Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Można to zresztą uczynić także przy użyciu na
przykład, jakiegoś "odkurzacza" z odpowiednią rurą ssącą... . Ta druga analogia okazuje się trafniejszą i płodniejszą w dalszych rozważaniach. Wyobraźmy sobie więc, jak wygląda końcówka rury odkurzacza, obejmująca krążek confetti leżący na podłodze: plaski mieszkaniec parkietu ujrzy tylko pierścień, okrąg stanowiący przekrój poprzeczny rury. Będzie mógł obejść go ze wszystkich stron, lecz papierek zniknie za tą przegrodą. Analogi- cznie, dla nas, trójwymiarowców, końcówka "rury ssącej" jawić się będzie przez moment w postaci powierzchni kulistej, za-mykającej znikający przedmiot. Eksploatując dalej ten wielce adekwatny model poglądowy, musimy dojść do wniosku, że porwanie papierka nie wymaga wcale zetknięcia końcówki rury z podłogą: wystarczy jej zbliżenie, by prąd powietrza pochwycił go i wessał. A zatem, nawet nie musimy zauważać obecności, "końcówki ssącej" w naszej przestrzeni. Model powyższy nie opisuje, rzecz jasna, wszystkich aspektów zjawiska. Wiemy jednakże - choćby z teorii jądra atomowego - że nawet jednostronne, uproszczone modele pozwalają nieraz na zbu- dowanie zupełnie niezłej hipotezy, dobrze zdającej sprawę z faktów doświadczalnych. Uzbroiwszy się więc w elementarną, fenomenologiczną teorię opisującą kinetykę badanego efektu, rozpocząłem prace eksperymentalne. By wyjaśnić zasadę doświad- czenia, posłużę się inną analogią. Każdy wie, na czym polega połów ryb na wędkę. Podstawowym elementem najprostszej wędki jest odpowiednio cienka nylonowy żyłka. Na jej końcu umieszcza się przynętę z ukrytym w niej haczykiem. Oczywiście, złowienie ryby nie jest rzeczą łatwą. Przynęta musi być odpowiednia, żyłka mało widoczna, a przede wszystkim, trzeba zarzucić wędkę we właściwe miejsce i... wykazać dużo cier- pliwości. Postąpiłem podobnie. Na początek, jako przynęty użyłem maleńkiej śrubki z zegarka. Przywiązałem ją do końca nylonowej nitki wysuniętej ze starej pończochy. Drugi koniec nitki owinąłem wokół palca i udając, że naprawiam zegarek, niby to przypadkiem, upuściłem śrubkę. Stuknęła o podłogę gdzieś między biurkiem a re- gałem i oczywiście natychmiast zniknęła mi z oczu. Aby dopełnić wszystkich reguł gry, zamarkowałem bezskutecznie poszukiwania, z odpowiednią porcją okolicznościowych przekleństw. Potem zasiadłem w fotelu i chytrze przymknąwszy oczy, czekałem. Obudziłem się z drzemki z niejasnym poczuciem, że coś się zdarzyło. Nie mogłem sobie uprzytomnić, co to takiego mogło być... Po chwili dopiero zdałem sobie sprawę, że musiało to być lekkie szarpnięcie za palec, wokół którego owinąłem koniec nitki. Szybko ściągnąłem nitkę. Na jej drugim końcu nie było nici. A więc nie doceniłem siły "ryby", na którą się zasadziłem. Zachę- cony tym połowicznym sukcesem, powtarzałem eksperyment wielokrot- nie. Nie będę opisywał poszczególnych etapów tych żmudnych prób. Dość, że wreszcie osiągnąłem mój cel. Nie udało mi się wprawdzie spostrzec samego momentu znikania przynęty (którą była tym razem spora nakrętka uwiązana na żyłce wędkarskiej 0,20) lecz dokładnie widziałem napiętą żyłkę, kończącą się w jakimś punkcie przestrzeni, tuż nad podłogą. Drugiego końca nie było. To znaczy: był, ale nie w naszych trzech wymiarach. Po chwili napięcie żyłki zelżało, jej drugi koniec wraz z przynętą pojawił się na podłodze. Tym razem "ryba" wypluła przynętę, czując, że coś nie jest w porządku... Późniejsze eksperymenty pozwoliły mi ponad wszelką wątpliwość utwierdzić się w przekonaniu, że ginące drobiazgi są porywane, a następnie zwracane do naszej przestrzeni... Kolejne pytania: "kto?" i "w jakim celu?" nasuwały się nieodparcie same. Cel potrafiłem sobie wyobrazić dość łatwo: ów "ktoś" pobiera po prostu próbki do ba-dań, podobnie jak mikrobiolog, pobierający pipetą kropkę z hodowli bakterii w celu umieszczenia między szkiełkami na stoliku mikroskopu. Eksperymentatorzy działają z zasadą "minimalnego zakłócenia" - starając się nie wprowadzać istotnych zmian w badanym środowisku. Dlatego pobierają tylko przedmioty drobne, których zniknięcie możemy sobie od biedy wyjaśnić okolicznościami z naszego świata; zniknięcie drobiazgu nie powoduje zazwyczaj zbyt dużego zamieszania i poważnych skutków. Podobnie dyskretnie następuje zwrot pobranej próbki... Postanowiłem teraz wyjaśnić istotę hipotetycznego Czynnika Sprawczego, który jest odpowiedzialny za "efekt diabelskiego ogo-na". Koncentrując się na drobnych przedmiotach - bo one giną naj-częściej - nie zastanowiłem się nad górną granicą wymiarów tych znikających detali. W pewnej chwili zdałem sobie sprawę z tego, że... czasem giną przecież całe statki z pasażerami, samoloty, samochody... Czyżby sławetny "Trójkąt Bermudzki" i badane przeze mnie zjawiska miały jakiś związek ze sobą? Rozpocząłem nowe doświadczenia i jestem właśnie w trakcie ustalania, mówiąc w up- roszczeniu, "średnicy przekroju rury ssącej"... Zdaje się, że się nie omyliłem. Wszystko zależy od wymiarów użytej ssawki, jak w
|
WÄ…tki
|