Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Chwilowa dekoncentracja może doprowadzić do błędu, a nawet do niepotrzebnego rozlewu krwi. McGee wziął głęboki oddech i uspokoił się. W każdym razie spróbował się uspokoić.
- Właściwie niezupełnie dobrze pamiętam, proszę pana, niech mnie diabli, jeśli kłamię - stwierdził Coffey swoim zdławionym od łez głosem - ale to chyba moje drugie śniadanie. Sandwicz i słodkie pikle. - Jeśli nie zrobi ci to różnicy, sam to sprawdzę - powiedział McGee. - I nie ruszaj się teraz, Johnie Coffeyu. Nie rób tego, chłopie, bo wycelowaliśmy w ciebie dosyć dubeltówek, żebyś zniknął od pasa w górę, jeśli tylko ruszysz małym palcem. Coffey utkwił wzrok w rzece i nie poruszył się, kiedy McGee sięgnął delikatnie do jego kieszonki na piersi i wyciągnął coś, co opakowane było w gazetowy papier i związane kawałkiem szpagatu. McGee zerwał sznurek i odwinął papier, ale i bez tego wiedział, że Coffey mówi prawdę, że to tylko drugie śniadanie. W środku była kanapka z bekonem i pomidorem, porcja dżemu oraz słodkie pikle owinięte w krzyżówkę, której John Coffey nigdy już nie miał okazji rozwiązać. Nie było kiełbasy. Wchodzącą w skład drugiego śniadania kiełbasą pożywił się Bowser. Nie spuszczając oczu z Coffeya, McGee podał przez ramię zawiniątko jednemu z mężczyzn. Kucając w ten sposób, znajdował się zbyt blisko Coffeya, żeby pozwolić sobie na chwilę nieuwagi. Drugie śniadanie, z powrotem opakowane i związane nowym sznurkiem, wylądowało w końcu w plecaku Boba Marchanta, w którym ten trzymał jedzenie dla psów (i, jak sądzę, kilka robaków na ryby). Nie dołączono go do materiałów dowodowych - sprawiedliwość w tej części świata działa szybko, lecz nie aż tak szybko, jak psuje się kanapka z bekonem i pomidorem - znalazła się tam jednak jego fotografia. - Co się tutaj wydarzyło, Johnie Coffeyu? - zapytał niskim poważnym głosem McGee. - Czy chcesz mi powiedzieć? I Coffey powiedział mu prawie dokładnie to samo, co później powiedział mnie; były to również ostatnie słowa, które prokurator skierował do ławy przysięgłych podczas rozprawy. - Nie mogłem nic pomóc - oznajmił. - Próbowałem to cofnąć, ale było za późno. - Chłopie, jesteś aresztowany za morderstwo - powiedział McGee, po czym splunął Johnowi Coffeyowi prosto w twarz. Wydanie werdyktu zajęło ławie przysięgłych czterdzieści pięć minut. Dokładnie tyle, ile trzeba, żeby zjeść drugie śniadanie. Zastanawiam się, czy dopisywał im apetyt. 5 Domyślacie się chyba, że nie dowiedziałem się tego wszystkiego w ciągu jednego upalnego popołudnia w likwidowanej więziennej bibliotece, przerzucając stare gazety, zapakowane do dwóch skrzyń po pomarańczach Pomona. Dowiedziałem się jednak dosyć, żeby zafundować sobie bezsenną noc. Moja żona wstała o drugiej i znalazła mnie w kuchni, popijającego maślankę i palącego własnoręcznie skręconego papierosa. Zapytała, czy stało się coś złego, a ja odpowiadając okłamałem ją, co robiłem bardzo rzadko w trakcie naszego długiego małżeństwa. Oznajmiłem, że miałem kolejną scysję z Percym Wetmore’em. Rzeczywiście miałem, ale nie dlatego przecież sterczałem w nocy w kuchni. Na ogół przestawałem się przejmować Percym zaraz po wyjściu z pracy. - Zapomnij o tym zgniłku i wracaj do łóżka - powiedziała. - Mam coś, co pomoże ci zasnąć. Będziesz mógł tego skosztować do woli. - To brzmi zachęcająco, ale myślę, że powinniśmy się chwilowo wstrzymać - odparłem. - Coś złego dzieje się z moją kanalizacją i nie chciałbym, żebyś się ode mnie zaraziła. Janice uniosła brew. - Coś złego z kanalizacją, powiadasz? - mruknęła. - Zaczepiłeś chyba niewłaściwą panienkę, kiedy ostatnim razem byłeś w Baton Rouge. Nigdy nie byłem w Baton Rouge, nigdy w życiu nie zbliżyłem się do prostytutki i oboje o tym świetnie wiedzieliśmy. - To tylko zwykła infekcja dróg moczowych - powiedziałem. - Moja matka mówiła, że chłopcom przytrafia się to, kiedy siusiają pod wiatr, wiejący z północy. - Twoja matka nie wychodziła również przez cały dzień z domu, jeśli wysypała jej się sól - stwierdziła Janice. - Doktor Sadler... - Nie, moja pani - przerwałem jej, podnosząc dłoń. - Doktor Sadler zapisze mi sulfonamidy i pod koniec tygodnia będę rzygał jak kot w swoim gabinecie. Potrwa to najwyżej parę dni i najlepiej będzie, jeśli weźmiemy w tym czasie na wstrzymanie.
|
WÄ…tki
|