- Zaprowadzisz nas do tych kupców? - spytała Bet, nagle sprawiająca wrażenie osoby niemal zupełnie trzeźwej...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Czego się nie robi dla przyjaciół złączonych ze Stra!bo rytem krwi... Jutro albo jeszcze następnego dnia wyślę was w towarzystwie moich najlepszych wojowników.
- Dzięki, wodzu - powiedział Sten, dopiero teraz pojmując, ile właściwie wypił.
- Niemniej muszę zaznaczyć - dodał Nem!i - że długa i trudna to wędrówka. Trzeba iść trzydzieści wschodów i zachodów słońca...
- A czemu trudna? - zapytała Bet, ale Nem!i tylko wsparł czule głowę na ramieniu Stena i zachrapał. Dziewczyna wzruszyła ramionami, po czym pociągnęła z tykwy. - Świetnie, wszystko więc wskazuje na to, że będziemy mogli opuścić ten świat... Perspektywa spędzenia reszty życia na popijaniu krwi i wypasaniu bydła nie jest zbyt pociągająca. No cóż, idziemy za przykładem dostojnego Nem!i?
- Czemu nie - mruknął Sten. Ostatecznie i tak nie mieli niczego lepszego do roboty.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Stena obudziły promyki słońca, wpadające przez szpary w dachu chaty. Mężczyzna jęknął i zacisnął powieki.
Czuł, jakby stado liczące ze dwa tysiące bydląt łaziło mu po całej głowie, obijając się o kości czaszki. Czasem któryś zwierz przystawał, by skubnąć coś włochatą mordą i zostawić krowi placek na języku Stena.
Ktoś poruszył się obok.
- Chyba zaraz umrę - jęknął Mantisowiec, wciąż nie otwierając oczu.
- Zaiste - odparła Idą.
- Zamknij się, wcale nie żartuję.
- Ja też nie. Wszyscy zaraz wyzioniemy ducha.
Sten nagle całkowicie się rozbudził. Wstał i spojrzał przekrwionymi oczami na resztę grupy. Towarzysze już siedzieli w półmroku chaty.
- Przede wszystkim - powiedziała Bet - Ida wcale nie przesadza. Złapaliśmy jakieś świństwo.. Zabije nas za jakieś...
- Dwadzieścia dni - dokończyła Idą.
- Cholera - warknął Alex. - Tylko tego nam brakowało.
- Czy możecie z łaski swojej wyjaśnić, o czym właściwie mowa? - spytał dowódca.
Ida włączyła analityczną funkcję mikrozestawu medycznego i podsunęła sprzęt Stenowi pod nos. Na maleńkim ekranie widniało coś zaiste obrzydliwego, a zarazem kompletnie niezrozumiałego.
Owoż świństwo przypominało niebieską wstążkę obwiedzioną zieloną linią i pokrytą czerwonymi punkcikami. Kropki do złudzenia przypominały wieżyczki strzelnicze.
- No i co takiego?
- Jakiś pierwotniak - powiedziała Idą. - Zauważ, ma formę komórki, ale nie posiada błony komórkowej. To zapewne jedna z najstarszych form życia w galaktyce. Do tego chytra, podstępna i głodna. Wdychamy całe miliony tych cholernych żyjątek od chwili lądowania. Co ciekawe, występują one tylko na terenach podwyższonej aktywności wulkanicznej.
- Mniejsza o ich zwyczaje. Co z nami?
- Tak jak powiedziałam. Mamy dwadzieścia dni.
- Nic się nie da zrobić?
- Absolutnie nic. Chyba że opuścimy tę planetę.
- Dwadzieścia dni - mruknęła Bet. - Zabraknie nam dziesięciu, aby odnaleźć kupców.
Sten potarł głowę, wewnątrz której akurat szykował się do występu zespół bębnistów wspieranych solistą grającym na gongu.
- Miłe wieści o poranku. Ciekawe, co jeszcze się popieprzy?
Gdzieś w górze huknął grom. Chata zatrzęsła się i na wszystkich obecnych spadł z sufitu deszcz wszelkiego robactwa.
Wybiegłszy na zewnątrz, Sten dojrzał przemykający po niebie krążownik Jannów.
- Ale mamy szczęście. - Alex uśmiechnął się, wskazując na Turnmaa. Jednostka zawracała do lądowania niedaleko wioski Stra!bo. - Jeśli już musimy umrzeć, to przynajmniej zginiemy w walce.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
- W imieniu Talameina żądam od was, przeklęci, byście wydali nam przybyszów.
Wzmocniony głos kapitana Jannów niósł się nad sawanną, zagłuszając nawet zawodzenie tysiąca wojowników zgromadzonych wokół krążownika.
Las włóczni zatrząsł się w gniewnej odpowiedzi.
- Ależ to głupota - powiedział AIex.
Mantisowcy przycupnęli ukryci w gaju i spoza drzew śledzili bieg wypadków.
Sten musiał przyznać, że Jannowie byli całkiem dobrymi żołnierzami. Nim jeszcze opadł kurz po lądowaniu statku, już spory oddział wysypał się na zewnątrz. Błyskawicznie okopali i otoczyli workami z piaskiem stanowisko ciężkich broni.
Górna wieżyczka strzelecka pojazdu kręciła się w jedną i drugą stronę, milcząco omiatając linię wojowników.
Sten przypomniał sobie nagle o pierwotniaku uprawiającym wywrotową działalność w jego krwioobiegu. Strzępek zupełnie nieodpowiedzialnego DNA czekający tylko, by rzucić się ofierze do gardła.
- W imieniu Talameina...
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.