Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- Masz się nie ruszać i być cicho. Tylko słuchaj
wszystkiego, co się będzie działo. Potem samochód zaczyna okropnie podskakiwać na wertepach. Jak się leży, to on już zupełnie nie jest bezwstrząsowo-terenowy. Ale w tej ciemności nie jest strasznie źle. Zamykam oczy, żeby skupić się na tym, co jest jeszcze we mnie ujarane. I to się udaje, bo znowu robi mi się lekko i dobrze, tylko zupełnie przestaje mnie obchodzić, co się dzieje. Jak to po braunie, szukam tylko kogoś równie miłego i dobrego, chociaż oczywiście nie znajdę nikogo pod szmatami w samochodzie. I mam tak, dopóki samochód nie zatrzymuje się nagle. - Dzień dobry - słyszę nagle serdeczny, ciepły głos Roberta, uprzejmego i życzliwego człowieka biznesu. - Dzień dobry - odpowiada zażenowany, lekko zachrypnięty czterdziestolatek. -Zapraszam do samochodu - mówi Robert ciszej. - Wie pan, lepiej, żeby transakcja była jak najmniej widoczna. Facet waha się chyba. Boi się. I wie, że jak nie wsiądzie, nie dostanie heroiny. - A może chce pan od razu zapalić? - pyta Robert. - Bo mam folię. Drzwi trzaskają, samochód kołysze się. Facet, który właśnie wsiada, chyba ostro spryskał sobie dezodorantem stopy, bo zapach perfumy czuć nawet przez te ręczniki. Musi się nieźle pocić. - Jak pan myśli, ile by mi wystarczyło na weekend? - pyta wreszcie. -A pierwszy raz zapalił pan dwa tygodnie temu, prawda? -Tak. - O, to połówka powinna w zupełności wystarczyć. Ale widzę, że pan jest stremowany. Proszę się nie bać. Nikt nas tu nie namierzy. Mamy swoje sposoby, żeby zapewnić klientom całkowite bezpieczeństwo. Milczenie. - Denerwuje się pan? Ma pan wyrzuty sumienia? Milczenie. - Pan już wie, że to nie jest haszysz? - Tak - facet prawie stęka. - Boi się pan. Myśli pan, że zażywa pan najsilniejszy narkotyk, jaki jest na rynku. Powinien pan rzucić to natychmiast. Zerwać z tym. Dlaczego pan tego nie robi? - Myślałem, że pan to sprzedaje - mówi facet, trochę zmieszany. - Spokojnie, zaraz panu dam. Ale czy mogę pana prosić, żeby pan mi odpowiedział na pytanie? Dlaczego pan nie ucieka? Dlaczego kiedy zadzwoniłem do pana, umówił się pan ze mną na spotkanie? Milczenie. - Powiem panu. Bo jeszcze nigdy w życiu nie miał pan takiej przyjemności. Nieporównywalnej z niczym, co pan przeżył. - Prawda - odpowiada facet. - To jest zupełnie niesamowita rzecz. To jest jakby coś, czego człowiek najbardziej potrzebuje. I nigdy nie dostaje. Powiem panu szczerze, musiałem oczywiście zabronić tego mojemu synowi. On ma siedemnaście lat. Wysłałem go do ośrodka. Ale sam sobie nie umiem tego zabronić. - No właśnie. Bez tego nie można żyć. Ale od tego się umiera. Nie wie pan, co z tym zrobić? -Nie. - To ja panu powiem. Niech pan jara tylko w weekendy. Tylko raz na tydzień. Najczęściej raz na tydzień. Kiedy żona gdzieś wyjedzie, albo w nocy, kiedy ona śpi. Jeśli da pan radę nie jarać w pracy, w normalne dni, to pan przeżyje. - A słyszał pan kiedyś o kimś, komu by się coś takiego udało? - Znam wielu takich gości. Na przykład ja. To jest kłamstwo. Robert nie jara w ogóle. Nigdy nie zajaral heroiny. - I wszyscy moi klienci - kłamie dalej. - Nie sprzedaję gówniarzom, ani ja, ani moi ludzie. Mam kontakty z takimi, którzy to robią, od nich dowiedziałem się o panu. Ale może być pan spokojny, nikt się o panu nie dowie, jeśli przyjmie pan moją propozycję. Proponuję panu, aby zaopatrywał się pan tylko u mnie. Bo ja nie chcę, żeby moi klienci umierali. To jest biznes, a nie morderstwo. Będę panu sprzedawał tylko raz w tygodniu, odpowiednie ilości. Nawet jak mi pan powie, że chce pan więcej, żeby zrobić imprezę z kolegami, to panu nie dam. Nie powinien pan robić zapasów. Imprez z kolegami też nie, bo nikt nie powinien wiedzieć, że pan to robi. Ja chcę, żeby pan normalnie żył i nie miał kłopotów. Bo chcę, żeby pan był jak najdłużej moim klientem. W ten sposób zarobię dużo, a przy okazji nie zabiję pana. Jeśli pan się zgodzi, będzie pan z tym żyć. No i będzie miał pan najczystszy, najlepszy towar. Przyjmuje pan propozycję? Milczenie, a potem coś w rodzaju cichego „tak". - Proszę mi podać rękę. Dziękuję. Oczywiście, jeśli pan złamie naszą umowę, już nigdy pana nie obsłużę. Nie będę maczał rąk w pańskiej śmierci. A teraz pan mi da sto złotych, a ja dam panu połówkę. Szelesty. A potem pstryknięcie zapalniczki. I gorzki zapach, bardzo nieprzyjemny, jak się nie wie, co zaraz po nim przyjdzie. Powinienem szaleć, ale nadal nie jest mi tak źle, bo znowu wracam do tego, co jest jeszcze we mnie ujarane. To niesamowite, ale kiedy się na tym mocno koncentrujesz, to może naprawdę długo przetrwać. Facet wychodzi i idzie sobie, a wtedy Robert pozwala mi wyleźć spod ręczników i usiąść na przednim siedzeniu. Jedziemy do domu. - Słuchałeś? - pyta. Kiwam głową. - Dobrze. Wiesz, dlaczego kazałem ci słuchać? Nie wiem. Nawet nie bardzo próbuję się domyślać, interesuje mnie tylko sam Robert. Ma wielkie, piwne, głęboko osadzone oczy. Najbardziej niesamowite jest to, że one są nieustannie obecne. On nigdy nie pozwala sobie na nieobecność. Na marzenie. Może ma życie jak marzenie. Jak jego marzenie. - Chciałem ci pokazać, jak to się robi - mówi. - Na takich klientach zarabia się mniej niż na gówniarzach. Jak myślisz, po co ich hodujemy? Nie wiem. Ale słuchanie Roberta jest bardzo przyjemne. - Bo heroina jest za dobra, żeby jarali tylko gówniarze. Coraz więcej dorosłych, poważnych ludzi będzie jarać. Coraz więcej. Wszyscy. I będą musieli z tym jakoś żyć. Będą jarać raz na tydzień, na dwa. Trzeba się nastawić na takich klientów, bo kiedyś będzie ich więcej. To coś dla ciebie. - Dlaczego? - Jesteś inteligentnym człowiekiem. Miałeś kiedyś rodzinę. Spokojnie nauczysz się z nimi gadać. I tylko ze mną jesteś bezpieczny, bo cały czas musisz się ukrywać. Jesteś facetem, który nie pójdzie nadawać psom, bo boisz się ich bardziej niż ja. Mnie wsadzą maksimum na dziesięć lat za handel. Ciebie na piętnaście, jak uznają, że to było morderstwo. Nie odpadniesz ode mnie, bo nie masz gdzie. A ja do tego potrzebuję właśnie kogoś takiego jak ty, pewnego i długofalowego, bo to jest długofalowa robota. Jak będziesz jarał w tygodniu, to cię zabiję. Siedzimy cicho przez chwilę. - To ci dobrze zrobi - zaczyna znowu. - Jesteś bezdomny. Bez rodziny, bez pracy, biedny, jeszcze przed chwilą głodowałeś, nie miałeś gdzie się położyć. I nagle to wszystko, co oni mają, jest twoje. Teraz nagle masz tysiące firm, z których możesz
|
WÄ…tki
|