Solo uważał wewnętrzną siłę wspartą Mocą za osobistą sprawę i osobisty wybór każde- - A co z radnym Fey'lyą? - spytał Jacen...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

go kandydata.
W odpowiedzi Luke machnął ręką, jakby Bothanin wcale się nie liczył.
Wychodząc z budynku Senatu nie odezwali się już ani słowem. Ruszyli ku dokom,
- Borsk robi tylko to, co jest dobre dla Borska - wyjaśnił. -Jeśli Chelch poprze Ro-gdzie Han, Anakin i Chewbacca pracowali przy „Sokole Millenium".
dana i jego stronników, będzie cztery do dwóch przeciwko mnie, a wtedy Fey'lya udzieli im poparcia. Jeżeli głosy podzielą się po połowie, Borsk albo nie rozstrzygnie sporu, nie chcąc narażać się Leii i mnie, albo nas poprze, mając nadzieję, że odwdzię-
czymy mu się za tę przysługę.
- Mama nie poparłaby go za nic w świecie - rzucił drwiąco Jacen, a Luke nie zaprzeczył. - Borsk Fey'lya jest głupcem, jeśli w to wierzy.
- Żyje w świecie nieustannie zmieniających się sojuszy -wyjaśnił Skywalker. -
„Borsk zrobi wszystko, co powinien zrobić Borsk, żeby dogodzić Borskowi". Tak głę-
boko uwierzył w tę egoistyczną filozofię, że uznał ją za powszechnie panującą doktry-nę.
Tym razem Jacen zatrzymał się gwałtownie.
- I ty chcesz zadowolić kogoś takiego? - zapytał sceptycznie. - Chcesz ich naśladować, tworząc własną Radę?
- Jasne, że nie - odparł zdziwiony Luke.
- Ale właśnie tak się to skończy - upierał się Jacen.
Luke zmierzył go twardym wzrokiem, ale młodzik wytrzymał spojrzenie. Nie pierwszy raz dyskutowali na ten temat. Jak dotąd - bez skutku. Pełen sprzeczności umysł Jacena nie pozwalał mu na otwarte wystąpienie przeciw mistrzowi. Chłopak miał
za sobą trening w Akademii, którą uważał za realizację niezbyt udanej koncepcji szkolenia Jedi. Uznał, że jest ona tworem zbyt sformalizowanym i sztywnym, by zapewnić uczniom odpowiednie warunki do kształtowania w sobie Mocy, co uznawał za głębokie osobiste przeżycie. Prawdę mówiąc, Luke do pewnego stopnia zgadzał się z nim w tej kwestii. Sądził jednak, że Akademia była niezbędnym krokiem na drodze do przywró-
cenia dawnej metody szkolenia, polegającej na bezpośrednim kontakcie ucznia z mistrzem. Obecnie sam realizował ów sprawdzony schemat, pracując z Jacenem i Anakinem oraz powierzając Marze nauczanie Jainy. Do tej pory podobny układ był niemoż-
liwy do wprowadzenia, jako że przez długi czas jedynie Luke osiągnął poziom umiejęt-ności mistrza. Teraz pojawili się także i inni, toteż nadszedł czas sięgnięcia do starych metod. Transformacja musiała jednak trochę potrwać.
Jacen usilnie namawiał wuja, by starał się przyspieszyć proces zmian. Nalegał też na usprawnienie systemu doboru uczniów. Zamiast poszukiwania silnych Mocą, mło-
37
R.A. Salvatore
Wektor pierwszy
38
bliwe oko - dowód najwyższego oddania, złożony przez Noma Anora w dniu, kiedy nadano mu rangę egzekutora i wysłano z misją zwiadowcy sił inwazyjnych Praetorite R O Z D Z I A Ł
Vong.
Wyłupił sobie oko zaostrzonym końcem płonącego kija. Oczywiście wypełnił
4 później pusty oczodół plaeryin bole, jeszcze jednym cudownym wynalazkiem biotechnologii. Stworzenie to przypominało normalną gałkę oczną Yuuzhanina, tyle że jego
„źrenica" była w istocie otworem gębowym, przez który celnie pluło kroplą trującej mazi nawet na odległość dziesięciu metrów. Do sprowokowania „wystrzału" wystarczył
prosty sygnał - drgnięcie powieki Noma Anora.
- Istotnie, jestem zdumiony siłą, z jaką Mara Jade opiera się działaniu zarodników
- przyznał.
- Wszyscy, na których je pan testował, żyli najdłużej kilka tygodni, a większość umierała już po kilku dniach.
ZIARNO ZOSTAŁO POSIANE
Nom Anor skinął głową. Zarodniki coomb rzeczywiście były nieprawdopodobnie skuteczne. Niszczyły strukturę molekularną organizmu ofiary, powodując szybką i
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.