Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Strzelanie okazywało się nieskończenie trudniejsze, niż widzieli to na filmach.
Sierżantowi Stennisowi nie przeszkadzało, że pierwszych sześć nabojów rekruta leci w powietrze. Taki postępek upokarzał młokosa, a poniżeni łatwiej i chętniej się uczyli. Kiedy rekrut Matthew M. Payne stanął na wyznaczonym miejscu, z którego miał oddać strzał, sierżant Stennis podszedł do niego i stanął za jego plecami. Polecił mu naładować rewolwer, a Payne nie wyglądał na speszonego czy zdumionego. Wsunął sześć nabojów do bębenka, nie upuszczając żadnego — co wielu się zdarzało — po czym powoli i ostrożnie zamknął bębenek. Niektórzy rekruci, chociaż tego zabraniano wprost, popisywali się znajomością zwyczaju filmowych policjantów i ostro potrząsali rewolwerem w prawo, dzięki czemu bębenek wskakiwał na miejsce siłą bezwładu. Stennis wiedział, że praktyka ta uszkadza rewolwer — bębenek szybko odłączał się od lufy i broń wymagała usług rusznikarza. Sierżanta nie zaskoczyłoby, gdyby Payne wykonał tę sztuczkę z bębenkiem. Pomylił się, wyczuł jednak, że chłopak zamierza zrobić coś głupiego, na przykład mierzyć w głowę sylwetki zamiast w jej tors. I rzeczywiście, dobrze przewidział. Gdy wydał dzieciakowi polecenie: „Ognia”, Matt wycelował w głowę i… trafił sylwetkę nieco powyżej prawego oka. „E tam, głupi zawsze ma na początku szczęście” — pomyślał Stennis. Drugą kulę jednakże Payne wpakował w sam czubek głowy celu, inaczej mówiąc — w czoło. „Niech mnie szlag!”. Trzeci strzał młokosa trafił cel mniej więcej w nos, podobnie czwarty. Piąta kula odskoczyła nieco w górę, niemal muskając czubek głowy sylwetki, nadal jednak strzał pozostał w obrębie kręgu K5. Ostatnim nabojem Payne „poprawił się, uderzając głowę sylwetki w miejscu, gdzie człowiek miałby lewe oko. „Naprawdę mnie szlag trafi! To był całkiem niezgorszy popis”. Kiedy rekruci poszli obejrzeć swoje cele i zaznaczyć samoprzylepnymi nalepkami otwory po kulach, sierżant Stennis poszedł za Payne’em. — Wcale nieźle, młody człowieku — oświadczył Mattowi, który aż się wzdrygnął. — Gdzie nauczyłeś się strzelać? — W Quantico — odparł Payne. — W bazie piechoty morskiej. — Wiem, co jest w Quantico — odburknął Stennis. — Dlaczego w twoich aktach nie ma śladu twojego pobytu w marines? — Nigdy nie byłem w marines — wyjaśnił tamten. — Przeszedłem jedynie kurs dla dowódców plutonów. Byłem tam latem, dwa razy, rok po roku. — I co się stało? — szczerze zdumiał się sierżant. Matt zrozumiał, że tak naprawdę Stennis pyta: „Skoro ukończyłeś kurs dla dowódców plutonów, dlaczego jesteś rekrutem tutaj, a nie podporucznikiem w Korpusach?”. — Nie zakwalifikowano mnie z powodów zdrowotnych — bąknął Payne. — Czy powiadomiłeś o tym kogo trzeba, gdy wstępowałeś do policji? — zapytał ostrym tonem sierżant. — Tak jest, sir. Przez chwilę Stennis patrzył młodzieńcowi w oczy, w końcu uznał, że Payne mówi prawdę. „Czy dlatego tu jest? — zastanowił się. — Ponieważ w Korpusach Marines go nie chcieli, postanowił udowodnić, że mimo to jest facetem? No cóż, czemuż by nie, do diabła?”. — Tak, całkiem dobrze strzelasz — mruknął. — Mój wynik byłby doskonalszy, gdyby przyrządy celownicze rewolweru były lepsze — odparował Payne, po czym dodał: — Że nie wspomnę o spuście… Gniew Stennisa powrócił. — A więc, Payne — stwierdził z sarkazmem w głosie — będziesz się musiał niestety po prostu nauczyć poprzestawać na tym, co Departament uważa za stosowne ci dać. Obrócił się na pięcie i wrócił na miejsca, z którego strzelali rekruci. Prawie natychmiast poczuł się jak hipokryta. Przemądrzały czy nie, dzieciak miał rację. Nie można dobrze wycelować ze standardowego rewolweru służbowego. Przedni celownik był zwykłym zaokrąglonym kawałkiem metalu, częścią lufy, tylny zaś był po prostu wcięciem w ramie. Własny rewolwer Stennisa został wyposażony w regulowane przyrządy celownicze — dobrze wykształcony przedni celownik i tylny, w którym można było ustawiać zarówno wysokość, jak i poprawkę na wiatr; miał też szczerbinę. Te szczegóły, w połączeniu z idealnie działającym spustem, pozwalającym na gładki wystrzał, dawały w efekcie broń znacznie dokładniejszą niż rewolwery dostępne dla rekrutów. Nagle Stennis uprzytomnił sobie, że ma nieregulaminową broń. Noszenie jej uszło mu płazem tylko dlatego, że nikomu w departamencie nie chciało się dokładnie sprawdzać, jakiej broni używa instruktor strzelania Akademii Policyjnej.
|
Wątki
|