— To prawda...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Cesarz jednak może się uprzeć i pozostanie tu…
— Przecież to byłoby szaleństwo!
— Bez wątpienia. Czyż jednak nie dowiódł, że zależało mu na władaniu tym krajem? A w dodatku to człowiek naiwny i marzyciel. Podsuńcie mu atrapę korony, a będzie wierzył, że jest z prawdziwego złota. Dwóch ludzi wystarczy, aby go przekonać, że nie powinien wyjeżdżać z Meksyku. Jednego już mamy, drugim będzie pan.
— Ja? W charakterze doradcy cesarza? To przerasta moje możliwości! Jakich użyję argumentów?
— Dostarczymy panu wszystkich. Niech pan tylko skrupulatnie wykona nasze polecenia.
— Nie uwierzy mi…
— Pan go nie zna, ale my tak.
— Jest jeszcze jedna niebagatelna rzecz. Nie mogę teraz udać się do Maksymiliana. W Santa Jaga zatrzymują mnie ważne sprawy, nawet pewne zobowiązania…
— Wystaw pan rachunek, my go wyrównamy.
— Ale ja naprawdę nie nadaję się do tego zadania!
— Jest pan w całkowitym błędzie. My uważamy, że wykona je pan znakomicie.
Hilario oczywiście kłamał twierdząc, że się nie nadaje. Bronił się przed misją wyłącznie z powodu więźniów trzymanych w piwnicy. Kto będzie ich pilnował po jego wyjeździe? Powiedział więc:
— Mylicie się. Ja chyba znam siebie najlepiej. Proszę zrezygnować z mojej osoby. Są inni, którzy bardziej zasługują na to wyróżnienie.
— Ci inni mają już swoje zadania. Dość już zresztą dyskusji. To rozkaz, doktorze. Najpóźniej za dziesięć dni ma pan być w stolicy.
— Przecież Maksymilian przebywa w Cuernavacca.
— Zaprosi pana do Meksyku. Jak pan widzi, wszystko jest przygotowane.
— Mimo to ponownie odmawiam.
Arrastro wstał. Na jego twarzy pojawił się złowrogi wyraz. Ostrym wzrokiem zmierzył Hilaria od stóp do głów.
— Naprawdę? Mimo rozkazu?
— Okoliczności zmuszają mnie do tego.
— Zna pan zasady obowiązujące w naszym związku?
— Oczywiście.
— Czyżby więc zapomniał pan o karach? W tym o karze śmierci? Hilario zbladł i oparł się o ścianę.
— Kto ma prawo mi ją wymierzyć? — wykrztusił. — Nie uznaję jej!
— Phi! Uznał ją pan wstępując do związku.
— Byłoby to okrucieństwem, czynem nieludzkim! Arrastro popatrzył na niego spode łba.
— Okrucieństwo? Czyn nieludzki? I to pan ośmiela się używać tych słów? Śmiechu warte! Czy jest człowiek bardziej okrutny i bezwzględny od pana?
Doktor zbliżył się do niego o krok.
— Co też pan mówi? Co wy o mnie wiecie?
— Jeżeli nie wszystko, to bardzo wiele. Nie przypuszcza pan chyba, że nie zebraliśmy informacji o naszych członkach? Znamy swoich ludzi lepiej niż oni siebie samych. I powtarzam: za niewykonanie rozkazu jest tylko jedna kara — śmierć. A więc?…
— Niech mi pan da czas do namysłu…
— Jeszcze senior nie zrozumiał, że obowiązuje pana takie samo ślepe prawo i bezwzględne posłuszeństwo, jak każdego innego członka związku? I dodani, że niekiedy, przed egzekucją, skazany zostaje poddany torturom. Z pewnością i pana nie ominęłyby one.
Doktora przeszył zimny dreszcz.
— Co więc mam robić? — wyjąkał wreszcie.
— Zaraz to panu powiem. Ale naprzód pytanie: Czy istnieje trucizna zabijająca, jeśli można tak to określić, umysł człowieka?
Hilario udał, że się zastanawia.
— Tak. To kurara — odpowiedział po chwili. — Paraliżuje pewne komórki mózgowe. Ten, któremu się ją zaaplikuje, ma jednak dokładną świadomość tego, co się z nim dzieje; reaguje na każdą zmianę temperatury, na najsłabsze ukłucie igłą. Z czasem, w zależności od dawki, albo wpada w całkowity obłęd, albo umiera.
— A nie słyszał pan przypadkiem o toloadżi, pospolitej, ale trującej roślinie? Podobno działa niemal zupełnie tak, jak wilcze ziele. Kilka kropel soku wyciśniętego z jej łodyżki, bez smaku i zapachu, powoduje nieuchronnie obłęd, pod względem fizycznym natomiast chory jest okazem zdrowia i może żyć długie lata. Mówi się, że tą trucizną unieszkodliwiono niejednego polityka, konkurenta w walce o władzę, a także kilka koronowanych głów.
— Nie znam tej rośliny i nic o tych przypadkach nie słyszałem
— powiedział Hilario obojętnym tonem, ale Arrastro zauważył, że głos doktora lekko zadrżał.
— Opowiadają na przykład o cesarzowej, imienia nie wymienię
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.