdzie najlepiej mu się grało i najlepiej myślało. Przysiadł na zwalonym pniu, skrzypki do piersi przycisnął i począł się na nich na swój los żalić. Żaliły się skrzypki, żalił się Miecek, a tego żalenia słuchał Król Wężów.
- Skąd dziś tyle smutku w twoim graniu? - spytał.
I opowiedział Miecek swoje zmartwienie. Cesarscy żołnierze już po niego jadą, cesarski dwór na niego czeka, a on serce górom oddał. Co ma teraz począć?
- Serca słuchaj, a nie cesarza - rzekł Wężowy Król. - Głos tej ziemi ważniejszy od głosu jej władców.
- Ale cesarscy żołnierze mnie siłą do Wiednia powiodą - żalił się Miecek. - Nie umknę przed nimi.
- Umkniesz - powiedział z mocą Król Wężów. -Ja ci w tym pomogę. Weź z mojej korony jeden złoty listek. Ten listek uczyni cię niewidzialnym. Widzieć cię będą tylko ci, dla których jesteś najbliższy. Dla innych znikniesz.
Wziął Miecek listek z wężowej korony, za dar cudowny podziękował i skoczną melodię ze skrzypek wykrzesał.
W jakiś czas później we wsi zjawili się cesarscy żołnierze i zaczęli rozpytywać o uzdolnionego grajka. Ale nikt nie potrafił powiedzieć, co się z nim stało. Któregoś dnia wyszedł w góry i nie wrócił. Również matka i najbliżsi, którzy znali jego tajemnicę, bezradnie rozkładali ręce.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….