Tirtha dobrze wiedziała, kto ją szkolił i hartował w minionych latach...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Miała własne zasady postępowania i jako głowa rodu (mimo że był to tylko pusty tytuł i nigdy nie starała się, by go uznano) ściśle ich przestrzegała. Nie żebrała, nie szukała schronienia u nie istniejących krewnych. Zarabiała na własne utrzymanie i jeśli używała broni, którą Sokolnik uważał za niegodną wojownika (być może uznał oślepiający proszek za rodzaj trucizny), odpowiadała za to sama przed sobą.
Dary ziemi należały do wszystkich. Jeżeli nie wykorzystywało się ich w zły lub podstępny sposób, stawały się równie dobrą bronią, jak pięciokrotnie przekuwana stal. Jeśli więc jej towarzysz chciałby się z nią o to kłócić, niech zrobi to teraz, a wtedy zerwą umowę i sprawa będzie jasna.
Najwyraźniej jednak Sokolnik nie miał takich zamiarów. Oczyściwszy w piasku strzałkę, owinął ją szmatą i wsadził do jednej z pętelek przerzuconego przez ramię pasa. Cichy szmer skierował ich uwagę w inną stronę.
Tirtha zobaczyÅ‚a niewielkie brÄ…zowawe zwierzÄ…tko — mogÅ‚o być pokryte Å‚uskami, w każdym razie miaÅ‚o kilka par nóg. ByÅ‚ to przypuszczalnie Å›cierwojad poszukujÄ…cy rzadkiej w tych stronach padliny. Bez sÅ‚owa wspiÄ™li siÄ™ na półkÄ™ skalnÄ…, skÄ…po nakarmili i napoili kucyki, spożyli wÅ‚asne zimne porcje i ruszyli w dalszÄ… drogÄ™. Sokolnik znów szedÅ‚ na przedzie prowadzÄ…c swego wierzchowca. ZnajdowaÅ‚ przejÅ›cie tam, gdzie dziewczyna z trudem dostrzegaÅ‚a cokolwiek.
O wschodzie słońca natrafili na wąski trakt pokryty starymi śladami końskich kopyt oraz tropami niewielkiej antylopy z gatunku, który już przed wiekami wycofał się w wyższe partie gór. Trudno było je upolować, ale Tirtha trzymała łuk pod ręką, mając nadzieję na uzupełnienie zapasów.
Przed południem droga sprowadziła ich do okrągłej doliny, gdzie mały strumyk wypływał z ukrytego wśród zieleni źródła. Kucyki rześko parskając pokłusowały do wody. Tirthę ogarnęła radość, że znaleźli miejsce na popas dla zwierząt i w ten sposób zachowają na dłużej zapasy wody i paszy.
Nie oni pierwsi odkryli to obozowisko: był tu obszerny szałas o ścianach z odłamków skalnych gęsto przykrytych gałęziami, które obciążono sporymi kamieniami. Przed wejściem ktoś wykopał dół na ognisko. Tirtha nazbierała drew, pilnie podnosząc każdą zeschłą gałązkę. Badając plątaninę powalonych przez wielką burzę drzew, natrafiła na trop jeszcze świeży, świadczący, iż nie byli sami w tych stronach.
Na skrawku miÄ™kkiej ziemi spostrzegÅ‚a Å›lad buta — tak wyraźny i gÅ‚Ä™boki, że nie zmyÅ‚ go padajÄ…cy przed dwoma dniami deszcz. Przykucnęła, odgarnęła suche liÅ›cie i przyjrzaÅ‚a siÄ™ uważnie.
Ona sama nosiła miękkie, sięgające do połowy łydki podróżne trzewiki powszechnie używane na pograniczu: giętkie, o wielowarstwowej podeszwie, a ostatnia jej warstwa była wykonana ze skóry jaszczurki workowatej. Trzewiki te nosiło się równie dobrze, a nawet lepiej, niż jakiekolwiek grubsze i cięższe buty znane na północy Estcarpu. Pozwalały chwytać podłoże palcami nóg i utrzymywać równowagę na śliskim terenie; w podróżnej sakwie Tirtha przechowywała zapasowe kawałki jaszczurczej skóry na wymianę.
W ziemi odbity był ślad buta używanego na północy. Oceniła jego stan jako doskonały, co znaczyło, iż właściciel obuwia nie podróżował długo po trudnych górskich szlakach. Tirtha wciąż tkwiła pochylona nad tropem, gdy dołączył do niej Sokolnik.
Rozwarł dłoń nad odciskiem stopy, starając się nie dotykać ziemi.
— Mężczyzna… prawdopodobnie żoÅ‚nierz lub rozbójnik, któremu siÄ™ powiodÅ‚o przy braniu Å‚upów. Może byÅ‚ tu wczoraj rano…
Dziewczyna spojrzała na szałas i pomyślała o swoich planach zapewnienia koniom wypoczynku. Czy w obliczu dowodu czyjejś obecności mogą się tu zatrzymać na dłużej? Rozważała to w myślach, kiedy Sokolnik znów przemówił:
— Ten mężczyzna miaÅ‚ kÅ‚opoty…
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….