- Gdzie jest Pentri? - spytała z zażenowaniem Teres, zauważywszy krwawe zadrapania na nagich plecach Kane'a...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Swoje ubranie i broń Ristkona niosła zwinięte w ramionach.
- Wejdź do środka. Jesteś dobrze poinformowana, Teres. Pentri śpi w moim łóżku, z uśmiechem na głodnych wargach. Dodałem narkotyku do jej wina i teraz przez całe godziny będzie swawoliła we śnie. Uzna, że zmogło ją wino i jutro będzie przysięgać z całym żarliwym przekonaniem, jakie podyktuje jej próżność, że przefiglowaliśmy we dwoje całą noc. A propos, masz godny uwagi kostium. A teraz co, u diabła, zdarzyło się w tamtym pokoju?
Teres złożyła mu krótką relację o przebiegu wieczoru.
- Kane, musisz mi pomóc uciec! - zakończyła. - Dribeck powiedział, że wychodzi na całą noc, ale zmiana warty... Z pewnością ktoś zacznie się zastanawiać, czego brak straży u drzwi. Zajrzy do środka i Dribeck przewróci zamek do góry nogami, żeby mnie znaleźć!
- Myślę, że potrafię cię stąd wydostać - odparł w zadumie Kane. - Sprawa całkiem nagła, ale wydaje się że posunęła się już zbyt daleko... i jak zauważyłaś, dyscyplina dzisiejszej nocy osiągnęła nadir. I pewne jest, że póki nie przedostaniesz się na ziemię Breimen, twoje życie je w niebezpieczeństwie.
- A co z przemówieniem Dribecka o pokoju?
- Kolejny jego podstęp. Straty nad rzeką miał większe niż się przyznaje. Wie, że Malchion może odbudować swą armię szybciej niż Selonari... i że następny marsz Wilka na południe nie będzie tak pochopnie zaplanowany. Ma wiec nadzieję, że uda mu się zyskać na czasie... odbudować armię pod pozorem zawieszenia broni. Uśpiwszy czujność Breimen, zamierza bez uprzedzenia zaatakować wasze miasto, umacniając swoją pozycję tutaj inwazją odwetową i używając łupów z Breimen dla wynagrodzenia swych zwolenników.
- Podejrzewałam, że on planuje coś perfidnego. - Terę zaklęła gorzko. - Potrzebuję dobrego konia, by uciec z miasta. Ale ty także jesteś w niebezpieczeństwie! Pojedziesz ze mną?
Kane potrząsnął głową.
- Jestem tutaj całkiem bezpieczny, jeśli sam się nie narażę. Ocaliłem Dribeckowi życie podczas bitwy, biłem się walecznie, przyczyniając się do zwycięstwa... w każdym razie on w to wierzy. Powiedz Malchionowi, że pozostanę u boku Dribecka, będę przekazywał wszystkie informacje, jakie zdobędę, i że ufam, iż hojność Wilka jest większa niż jego wroga.
Ale jadąc konno z pewnością napotkasz patrole Selonaryjczyków; pamiętaj, że Dribeck w euforii zwycięstwa nie pozostawił granicy nie strzeżonej. Gdy tylko się dowie o twojej ucieczce, zaraz każe cię wypatrywać wzdłuż całego pogranicza. Uważam, że istnieje mniej niebezpieczna droga. Słuchaj no, jak dobrze znasz geografię Ziem Południowych?
- Tak dobrze, jak powinien ją znać każdy dowódca wojskowy! - Teres poczuła się dotknięta pytaniem.
- No, to dobrze. Jak wiesz, rzeka Neltoben płynie przez Selonari na zachód i łączy się z Macewen o jakieś dwadzieścia mil w górę od miejsca, gdzie ze strony breimeńskiej dopływa doń Clasten. Rzeka wezbrała od deszczów, ale nie jest zbyt niebezpieczna, by nią płynąć. Przypuśćmy, że ukradniemy małą łódź, załadujemy cię na nią... Przy takim szybkim prądzie o świcie będziesz już daleko za murami Selonari, a podczas deszczu nikt nie zauważy, co płynie rzeką. Po prostu dryfuj z prądem; jedyne rozgałęzienie jest tam, gdzie południowe ramię Neltoben wpływa do Kranor-Rill. Ale to jest tylko błotnisty strumyk, więc nie możesz się pomylić. Płyń dalej z biegiem Macewen aż do ujścia Clasten. Wtedy już będziesz poza ziemiami Selonari. Wyląduj w tym miejscu, bo jest tam osiedle, w którym możesz zarekwirować konia, a potem jedź na północ wzdłuż Clasten aż do Breimen.
- Brzmi to nieźle. Ale jak mam się stąd wydostać? Kane przyjrzał się jej z namysłem.
- Polegaj na kamuflażu, który już sobie wybrałaś. W tych jedwabiach nie wyglądasz na osławioną Teres. Poniosę cię, a ty ukryj twarz i swoje blond włosy w moim płaszczu. Jeśli ktokolwiek nas spotka, powiem, że jesteś Pentri i że mam zamiar otrzeźwić cię odrobiną świeżego powietrza. Tej nocy nikt nie myśli zbyt jasno, a podczas takiej zabawy na wpół goła dziewczyna nie zwróci niczyjej uwagi. A na dworze leje za mocno, by można coś zauważyć. Zmarnowaliśmy zbyt wiele czasu, mogliśmy już być na zewnątrz.
Kane naciągnął buty, nagie barki okrył peleryną i przypasał miecz. Przyjąwszy od Kane'a kilka monet i kawał mięsa, Teres zawinęła je wraz z własną odzieżą i bronią. Kane dodał do tego flaszkę wina i krytycznym wzrokiem obrzucił pakunek.
- Twoje buty także? - skrzywił się. - Postaraj się trzymać wszystko pod moim płaszczem. Nie chciałbym tłumaczyć się temu, kto by to zauważył.
Wziął ją na ręce, okrywając fałdą płaszcza jej głowę i ramiona, a pozostawiając odkryte jej gołe nogi, co wskazywało dostatecznie jasno, że ten ciężar jest ściśle prywatny. Przytuliwszy pod płaszczem twarz do barku Kane'a, Teres dodatkowo oparła się na swym sztylecie zaczepionym o jego pas. Pod głowę podłożyła skóry. W te pozycji poczuła, jak Kane otwiera drzwi i zdecydowanym krokiem idzie przez korytarz.
Usposobieniu Teres odpowiadało tylko bezpośrednie działanie; posługiwanie się podstępem przy jej wyczerpaniu nerwowym odczuła jako męczarnię. Musiała zebrać wszystkie siły, by zmusić się do leżenia bezwładnie w ramionach Kane'a, nie widząc, co się dzieje wokoło. Przy jej wyobraźni wszystkie dalekie, dolatujące z ciemności odgłosy były nie do wytrzymania. Będę spokojna - rozkazała sobie, czerpiąc otuchę z obecności miecza pod głową. Jeśli zostaną zaczepieni, wraz z Kane'em położą trupem setkę pijanych głupców, nim sami padną.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.