schodkach wstąpił we drzwi dużego pokoju i prowadzony za rękę szedł z izby do izby...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Mieszkanie zalegał już zmierzch. Miejsce to w półmroku, słabo rozproszonym przez blask
latarni – poprzez wielorakie ognie gorÄ…czki wydaÅ‚o siÄ™ przychodniowi przerażajÄ…cym. ÅšniÅ‚o
mu się, że już nastąpiła śmierć i że go do dziwnej usypialni piękny anioł wyzwolenia
prowadzi. Chciał cofnąć się, uchodzić... Lecz mała, mocna ręka nie popuszczała. Minął tak za
przewodniczką duży, pusty, zimny salon i wpuszczony został do niewielkiej, ogrzanej
izdebki. Niewiasta posadziła rannego na pospolitej sofce obitej kretonem i zostawiając
samego szepnęła, jakby kto podsłuchiwał:
– PójdÄ™ ja popatrzeć, czy kto nie widziaÅ‚, i wytrÄ™ Å›lady krwi na ganku.
– W kuchni mnie widziaÅ‚ jakiÅ› starzec.
– No, ten to swój... To kucharz, Szczepan.
– Widzieli miÄ™ chÅ‚opi idÄ…cego ku dworowi.
– I to jeszcze nie takie straszne. ZresztÄ… – cicho...
Wyszła z pokoju unosząc ze sobą latarnię. Chory oparł się o ścianę plecami i teraz dopiero
uczuł wszystką swoją niemoc. Cierpienia jak gdyby czekały na tę chwilę. Rzuciły się na
bezwładnego wszystkie wraz, z całą swoją bezgraniczną potęgą. Zawył z bólu... Bielmem
przesłonięte oczy widziały jasny kwadrat okna, choć już wewnątrz panował mrok, muślinowe
firanki, sprzęty, lecz myśl nie mogła pojąć tego szczęścia, że ciało ranami okryte jest między
ścianami ludzkiego mieszkania i pod dachem. Jak sen przechodziły przez głowę obrazy
bitwy, ujścia, lasu, rzeki...
Skrzypnęły drzwi. Dały się słyszeć ciche kroki. Młoda gospodyni weszła do izby, niosąc
swoją latarnię. Ze śmiechem postawiła ją na stole i rzekła:
– Pokradli tu wszystko, nawet lichtarze. ZostaÅ‚a tylko ta latarnia. Przy latarni muszÄ™
siedzieć, jak w oborze. Słyszał też pan coś podobnego? No, ale powycierałam ślady na ganku.
Pan osłabł?
– Tak, nie mam siÅ‚.
– A jakież to pan ma rany?
– Bardzo wiele... Tylko przez chwilÄ™ spocznÄ™... Zaraz sobie pójdÄ™.
– ProszÄ™ – zaraz pan idzie. I dokÄ…dże siÄ™ to pan tak wybiera, jeÅ›li wolno zapytać?
– Jest tu może jaka piwnica, drwalnia albo strych, gdzie bym siÄ™ mógÅ‚ poÅ‚ożyć pod
dachem. Ale i okryć czym, jakim suknem, bo mi bardzo zimno...
– Zaraz, zaraz...
– Ja już mogÄ™ iść, jużem odpoczÄ…Å‚...
– WÅ‚aÅ›nie...
Zostawiła latarnię na stole i dokądś pobiegła. Nie było jej dosyć długo.
Ranny popadł w niezwalczony sen, w głuche, bezduszne drzemanie. Dźwigał się co
moment na skutek przeÅ›wiadczenia, że przecie musi iść co tchu, uchodzić, kryć siÄ™ – lecz nie
miał siły, żeby skinąć ręką, poruszyć głową. Zapomniał, jak długo trwało to borykanie się z
sennym osłupieniem.
Lecz oto drzwi się otwarły i ukazał się stary kucharz, który kaszę warzył, niosąc pospołu z
młodą panną balię pełną wody. Para unosiła się nad balią. Przydźwigawszy naczynie na
środek pokoju ustawili je na ziemi. Stary kucharz mruczał głośno, spluwał i z wściekłością
podrzucał ramiona ale panna nie zwracała na te objawy złego usposobienia żadnej zgoła
uwagi. Musiał czynić, co kazała. Poleciła zaś przynieść mydło, gąbkę, kilka prześcieradeł,
ręczników, bandaże i szarpie. Znosił to wszystko po kolei, dopytując się o każdą rzecz jak
sługa pani i klnąc po dostarczeniu każdego szczegółu najohydniejszymi chłopskimi
10
wymysłami, jak gdyby to on właśnie tutaj rozkazywał. Kobietka krzyczała mu polecenia do
ucha ze stałym odcieniem wesołości. Gdy famulus przyniósł wszystko, co potrzeba, kazała
mu iść do kuchni i gotować nowy sagan wody, a żeby zaś była wrząca jak należy.
Mruknąwszy coś najbardziej obrzydliwego poszedł z izdebki.
Wtedy ściągnęła z ramion młodzieńca, który jej bezwładnie leciał przez ręce, gruby,
cuchnący kożuch i wyrzuciła do sionki. Zzuła mu twarde krypcie, dokuczliwe jak kajdany, i
cisnęła je również w to samo miejsce. Powstaniec był prawie nagi, bo tylko w mokrych
spodniach. Nie bez trudu ściągnęła go z sofki na prześcieradło rozpostarte w środku pokoju,
głowę jego przechyliła poza obwód balii, do jej wnętrza, nad ciepłą wodę, i poczęła gąbką
moczyć zaschłe sople, gruzły i zacieki w skrwawionych włosach. Wyżymała te włosy małymi
rękoma z wybroczym, dzieliła je na wąskie pasemka wydobywając troskliwie wciąż nowe
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….