– Sztuczki kuglarskie, Dieter? – spytał Koril pogardliwie...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
– Sądziłem, że już dawno mamy je za sobą.
– To nie sztuczki – odpowiedziała jedna z kobiet.
– Nie jesteśmy już tacy, jakimi nas znałeś. Tulio. Jesteśmy nieśmiertelni, równie potężni ciałem, jak i naszym wa, z umysłami sprawniejszymi od waszych ludzkich umysłów.
– W taki więc sposób zapewniła sobie waszą lojalność – powiedział Koril. – Za pomocą nowego modelu obcych robotów. Służycie jej teraz, bo jesteście zaprogramowani na służenie! Nie jesteście już ludźmi... jesteście jedynie maszynami.
– Nie jesteśmy „jedynie maszynami”, Tulio – odparł Korman. – Przyznaję, że nigdy przedtem nie słyszałem słowa „zaprogramowani” użytego w formie obelgi, jednak mimo wszystko mylisz się. Byliśmy wśród tych, którzy z własnej woli zdecydowali się wyrzucić cię stąd, Tulio. Z własnej woli. I żadne z nas nigdy tej decyzji nie żałowało. Gdybyśmy zechcieli, sami moglibyśmy opuścić to miejsce. Opuścić w sensie jak najbardziej dosłownym. Wa w naszym wnętrzu umiera – tak jak i umarłoby w tobie – ale pozostawia nas żywymi i pełnymi... i w jeszcze większym stopniu niż przedtem – ludźmi.
– Czy moglibyśmy... zbadać te wasze nowe, fantazyjne stroje? – spytał Koril, a my wszyscy domyśliliśmy się bez trudu, że nie chodzi mu o stroje w sensie dosłownym.
– Proszę bardzo. Jesteśmy w stanie oszukać każdy skaner, przejść pozytywnie każdy test... spójrz jednak na nas takich, jakimi rzeczywiście jesteśmy. Nie krępuj się, Tulio... i także wy, pozostali. Niewątpliwie jesteście potężni, skoro doszliście aż tak daleko. Jednak bez żadnych sztuczek!
– Nigdy bym sobie nie pozwolił na coś takiego. Koril zrobił obrażoną minę.
Po tych słowach cała czwórka sięgnęła swym Wardenowskim zmysłem do piątki unoszącej się w powietrzu:
– Dostrzegasz naszą wyższość – ciągnął Korman, nie tyle się chełpiąc, co jedynie stwierdzając oczywisty fakt. Jesteś dobrym człowiekiem, Tulio. Służyłeś kiedyś dobrze i Charonowi, i Bractwu. Czy nie widzisz, że właśnie teraz odbywa się rewolucja? Czyż jesteś talk stary i ślepy, i tak pełen uprzedzeń, że nie możesz dostrzec, że twoje ideały stają się teraz rzeczywistością?
Pomyślałem sobie, że byli bardzo, ale to bardzo pewni siebie. Niepokojąco pewni siebie. Wiedziałem jednak, iż taka pewność siebie bywa przyczyną klęski. Nie miałem pojęcia, co takiego mógł Koril ukrywać w rękawie, jednak na wszelki wypadek dałem znak Darvie i wycofaliśmy się pod ścianę, jak najdalej od tej przestrzeni pomiędzy dwiema grupami czarców. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł; nachyliłem się przeto do niej i wyszeptałem:
– Widzisz tę wnękę, tę tam alkowę, po lewej stronie sceny? Założę się, że to wszystko dociera do... wiesz, kogo.
– To wielce prawdopodobne – skinęła głową. Kiedy zamierzasz spróbować?
– Dzielna dziewczyna! Nie wcześniej niż oni zaczną robić to, co zamierzają zrobić. Prawdopodobnie całkowicie zignorują naszą obecność; przynajmniej mam taką nadzieję. Nie stanowimy dla nich żadnego zagrożenia.
– Ruszę za tobą – szepnęła, i ponownie zwróciliśmy całą naszą uwagę na rozgrywające się wypadki.
– No i co, Tulio? – mówił Korman. – To wszystko może być również twoje. I całej waszej czwórki. Nieśmiertelne, doskonałe ciała, w każdej chwili zdolne do opuszczenia tego więzienia. Zdolne rządzić imperium.
– To teraz jest już i imperium, co? – Koril uśmiechnął się. – A kimże ja w nim byłbym? Lordem... czy zaprogramowanym sługą?
Korman wzruszył ramionami.
– Naturalnie, twoje stare stanowisko jest już zajęte. Mógłbyś jednak przewodzić Synodowi w sposób, że tank powiem, naturalny. I tak przecież nigdy nie byłeś zachwycony swą rolą władcy.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.