– Niektóre uczelnie zbudowane są jak fortece – odezwał się Gavin, osuszając czoło...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
– Miło widzieć, że ta ich cecha czasem się przydaje w praktyce.
– A jezioro, którym dopłynęliśmy do mostu Folly Bridge? Czy z nim też wiąże się jakaś historia? – spytał Siwobrody.
– Że niby ma ono jakieś szczególne znaczenie? Hm, i tak, i nie. W każdym razie nie jest to aż tak dramatyczna opowieść i chyba można powiedzieć, że nie tak interesująca z punktu widzenia człowieka, co kampania w Balliol – powiedział Morton. – Tutejsi ludzie nazywają je Jeziorem Łęgowym. Znajduje się ono na terenach, które od zawsze były narażone na zalewanie, nawet w czasach świetności rady zarządzającej regulowaniem biegu Tamizy, niech im ziemia lekką będzie. Teraz jest to stałe rozlewisko, między innymi dzięki armii nutrii podkopujących brzegi.
– Nutria to zwierzę? – zdziwiła się Marta.
– Gryzoń, pani, z rodziny echimyidae. Została przywieziona z Południowej Afryki i jest teraz rodowitym mieszkańcem Oksfordu, podobnie jak Gavin lub ja. Przypuszczam, że pozostanie nim na długo po tym, kiedy my się oddalimy na wieczny spoczynek, co Gavin? Mogliście nie zauważyć tego stworzenia podczas podróży, bo jest płochliwe i znakomicie się maskuje. Powinniście obejrzeć naszą menażerię, wśród której są oswojone nutrie.
Przeprowadził ich przez wiele sal, w których trzymał w klatkach rozmaite zwierzęta. Większość z nich podbiegała ku niemu i cieszyła się na jego widok.
Nutrie miały niewielkie oczko wodne osadzone w kamiennych płytach podłogi w sali na parterze. Wyglądały jak krzyżówka bobra ze szczurem. Morton wyjaśnił, że przywieziono je do kraju w dwudziestym wieku z zamiarem hodowania ich dla futra. Niektórym zwierzętom udało się uciec. Stały się szkodnikami w większej części Anglii wschodniej. Organizując polowania, niemal zdołano je wytępić. Po Wypadku ponownie zaczęły się rozmnażać, z początku powoli, a potem bardzo szybko, podobnie jak wiele błyskawicznie mnożących się stworzeń. Zaczęły się rozprzestrzeniać na zachód wzdłuż rzek i teraz opanowały już połowę terytorium kraju.
– Przez nie Tamiza przestanie istnieć – stwierdził Morton. – Niszczą każdy ciek wodny. Na szczęście ich egzystencję można uzasadnić tym, że są doskonałe do jedzenia i do noszenia! Potrawka z nutrii to jedna z największych pociech na starość, co Vivian? Poza tym, pewnie sami zauważyliście, jak wiele osób stać na to, by stare kości otulić luksusowym futrem.
Marta wspomniała o kunach leśnych, które widzieli po drodze.
– Hm, bardzo interesujące! Zapewne rozprzestrzeniają się na wschód z Walii, bo tylko w tamtym regionie przetrwały wiek temu. Na całym świecie zwierzęta zmieniają zachowanie i środowisko życia. Gdyby tak mieć jeszcze jedno życie i nanieść to wszystko na mapy... Ach, no cóż, takie życzenia na nic nam się nie przydadzą, prawda?
Morton skończył wycieczkę, proponując Marcie posadę asystentki, której zadanie polegałoby na pomaganiu mu przy menażerii, a Siwobrodemu poradził, by poszedł do farmera Flitcha, który potrzebował człowieka do różnych drobnych prac.
Józef Flitch był osiemdziesięciolatkiem, który aktywnością dorównywał osobie o dwadzieścia lat młodszej. Inaczej być nie mogło, bo musiał dbać o dom pełen zrzędliwych kobiet. Miał na utrzymaniu żonę, jej dwie wiekowe siostry, ich matkę i swoje dwie córki, z których jedna przedwcześnie zniedołężniała, a drugą reumatyzm zmienił w kalekę. Z tej nieszczęsnej załogi wiedźm bez wątpienia najbardziej zażarta była pani Flitch, bo w tym domu obowiązywała zasada przetrwania najzacieklejszych. Kobieta niemal natychmiast poczuła do Siwobrodego wielką niechęć.
Flitch zaprowadził go do budynku gospodarczego, uścisnął mu dłoń i zatrudnił go za zapłatę, która według Normana Mortona miała być godziwa.
– Skoro moja pani tak się na was zacietrzewia, wiem, że będzie z was dobry chłop – oświadczył z silnym akcentem, charakterystycznym dla mieszkańców hrabstwa Oksford. Z początku Siwobrody ledwo rozumiał jego mowę.
Gospodarz okazał się dość ponurym człowiekiem, co było zrozumiałe w jego sytuacji. Miał sporo sprytu i przedsiębiorczości. Wkrótce Timberlane się przekonał, że Flitch zarządzał stale rozrastającym się interesem. Jego farma znajdowała się w Osney, na brzegu Jeziora Łęgowego. Zatrudniał na niej wielu pomocników. Jako jeden z pierwszych wykorzystał zmieniające się warunki naturalne i z wielkich połaci sitowia brał materiał na strzechy. W okolicy nie wyrabiano cegieł ani dachówek, ale wiele lepszych domów zostało elegancko przykrytych strzechą Flitcha.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.