Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
W pewnym interesującym eksperymencie terenowym wykazano, w jakim stopniu u mieszkańców wielkich miast rozwinął
się brak wzajemnego zaufania. "Badacze, rekrutujący się spośród studentów obojga płci, pracujący pojedynczo, dzwonili do drzwi mieszkań w domach zamieszkałych przez ludzi o średnim poziomie dochodów, na Manhattanie oraz w małych miasteczkach w okolicznych okręgach. Prosili oni o pozwolenie korzystania z telefonu, wyjaśniając, że zapomnieli adresu przyjaciela, który mieszka w pobliżu. Badacze chcieli się przekonać, czy będzie różnica między mieszkańcami wielkiego miasta i małych miasteczek pod względem gotowości przyjścia z pomocą obcemu człowiekowi, przychodzącemu z taką prośbą. Różnice były uderzające. Studentom pozwolono wejść do połowy mieszkań w małych miasteczkach, lecz tylko do 14% mieszkań w dużym mieście. Studentki wpuszczono do 94% mieszkań w miasteczkach, lecz tylko do 60% mieszkań w dużym mieście" (Altman, Levine i Nadien, 1970). Życie w wielkim mieście nie tylko pozbawia ludzi wielu potencjalnych korzyści, płynących z życia społecznego, lecz często odbiera im jeden z najcenniejszych darów - poczucie osobistej tożsamości i niepowtarzalności. Jednostka, chociaż jest otoczona przez ludzi, to jednak staje się anonimowa. W takich warunkach człowiek łatwo dochodzi do przekonania, że "nikt nie wie, ani nie dba o to, kim ja jestem - dlaczego więc ja miałbym dbać o kogoś innego?" Własna anonimowość zmniejsza szansę otrzymania zarówno należnej nagrody za pożyteczne społecznie zachowanie, jak i kary za zachowanie antyspołeczne. Emocje lub impulsy, które w innych warunkach byłyby powściągane wskutek podporządkowania się normom społecznym i obawy przed dezaprobatą społeczną, mogą ujawnić się pod maską anonimowości. "W pewnym eksperymencie laboratoryjnym w niektórych losowo wyznaczonych grupach studentek stworzono warunki anonimowości, polecając im nałożyć workowate fartuchy i kaptury, które zasłaniały im twarze. Ponadto siedziały one w zaciemnionym pomieszczeniu i nigdy nie zwracano się do nich po imieniu ani po nazwisku. W pozostałych grupach stworzono warunki, które podkreślały indywidualność osób badanych: nosiły one tabliczki z nazwiskami, często wołano je imieniem i nazwiskiem i widziały twarze innych studentek w swojej grupie. Każda grupa składała się z czterech osób. Osobom badanym powiedziano, że eksperymentator prowadzi badania nad empatią. Wstrząsy elektryczne miały być wymierzane dwu młodym kobietom (które rzekomo brały udział w eksperymencie nad warunkowaniem). Dwie osoby badane wymierzały wstrząsy, podczas gdy dwie pozostałe spełniały jedynie rolę obserwatorów; następnie wszystkie dokonywały ocen empatii. Aby ustalić, kto będzie wymierzał wstrząsy, ciągnęły one losy (losowanie to zostało zaaranżowane w taki sposób, że każda osoba badana była przekonana, iż będzie jedną z dwóch wymierzających wstrząsy). Podczas wymierzania wstrząsów, każda z czterech osób badanych znajdowała się w oddzielnej kabinie, tak że nie mogła widzieć pozostałych badanych. Badanym polecono, aby naciskały przycisk włączający prąd za każdym razem, gdy zapali się zielona lampka; inna lampka zapalała się wskazując, że prąd jest włączony i paliła się tak długo, dopóki którykolwiek z przycisków włączających prąd był naciśnięty (maksymalny czas włączenia prądu wynosił 2,5 sekundy). U badanych wytworzono przekonanie, że prąd miał tę samą intensywność - niezależnie od tego, czy naciśnięty był jeden przycisk czy dwa - i że eksperymentator nie widział, które osoby badane wymierzają wstrząs w danej chwili.
|
Wątki
|