Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
jeszcze ktoś pierogi lepi, na weselu ktoś się czepi, na pogrzebie ktoś się modli, wzdycha ktoś, ach, ludzie podli. jeszcze w polu źrebak skacze, jeszcze kocha ktoś i płacze, jeszcze gdzieś śpiewają dzieci, jeszcze ktoś tak rymy kleci. (***) Jak wielu starych ludzi, nawiedzała go również myśl o tym, że leży już w ziemi. Niewygodna ta pogoda, niewygodny wiatr, Niewygodna taka czapka, taki krótki szal, Niewygodna marynarka, niewygodny but, Taki ciężar gniecie piersi, taki ciężki puch. (Niewygoda) Dla starego człowieka, który marzył o jasnej i bezchmurnej pogodzie duszy, nastał teraz czas ponury. Nad jego umysłem rozpostarła się ołowiana kopuła nie przepuszczająca słońca. Staro- rzymską konstrukcję zaczęły smagać wichry i podmywać deszcze. Sérénité to żadna tam kłamli- wa apatheia filozofów. Sérénité to poniekąd łaska. I Staremu Poecie łaska ta została odmówiona. Marznę. Wieczorem to już nie dziwota 45 Brak nam pogody i lato minęło. Nie nudź się, żono, deszcz niechybny czeka, To już na zawsze przyszła smutna słota. (Uparte wichry) I nie był to bynajmniej koniec klęsk dręczących wiek podeszły. Na pogodę ducha, serenitas animi, czekały bowiem cierpliwie, pewne swego, jak esesmani w Oświęcimiu, dwa wściekłe psy daremności: nicość i absurd. Spadanie w nicość Dla narratora opowiadania Sérénité wiele, doprawdy bardzo wiele rzeczy tego świata było po prostu niepojętych. Tajemny był mu „płaszcz snu”. „Gwiazda zaranna nad moją głową − wyznał − na zawsze będzie dla mnie czymś niezrozumiałym”. Samo istnienie bytów było bowiem dla Jarosława Iwaszkiewicza niezrozumiałe. Co wcale nie znaczy, że miał je za beztreściwe. Niekie- dy już od wczesnej młodości, niekiedy w czasie pełni żywota, akme, niekiedy zaś dopiero w sta- rości człowiek zaczyna rozumieć, że z jego perspektywy, co prawda nieco dziwacznej i preten- sjonalnej, byt jest izbą straceń. Treścią „bytu przytomnego” jest więc oczekiwanie na unicestwie- nie, o czym broń Boże, nie należy codziennie pamiętać. Od iluż to lat siedzę w izbie straceń? [...] Nasłuchuję czy już idą aleją ze śpiewem i chorągwiami [...] Tymczasem plotę koszyki robię zakładki do książek jak oni i śpiewam piosenki razem z innymi więźniami Nie zawsze sypiam dobrze w owej izbie (Izba straceń) „Człowiek − twierdził narrator Sérénité − jest z natury swojej okrutny i lubi sobie i innym o tym wiecznym wyroku przypominać, jednocześnie przedłużając, odkładając jego wykonanie”. 46 Z tych niewesołych myśli wyłoniło się biblijne pytanie, które w istocie stało się królewskim tematem, thema regium, całej twórczości Iwaszkiewicza. Gdzież jest kres świadomości? Gdzie twój koniec śmierci? Gdzież wszechświat, bochen, który bóg nieposkromiony Rzucił w bezkresy czarne i wydał na żer ci? (Oda żałobna) Stary i schorowany narrator Sérénité nie był w stanie określić, co stanie się ze świadomością po śmierci: Zmarli „są już tym niczym, snem, jasną smugą, podczas gdy mnie się wydaje, że «je- stem», że «czuję», że «tworzę». I nie wiem, kto mnie przyjmie na swoje łono: nicość, materia czy Bóg?”. Te trzy, jakby nie było, okoliczności, pojawiły się u Iwaszkiewicza dość wcześnie, ale − jak nieomal przez nas wszystkich − traktowane były poniekąd... okolicznościowo. Pojawiały się w momencie, kiedy świadomość przypominała sobie o prawie nietrwałości form. Iwaszkiewicz nigdy nie spychał tego prawa w sferę „problemu” czy spekulacji. Okoliczności te należały do życia. Nawiedzały go w dojrzałe lipcowe południe, właśnie dlatego, że radość istnienia osiągała w tej chwili swój zenit, lub w grudniową ciemną noc, właśnie dlatego, że trwoga istnienia gnała uciekające galaktyki ku jego głowie, spoczywającej na spoconych poduszkach. Te trzy okoliczności tworzą u Iwaszkiewicza jednolitą trójcę, ale każda z nich zachowuje od- dzielność. Inaczej niż w słynnym sporze trynitarskim z IV wieku, owej sławnej awanturze o jed- ną literę (homousios − homoiousios), okoliczności Iwaszkiewicza są i podobne, i współistotne. Spróbujmy przyjrzeć się temu bliżej, gdyż Stary Poeta poczytywał sobie za obowiązek ustalenie jakiejś hierarchii wewnątrz tej trójcy, co − jak się zdaje − nie bardzo mu się udało. Jego Bóg był relatywny. „Przez relatywność Boga − pisał Carl Gustav Jung − rozumiem po- gląd, zgodnie z którym Bóg nie istnieje «absolutnie», to jest niezależnie od podmiotu ludzkiego i poza wszelkimi ludzkimi uwarunkowaniami, lecz jest w pewien sposób zależny od ludzkiego podmiotu, gdyż między nim a człowiekiem istnieje wzajemny i konieczny związek, tak że z jed- nej strony człowieka można rozumieć jako funkcję Boga, z drugiej zaś Boga można rozumieć jako psychiczną funkcję człowieka”. Bóg ten, podobne jak życie pozagrobowe, jest w dużej mie- rze wyobrażeniem mitologicznym. U Iwaszkiewicza występuje z reguły jako jego prywatny, choć respektowany również przez bliźnich mitologem. Z Bogiem religii wiąże się hipoteza sensu uta- jonego. Bóg Iwaszkiewicza nie jest w stanie nadać sensu ani samym bytom, ani ich istnieniu. Jest
|
Wątki
|