Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Stopy idącej były drobne i emanowały wdziękiem, niczym malowidła tworzone przez artystów z jego
plemienia. Czuł, że ich piękno mogłoby doprowadzić go do łez. Musiał na chwilę usiąść i, wpatrując się w jeden z odcisków, zaczekać, aż ochłonie. W wyobraźni ujrzał dziewczynę, która pozostawiła ten ślad, żeby on mógł go odnaleźć. Instynkt podpowiadał mu, że jest bardzo młoda, lecz już na wydaniu, gibka i pełna wdzięku. Wstał i ruszył dalej jej tropem przez las. Po drugiej stronie strumienia trafił na miejsce, w którym obaj mężczyźni odłączyli się od kobiet i poszli w las zapolować. Kobiety zaczęły od tego momentu zbierać dziki plon, który rodziła sawanna. Zauważył miejsca, w których zrywały owoce z gałęzi drzew, widział, gdzie wykopywały z ziemi jadalne cebulki i kłącza za pomocą zaostrzonych palików. Idąc tropem dziewczyny, mógł się zorientować, jak szybko i pewnie pracowała. Nigdy nie kopała na próżno, nie trwoniła sił, i było jasne, że dobrze znała każdą napotykaną roślinę i drzewo. Omijała te trujące i niejadalne, zbierając tylko słodkie i pożywne. Bakkat aż zachichotał z admiracji. - A to ci mała spryciula. Mogłaby nakarmić całą rodzinę tym, co sama zebrała po przejściu strumienia. Byłaby z niej świetna żona. Nagle usłyszał przed sobą w lesie głosy, żeńskie głosy nawołujące się podczas pracy. Jeden był melodyjny i słodki jak trel wilgi, tej złocistej śpiewaczki z najwyższych pięter lasu. Głos prowadził go ku sobie nieodparcie, jak przedtem ptaszek miodowód. Bakkat podkradał się cicho i niepostrzeżenie coraz bliżej dziewczyny. Pracowała w kępie gęstych krzewów; słyszał już uderzenia jej palika dziobiącego ziemię. W końcu przybliżył się na tyle, że dostrzegł jej ruchy za gęstą koronką gałązek i liści. Nagle dziewczyna wyszła na otwartą przestrzeń, dokładnie naprzeciw niego. Potężny, świeży przypływ emocji natychmiast wymiótł z pamięci Bakkata, niczym śmieci, wszystkie lata życia w samotności. Była wyjątkowa; drobna i idealnie zbudowana. Jej skóra połyskiwała w świetle południa. Twarz miała jak złocisty kwiat, którego płatkami były jej pełne usta. Uniosła z wdziękiem jedną rękę i otarła kciukiem krople potu, wiszące nad łukiem brwi. Zaiskrzyły w powietrzu, a Bakkat był tak blisko, że jedna spadła na jego zakurzoną goleń. Dziewczyna, nieświadoma jego obecności, zaczęła się oddalać. - Chcesz pić, Letee? - dobiegł go głos innej z kobiet. - Pójdziemy nad strumień? Dziewczyna przystanęła i obejrzała się za siebie. Jej ubiór stanowił tylko niewielki skórzany fartuszek na biodrach, ozdobiony porcelankami i paciorkami z muszli ostryg. Wzór, w jaki się układały, mówił, że jest wciąż dziewicą i żaden mężczyzna nie chciał jej jeszcze dla siebie. - Usta mam suche jak pustynna skała; chodźmy - odpowiedziała ze śmiechem matce. Zęby miała drobne i bardzo białe. Ta chwila odmieniła całe życie Bakkata. Kiedy dziewczyna szła, jej małe piersi podskakiwały wesoło, a krągłe, nagie pośladki drgały. Nie próbował jej zatrzymać, wiedział bowiem, że teraz już znajdzie ją zawsze i wszędzie. Gdy zniknęła w gąszczu, podniósł się powoli ze swojej kryjówki, a potem nagle podskoczył wysoko z wielkiej radości i ruszył, żeby sporządzić miłosną strzałę. Nad strumieniem znalazł doskonałą trzcinę i nie szczędził jej swych artystycznych zdolności. Z rożków z barwnikami wybrał czarny, czerwony, żółty i biały i pomalował strzałę w mistyczne wzory. Zaopatrzył ją w lotki z purpurowych piór, a grot zabezpieczył kulką ze skóry gazeli z powbijanymi piórami cukrzyka, żeby przypadkiem nie zranić Letee i nie sprawić jej bólu. - Jest piękna! - Zachwycił się własnym dziełem, gdy było ukończone. - Lecz nie tak piękna jak Letee. Wieczorem odnalazł tymczasowe mieszkanie jej rodziny, niewielką grotę w skalistym klifie nad strumieniem. W ciemnościach podkradł się bardzo blisko i leżał, słuchając ich niewymyślnych pogaduszek. Dowiedział się, że dwoje starszych to dziadkowie dziewczyny, a pozostała dwójka to jej matka i ojciec. Starsza siostra Letee niedawno wyszła za mąż i opuściła klan. Pozostali przekomarzali się z młodszą, wypominając jej, że już przed trzema miesiącami ujrzała swoją pierwszą menstruację, a wciąż jeszcze była niezamężną dziewicą. Letee zwiesiła głowę, zawstydzona tym, że nie udało jej się znaleźć mężczyzny. Bakkat opuścił kryjówkę u wylotu jaskini i wybrał sobie miejsce do spania w dole strumienia. Wrócił jednak tuż przed świtem i gdy kobiety opuściły obozowisko i poszły do lasu, podążył ostrożnie za nimi. Kiedy zaczęły przetrząsać zarośla, kontaktowały się ze sobą okrzykami i gwizdami, wkrótce jednak Letee oddzieliła się od nich. Bakkat podkradał się ku niej z całą zręcznością, na jaką potrafił się zdobyć. Wykopywała właśnie wielką bulwę dzikiego manioku. Stała na prostych nogach i pochylona nisko, kołysała się w rytm uderzeń kopaczki. Wydatne wargi jej seksu wyzierały spomiędzy ud, a krągły mały tyłeczek celował w niebo. Bakkat podpełzł bliżej. Podniósł mały ceremonialny łuk i wycelował miłosną strzałę. Dłonie nieco mu drżały, strzelił jednak pewnie. Letee pisnęła zdumiona i podskoczyła wysoko, gdy strzała trafiła ją w pośladek. Odwróciła się szybko, trzymając bolące miejsce obiema rękami; z jej oczu tryskał gniew. Po chwili spostrzegła
|
Wątki
|