Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Pewnie jesteś zajęty, ale proszę, nie zapominaj o mnie. Jestem bardzo samotny, a Twoje listy podtrzymują mnie na duchu. Dodają mi siły i nadziei, ponieważ wiem, że komuś na mnie zależy. Nie zostawiaj mnie.
Lekarze mówią, że jeśli wszystko będzie dobrze, wyjdę stąd już za dwa miesiące. W Baltimore, niedaleko miejsca, gdzie się urodziłem i wychowałem, jest tak zwana przejściówka, specjalny dom dla tych, którzy zakończyli leczenie, i chcą mnie tam umieścić. Co prawda tylko na trzy miesiące, ale to wystarczy, żebym znalazł pracę, nowych przyjaciół i przywykł do życia w społeczeństwie. Na noc dom zamykają, ale za dnia będę wolny. Nie mam do kogo tęsknić. Ci, którzy mnie kiedyś kochali, już nie żyją, a mój wujek, który płaci za leczenie, jest bogaty, lecz okrutny. Rozpaczliwie potrzebuję przyjaciół, Al. Tak przy okazji, zrzuciłem prawie dwa i pół kilograma i mam teraz osiemdziesiąt centymetrów w pasie, tak że zdjęcie, które Ci wysłałem, jest już trochę przestarzałe. Zresztą nigdy mi się nie podobało - mam na nim nalaną twarz. Teraz jestem dużo szczuplejszy i bardziej opalony. Zależnie od pogody, pozwalają nam opalać się dwie godziny dziennie. To Floryda, ale czasami bywa tu dość chłodno. Przyślę Ci inne zdjęcie, takie z nagim torsem. Dźwigam ciężary jak oszalały. Myślę, że Ci się spodobam. A propos zdjęć, obiecałeś mi swoje. Wciąż czekam. Proszę, nie zapominaj o mnie. Tęsknię za Twoimi listami. Z uściskamiRicky Ponieważ to York odpowiadał za szczegółową analizę wszystkich aspektów życia Aarona Lake’a, czuł się zmuszony zabrać głos jako pierwszy, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W milczeniu przeczytali list po raz drugi. Potem po raz trzeci i czwarty. W końcu odezwał się Deville: - Oto koperta. Wyświetlił ją na ekranie. Adres: Al Konyers, Mailbox America. Adres zwrotny: Ricky, Aladdin North. Skrytka pocztowa 44683, Neptune Beach, Floryda 32233. - To przykrywka - wyjaśnił. - Aladdin North nie istnieje. Telefony odbierają ci z serwisu usług pocztowych. Dzwoniliśmy do wszystkich klinik rehabilitacyjnych i lecznic w północnej Florydzie i nikt tam o Aladdin North nie słyszał. Teddy bez słowa patrzył na ekran. - Gdzie jest Neptune Beach? - wychrypiał York. - W Jacksonville. Kazali Deville’owi zaczekać za drzwiami. Teddy sięgnął po notatnik. - Kilka listów i co najmniej jedno zdjęcie - zreasumował, jakby mieli do czynienia ze zwykłą, rutynową sprawą; panika była dla Maynarda pojęciem nieznanym. - Musimy je znaleźć. - Dom przeszukaliśmy dwa razy - odparł York. - Przeszukajcie jeszcze raz. Wątpię, czy trzyma to w biurze. - Kiedy...? - Teraz. Lake jest w Kalifornii. Może mieć kilka innych skrytek i znać kilku innych facetów przechwalających się swoimi szczupłymi, opalonymi torsami. Czas ucieka. - Powiesz mu? - Nie. Jeszcze nie. Ponieważ nie mieli próbki pisma Ala Konyersa, Deville zaproponował coś, co Maynard w końcu kupił: napiszą list na komputerze, na laptopie z wbudowaną drukarką. Pierwszą wersję ułożyli Deville i York, a już godzinę później była gotowa wersja numer cztery. Drogi Ricky, Dzięki za list z dwudziestego drugiego. Przepraszam, że tak długo nie odpisywałem. Ostatnio dużo podróżuję i z niczym nie mogę nadążyć. Piszę do Ciebie z wysokości jedenastu kilometrów, w drodze do Tampy. Mam nowy laptop, tak maty, że jeszcze trochę i zmieściłby się w kieszeni - zadziwiająca technologia. Drukarka pozostawia trochę do życzenia, lecz mam nadzieję, że to odczytasz. To cudownie, że Cię zwalniają i zamieszkasz w Baltimore. Prowadzę tam interesy i na pewno pomogę znaleźć Ci pracę. Trzymaj się, to już tylko dwa miesiące. Jesteś teraz dużo silniejszy i wkrótce będziesz mógł korzystać ze wszystkich uroków życia. Odwagi. Pomogę Ci, jak tylko będę mógł. Kiedy przyjedziesz do Baltimore, z wielką chęcią się z Tobą spotkam i pokażę Ci miasto. Obiecuję pisać częściej i bez zwłoki. Czekam na list. Z uściskamiAl Ustalili, że w pośpiechu Al zapomniał się podpisać. List poprawiono, zredagowano, przeredagowano, wystylizowano i wypielęgnowano staranniej niż niejeden międzynarodowy traktat. Ostateczną wersję wydrukowano na papeterii z hotelu Royal Sonesta w Nowym Orleanie. Kartkę włożono do zwykłej brązowej koperty ze światłowodem ukrytym pod zakładką. W jej prawym dolnym rogu, w miejscu, które robiło wrażenie lekko uszkodzonego podczas transportu, zainstalowano mikroskopijny nadajnik. Uruchomiony, przez trzy dni mógł nadawać sygnał o zasięgu stu metrów. Ponieważ Al leciał do Tampy, na znaczku pocztowym widniał stempel tamtejszego urzędu pocztowego z aktualną datą. W niecałe pół godziny załatwił to zespół bardzo dziwnych ludzi pracujących w dziale dokumentów na pierwszym piętrze. O czwartej po południu przed domem Aarona Lake’a przy wysadzanej cienistymi drzewami Trzydziestej Czwartej w uroczej dzielnicy Georgetown zaparkowała zdezelowana furgonetka miejskiego przedsiębiorstwa kanalizacyjnego. Czterech hydraulików zaczęło wyładowywać z niej narzędzia i sprzęt. Zauważyła ich tylko jedna sąsiadka, która już po kilku minutach znudziła się wyglądaniem przez okno i wróciła przed telewizor. Agenci Secret Service towarzyszyli Lake’owi w Kalifornii, a jego dom nie podlegał jeszcze dwudziestoczterogodzinnej ochronie. Niemniej należało się spodziewać, że wkrótce będzie. Przykrywką dla akcji była zatkana rura w małym trawniku od ulicy, którą hydraulicy mogli przetkać bez konieczności wchodzenia do domu. Robota na podwórzu, zwykła fucha -gdyby ochroniarze mimo wszystko się pojawili, nie podejrzewaliby niczego złego. Jednakże dwóch hydraulików weszło do domu, otwierając drzwi podrobionym kluczem. Tymczasem nadjechała druga furgonetka; szef chciał sprawdzić przebieg prac i podrzucić chłopakom jakieś narzędzia. Wysiadło z niej dwóch kolejnych hydraulików, którzy dołączyli do tych na trawniku, tak że w sumie było ich tam całkiem sporo. Tymczasem do dwóch agentów pracujących w domu doszło dwóch następnych. Rozpoczęło się żmudne poszukiwanie listów i zdjęć. Chodzili od pokoju do pokoju, zaglądając w miejsca oczywiste, wypatrując miejsc ukrytych.
|
WÄ…tki
|