Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
PatrzÄ…c z perspektywy zbiorowej,
Konwergencja Harmoniczna była zatem grzbietem solarno-galaktycznej fali Zuvuya, która w naturalny sposób pociągnęła za sobą naszą planetę, doprowadzając do powszechnego przebudzenia. Stając się surferem Zuvuyi, zacząłem zauważać, jak wielki wpływ wywarła na mnie Konwergencja. Zabrzmi to dość pretensjonalnie, kiedy powiem, że zmieniła ona moje życie. Niektórzy pomyślą, że próbuję sprzedawać im bzdury lub, niczym w telewizji, silę się na profesjonalne wyznania na temat opery mydlanej. Jednak tu chodzi o coś więcej. Stwierdzenie, że Konwergencja Harmoniczna stała się moim życiem, byłoby o wiele trafniejsze. Ale tylko dlatego, że moje życie stało się harmonicznie skonwergowane (harmonicznie zbieżne, przyp. tłum.). Całymi latami słuchałem własnego głosu - głosu wewnątrz mojej głowy. Tak właśnie dotarłem do tajemniczych dat: 16 i 17 sierpnia 1987 roku. Poszedłem nie tylko za tym głosem, lecz także za dążeniem mojego życia - za równie tajemniczymi Majami. Wtedy wydarzyła się Konwergencja Harmoniczna. Głos w mojej głowie stał się silniejszy, zaczął dominować. Kiedy to zaakceptowałem, zdałem sobie sprawę, że ja sam stałem się postacią w niekończącym się, zadziwiającym, wielowymiarowym eposie Majów, w gigantycznej opowieści wewnątrz opowieści, galaktycznej sadze na skalę kosmiczną. Głos w mojej głowie okazał się Wujkiem Joe Zuvuyą, moim „między-wymiarowym sobowtórem". Konwergencja Harmoniczna w rzeczywistości oznaczała dla mnie przybycie mojego międzywymiarowego sobowtóra i świadome połączenie z nim sił. Podejrzewam, że to samo zdarza się wielu ludziom, kiedy spotykają swoje skonwergowane ja. Nie muszę dodawać, że od dłuższego czasu byłem świadomy obecności Wujka Joe. Ale dopiero osobiste doświadczenie Konwergencji Harmonicznej umożliwiło wprowadzenie go do akcji. Tak naprawdę byłem za- skoczony, kiedy się pojawił. Gdy to się stało, uświadomiłem sobie mądrość płynącą z jego pojawienia się właśnie w tym czasie. W końcu Wujek Joe jest jednym z Majów, Majowie zaś są mistrzami nawigacji w wielkim nurcie czasu. Ponieważ Majowie bardzo swobodnie podchodzą do czasu, kwestie proroctwa, prekognicji i cielesnych sobowtórów są jedynie trikami w międzywymiarowym pokerze rozgrywanym ich kartami. W tej grze z ła- twością można przetasować przeszłość i przyszłość z teraźniejszością. Z tego właśnie powodu rozwinęło się we mnie niemal przerażające uczucie, że pojawienie się mojego między-wymiarowego sobowtóra ma związek ze śmiercią mojego syna i w konsekwencji jest to jego powrót do Wielkiej Tajemnicy. Czy pojawienie się mojego międzywymiarowego sobowtóra było dla mnie darem, czy znakiem przedostania się do rzeczywistości „drugiej strony"? Kiedy przeprowadzałem moje własne pokonwergencyjne porządki, zastanawiałem się, czy sobowtór mojego syna podłączył się do mnie po to, by przyspieszyć pojawienie się Wujka Joe? Nie ulega wątpliwości, że istnieje pewien tajemniczy związek pomiędzy napisaniem tej książki i śmiercią mojego syna. Rozszerzająca się sieć międzywymiarowej rzeczywistości obejmuje aspekty rzeczywistości, które pozostają zamknięte dla logiki i rozumu. W konfrontacji z takimi synchronistycznymi lub kosmicznie wprowadzanymi potwornościami - nazywamy je wypadkami - dobrze jest móc zrobić taki odskok lub może powinienem powiedzieć posurfować. Oto widzę przed sobą Wujka Joe, uczącego mnie jak się rozchmurzyć, jak unieść na wirujących prądach przypływów wyobraźni. W rezultacie jego nacisków na to, abym eksperymentował i dalej się rozwijał, książka ta jest zdecydowanie inna niż jej poprzedniczka Faktor Majów. Jest jednak coś, co je łączy. W obu książkach
|
WÄ…tki
|