Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Urywała się z lekcji, by całymi dniami włóczyć się w podziemnych arkadach, i wiedziała, jak unikać zwracania na siebie uwagi. Z plecakiem na ramionach natychmiast stała się jeszcze jednym dzieciakiem na letniej włóczędze. Przebrania dopełniała pusta okładka po bilecie VIA, znaleziona w popielniczce i wystająca teraz z jednej z bocznych kieszeni plecaka. Wiedziała, że może tak chodzić po dworcu, nie niepokojona przez gliniarzy, aż do odjazdu ostatniego pociągu, którym - według rozkładu na dużej podświetlanej tablicy przy przechowalni bagażu - miał być “Cavalier”, nocny pociąg do Toronto, odchodzący o dwudziestej trzeciej trzydzieści pięć.
Siedząc na jednym z twardych plastikowych fotelików pod przeciwległą ścianą, Kenzie zajadała pączka, popijając go mocno osłodzoną kawą z plastikowego kubka. Gapiła się na rozkład, nie zwracając uwagi na przepływający przed nią w obie strony strumień ludzi. Mogła wsiąść do któregokolwiek z kilkunastu pociągów odjeżdżających tego dnia do Toronto czy Ottawy, jednak żadne z tych miast jej nie pociągało. Pierwsze z nich było cholernie duże, drugie zaś leżało w odległości tylko stu kilku mil od domu, co było dla Kenzie zbyt blisko. Gdy tak siedziała rozmyślając, przeszło obok dwóch pracowników kolei, ciągnąc za sobą przenośny kasownik biletów. Napis na nim głosił: VANCOUVER. Kenzie pokiwała głową - to już było coś. Po pierwsze, tam się urodziła, a po drugie było to chyba najdalsze miejsce od Montrealu, do którego można dojechać wciąż jeszcze będąc w Kanadzie. Szansę na to, by jej matka ją tam znalazła, równały się zeru. Z tego co słyszała, było to też całkiem luzackie miasto, a gdyby nie udało jej się tam znaleźć jakiejś pracy, mogła zawsze pojechać na południe, do Kalifornii. Wstała i poszła za mężczyznami ciągnącymi kasownik przez hali dworca. Zatrzymali się przy schodach prowadzących na tor 19 i zablokowawszy koła odeszli. Po chwili pojawił się jakiś brzuchaty facet w mundurze VIA niosący wysoki stołek i usiadł za kasownikiem. Sądząc po znaczku na czapce, był konduktorem wagonu sypialnego. Kenzie znowu usiadła, próbując podjąć decyzję - niepokoje piętnastolatki opuszczającej dom walczyły w niej z przemożnym pragnieniem zmiany życia raz na zawsze. Była bystrą dziewczyną, a mieszkanie z matką nauczyło ją ulicznego sprytu. Wiedziała, że pozostanie w Montrealu byłoby przegraniem własnego życia. Jeszcze parę lat i rozpacz zwycięży zdrowy rozsądek - będzie gotowa zajść w ciążę z jakimś nieudacznikiem, żeby tylko móc żyć na własny rachunek. Musiała działać, i to natychmiast. W megafonach rozległ się nagrany głos, oznajmiając, że pasażerowie wagonów sypialnych mogą już wchodzić do “Kanadyjczyka”. Kiedy przed kasownikiem u wejścia na tor 19 zaczęła się tworzyć zwarta kolejka, Kenzie wstała i podeszła do okienek kasowych. Po przeczekaniu kilkunastoosobowego ogonka do kasy Kenzie z rozzłoszczoną miną usiadła z powrotem na swoim miejscu. Cena biletu do Vancouver wynosiła dwieście dziesięć dolarów. Za trochę mniej mogła dojechać do Calgary, ale pochłonęłoby to wszystkie jej pieniądze. Klepanie biedy w Montrealu to jedno, ale przybycie bez grosza do nieznanego miasta byłoby szukaniem nieszczęścia. Trzymając plecak między kolanami osunęła się zrezygnowana na krześle. Co, u diabła, miała teraz zrobić? Zagryzła wargi, starając się powstrzymać łzy zawodu wypełniające jej oczy. Miała mglistą świadomość obecności obok siebie jakiejś młodej pary, będącej oczywiście w trakcie romantycznego pożegnania. Gdy objęli się mocniej, Kenzie obróciła się lekko, by móc na nich spojrzeć. Chłopak miał mniej niż dwadzieścia lat, zmierzwione włosy, ubrany był w dżinsy i robocze buty. Kenzie stwierdziła, że dziewczyna wygląda na niewiele starszą od niego. Kiedy kurczowe objęcie jeszcze się pogłębiło, spuściła oczy zażenowana tym, że stała się mimowolnym świadkiem czułych pieszczot. Spojrzenie jej spoczęło na pomiętym plecaku z zielonego płótna należącym do chłopaka, podobnym do jej własnego. Z jego lewej bocznej kieszeni wystawała książeczka biletowa, taka, jaką wzięła wcześniej dla kamuflażu.
|
Wątki
|