Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Funkcja przedstawiania jest po empirycznemu poznawcza, uzupełniania natomiast — mityczna.
Krytyk Manna ma niełatwe zadanie, ponieważ ten wielki pisarz był też wielkim — krytycznym — znawcą własnego dzieła. Zamierzenia swoje realizował — zwłaszcza w latach dojrzałości twórczej — tak, że tylko ten, kto nie godzi się z ich założeniami, może się przeciwstawić jego dziełu. Chciałbym to uczynić, ograniczając się do „Doktora Faustusa” i wyjaśniając, skąd płyną moje zastrzeżenia wobec tej książki. Raz jeszcze dokonał Mann starcia mitu z rzeczywistością. Ideałem: modelowania, jaki zdawał się ścigać, było takie kształtowanie mitem, faustycznym pewnej sekwencji zdarzeń, przedstawionych realistycznie (a więc wiarygodnie z punktu widzenia „naiwnego realizmu”), aby owe wydarzenia pozwalały prima facie na ich interpretację najzupełniej potoczną i literalną, rzutowane zarazem na tło nadnaturalnych odniesień, gdyż tam znajdujący się i stamtąd schodzący porządek ostateczny rozstrzyga o konstrukcyjnej i znaczeniowej całości utworu. Modelowanie przebiegało zasadniczo wewnątrz pewnych polarnych przeciwczłonów antagonistycznych, które wytwarzają jakby linie sił można je parami uporządkowanymi nazwać umownie: Faust — Mefisto, na horyzoncie mitycznym niejako, a bliżej tekstu: Adrian Leverkuehn — diabeł, zdrowie (albo: normalność) — choroba, ocalenie — destrukcja, (sztuką) albo, już najzupełniej ogólnie: dobro — zło. A zatem diabeł, jako personifikacja zła, raz jeszcze. Zapewne, Mann otworzył furtkę interpretacji „empirycznej” — jako że mówi tekst o owych „pialnych procesach” w pajęczynówce mózgu, które wywołuje spirochaeta pallida, stwarzając możliwość halucynacji. Również śmierć dziecka mogła być przypadkiem, a nie zemstą diabła za niedotrzymanie warunków umowy. Czy jednak staje się dzięki temu „Doktor Faustus” — naprawdę ambiwalentny? Czy możliwe jest takie jego „pojedyncze” odczytanie, które problematykę metafizyczną redukuje do ludzkiej nędzy i do wpływów — endotoksyny krętka bladego? Wydaje się to bardziej niż wątpliwe. Diabeł Manna nie pełni w jego powieści takiej samej funkcji, jaką ma diabeł w „Braciach Karamazow”. Tamten bowiem, niczego w świecie, samym pojawieniem się swoim, nie odmienia: ów świat pozostaje, w swym biegu, taki sam, jaki był, z przyszłością równie, jak do owej chwili, niedocieczona. Natomiast Mannowski przestrukturowuje całość jego wydarzeń: razem z nim pojawia się bowiem przedustawność i predestynacja. Uznanie go za zjawę chorego mózgu syfilityka powoduje rozpad powieści na luźne kawały; smutna i haniebna przygoda Leverkuehna, jego twarda samotność, śmierć dziecka, które pokochał, jak przedtem śmierć lekarza, który go leczył — są to osobne koincydencje, wypadki, które — poza mózgiem chorego człowieka — w ogóle się w żadną całość nie wiążą; i mamy wtedy po prostu — jedynie „dziwny zbieg okoliczności”, który sprawił to, że nie tylko na urojenia i na halucynacje cierpiał Leverkuehn, ale że one się sprawdzały tak, jakby zawarł z piekłem rzeczywistą, a nie tylko widziadlaną umowę. Możemy bowiem pod „diabła” podstawić — w planie odczytania „empirycznego” — złość ludzką, ale jakże ta złość mogłaby — sama — sprawiać, żeby się urzeczywistniało — (poza zasięgiem działań kompozytora — to, co było tylko owej złości, chorobą rozjątrzonej, przywidzeniem? Diabeł Manna wprowadza zatem w powieść sztywny determinizm, pirzedustawność wydarzeń, nie jest tylko personifikacją „ujemnej boskości”, ale czynnikiem, który zamienia wnętrze dzieła we wnętrze zegara. Zegarowy ów chód jest wzięty z mitu. „Doktor Faustus” — to wcielenie mitu arystokratycznego czy raczej — personalistycznego z ducha, albowiem diabeł — wedle niego — poluje na upatrzonych, jako na wybranych. W końcu nie byle to persona — przedstawiciel Ciemnośici i nie byle z kim, bo wszak z geniuszem, gotów jest wdawać się w układy. Diabeł Marana jest rodem z wygasłej epoki, to indywidualista, dla którego nie ma miejsca w epoce mas; jest to jakiś bliski kuzyn Laplace’owskiego demona determinizmu i kauzalizmu wszystkowiednego, pilnuje warunków umowy jak buchalter, dotrzymuje warunków szatańskiego słowa, ale za przekroczenie jego litery egzekwuje należność nieubłaganie — zabijając dziecko, które pokochał Adrian.
|
Wątki
|