Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Dany nauczyła go kilku słów w swoim języku. Drogo potrafił być pojętnym uczniem, jeśli się nad czymś skupił, chociaż mówił z tak silnym akcentem, że ani ser Jorah, ani Yiserys nie rozumieli go ani trochę.
- Powiem ci, moje słońce-i-księżycu. Mój brat, Rhaegar, był zaciekłym wojownikiem - odpowiedziała. - Umarł, zanim się urodziłam. Ser Jorah twierdzi, że był on ostatnim ze smoków. Khal Drogo spojrzał na nią. Choć jego twarz przypominała miedzianą maskę, to wydało jej się, że pod jego długimi, czarnymi wąsami dostrzegła cień uśmiechu. - Dobre imię, Dan Ares, żono, księżycu mojego życia - powiedział. Pojechali nad jezioro otoczone wieńcem trzcin, które Dothrakowie nazywali Łonem Świata. Tysiąc lat temu, jak powiedziała jej Jhiqui, i z jego głębi wynurzył się pierwszy człowiek, który jechał na grzbiecie pierwszego konia. Procesja czekała na trawiastym brzegu, tymczasem Dany zrzuciła z siebie brudne ubranie. Naga weszła ostrożnie do wody. Irri twierdziła, że jezioro nie ma dna, lecz Dany poczuła pod stopami miękkie błoto, kiedy ruszyła przez wysokie trzciny. Na czarnej wodzie księżyc rozsypywał się i ponownie formował, unoszony falami, które wzbudziła. Zimna woda objęła jej uda i miejsce między nimi, wzbudzając dreszcz na jej bladej skórze. Końska krew zdążyła już zaschnąć na jej rękach i ustach. Dany nabrał świętej wody w złożone dłonie i wylała ją sobie na głowę, obmywając siebie i dziecko w jej łonie. Khal i wszyscy wokół przyglądali się. Słysząc szepty mruczących do siebie nawzajem staruch, zastanawiała się, co mówią. Kiedy wyszła z jeziora, drżąc i ociekając wodą, podeszła jej służąca, Doreah, z jedwabną, malowaną szatą, lecz khal Drogo powstrzymał ją ruchem dłoni. Patrzył z uznaniem na jej nabrzmiałe piersi i wypukły brzuch. Dany widziała, jak jego męskość napierała coraz mocniej na skórzane spodnie pod ciężkim medalionem. Podeszła do niego i pomogła mu je rozpiąć. Wtedy ogromny khal objął ją wokół bioder i podniósł w górę bez najmniejszego wysiłku. Dzwonki w jego włosach zadzwoniły cicho. Kiedy wszedł w nią, Dany przylgnęła do niego i przycisnęła twarz do jego szyi. Trzy szybkie pchnięcia i było po wszystkim. - Rumak, który zawładnie światem - wyszeptał ochrypłym głosem Drogo. Jego dłonie wciąż pachniały końską krwią. W chwili największej przyjemności ugryzł ją mocno w szyję, a potem podniósł jeszcze wyżej i wypełnił swoim nasieniem, którego resztki popłynęły po jej udach. Dopiero teraz podano jej pachnące jedwabie i miękkie pantofle na nogi. Khal Drogo zawiązał pas i wydał komendę. Na brzeg jeziora przyprowadzono konie. Cohollo dostąpił zaszczytu podsadzenia khaleesi na jej srebrzystą. Drogo ścisnął boki swojego konia i ruszyli drogą bogów skąpaną w blasku gwiazd i księżyca. Dany nadążała za nim bez trudu. Jedwabny dach ogromnej komnaty khala Drogo został zwinięty na tę noc, dlatego jej wnętrze wypełniał też blask księżyca. Z ogromnych, otoczonych kamieniami palenisk buchały płomienie wysokie na dziesięć stóp. W powietrzu unosił się przenikliwy zapach pieczonego mięsa i sfermentowanego kobylego mleka. Wjechali do ogromnego pomieszczenia, gdzie zebrali się już ci, którym nie wolno było wziąć udziału w ceremonii. Oczy wszystkich spoczęły na Dany, kiedy przejechała pod łukiem wejścia i posuwała się środkiem ogromnej sali. Krzycząc głośno, Dothrakowie podziwiali jej brzuch i piersi i sławili nowe życie w jej łonie. Nie rozumiała większości z ich słów, lecz doskonale rozpoznawała powtarzające się zdanie: - Rumak, który przemierza świat. Dźwięki bębnów i rogów płynęły wysoko w ciemność nocy. Na wpół rozebrane kobiety tańczyły na niskich stołach pośród udźców i tac pełnych śliw, daktyli i granatów. Wielu z mężczyzn zdążyło się już zamroczyć kobylim mlekiem, lecz Dany wiedziała, że tej nocy nie zabłysną arakhi, nie w świętym mieście, gdzie zakazano rozlewu krwi. Khal Drogo zsiadł z konia i zasiadł na wysokiej ławie. Zaszczytne miejsce po jego prawej i lewej stronie zajęli khal Jommo i khal Ogo, którzy przebywali w Vaes Dothrak wraz ze swymi khalasarami, kiedy Dany i khal Drogo tam przyjechali. Dalej siedzieli bracia krwi trzech khalów oraz cztery żony khala Jommo. Dany zsiadła ze swojej klaczy i oddała cugle jednemu z niewolników. Kiedy Doreah i Irri układały dla niej poduszki, rozejrzała się, szukając wzrokiem swojego brata. Nawet w tak ogromnej sali powinna z łatwością dostrzec jego bladą skórę, srebrzyste włosy i żebracze ubranie. Popatrzyła nawet na mężczyzn siedzących przy niskich stołach na wytartych dywanach i płaskich poduszkach, których warkocze były krótsze od ich męskości, lecz wszyscy mieli czarne oczy i miedziane twarze. Na środku sali, niedaleko środkowego paleniska, dostrzegła ser Joraha Mormonta. Dothrakowie doceniali jego umiejętność władania mieczem, dlatego posadzili go na dość honorowym miejscu. Dany posłała po niego Jhiqui. Mormont natychmiast zjawił się przy jej stole i przyklęknął na jedno kolano. - Khaleesi - powiedział. - Jestem na twoje rozkazy. Poklepała wypchaną poduszkę z końskiej skóry. - Usiądź i porozmawiaj ze mną. - To dla mnie zaszczyt. - Rycerz usiadł na poduszce ze skrzyżowanymi nogami. Natychmiast klęknął przed nim niewolnik z drewnianą tacą pełną dojrzałych fig. Ser Jorah wziął jedną i odgryzł połowę. - Gdzie jest mój brat? - spytała Dany. - Powinien już przyjść na ucztę. - Widziałem Jego Miłość rano - odpowiedział. - Powiedział mi, że udaje się na Zachodni Targ po wino.
|
Wątki
|