Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Jestem nieszczęsnym dzieckiem króla mórz. Zgubiłam moją jedwabistą skórę foczą i nie będę mogła nigdy powrócić do braci i sióstr, jeżeli jej nie odnajdę.
Roderyk zaprosił ją do chaty i okrył ją swoim pledem. Zgadł od razu, że do niej należy skóra, którą zabrał znad morza. Mógł sięgnąć ręką i wyjąć tę skórę ze schowka nad framugą drzwi. Ona byłaby wtedy wolna, mogłaby popłynąć do rodzeństwa. Ale nie zrobił tego. Patrzył na nią, jak siedzi cichutka i słodka przed jego kominkiem i zapragnął mieć ją tu na zawsze jako swoją żonę. Powiedział: — Nie potrafię ci pomóc w odnalezieniu foczej skóry, widać ktoś ci ją ukradł. Pewno już jest gdzieś daleko. Ale jeżeli zgodzisz się zostać tu ze mną jako moja żona, będę cię kochał i szanował przy naszym ognisku aż do końca życia. Córka króla morza podniosła ku niemu smutne oczy i odrzekła: — Jeżeli naprawdę ukradziono moją skórę i nie ma żadnej nadziei, żebym mogła ją odzyskać, w takim razie nie mam wyboru i zostanę z tobą jako twoja żona. Nie mogę spodziewać się od nikogo, żeby okazał mi więcej dobroci niż ty. A bałabym się wejść sama jedna w ten śmiertelny świat. Westchnęła z żalu za życiem mórz i powiedziała po chwili: — Ach, jakbym chciała być razem z moimi braćmi i siostrami! Będą na mnie czekać, będą mnie wołać nadaremnie i zawsze tęsknić za mną. Serce rybaka zabiło mocniej. Poczuł wyrzuty sumienia, słysząc te słowa, ale taki był oczarowany jej urokiem, że nie zdobył się na to, żeby oddać foczą skórę i rozstać się z córką króla mórz. Rodcryk MakKodrum i ji-go piękna żona żyli przez wiek lat razem w chatce u wybrzeża oceanu i urodziło im się wiele dzieci. Wszystkie miały złotobrązowe włosy i dźwięczny, śpiewny głos. Nieliczni mieszkańcy tej niewielkiej wyspy przezwali młodego rybaka “Roderykiem od Fok", a jego synów i córki “dziećmi Roderyka od Fok". Córka króla mórz nie potrafiła zapomnieć o swojej bolesnej tęsknocie. Wychodziła samotnie nad ocean, słuchała jego śpiewu i szumu fal, który czasem dźwięczał jak daleki płacz, czasem jak wołanie, czasem jak śmiech... Wydawało jej się, że słyszy głosy braci i sióstr i że to oni nawołują, szukając zagubionej siostry. Pewnego dnia Roderyk pożegnał serdecznie żonę i dzieci i wypłynął rano na połów jak zwykle. Idąc do łodzi spojrzał na niebo i pomyślał: “trochę za dużo wiatru dzisiaj, ale to nic, przeżyłem już na morzu niejedną nawałnicę". Nie zdążył jeszcze odpłynąć daleko, gdy wicher sztormowy zagwizdał nad wodą i nad lądem. Najmłodszy synek rybaka bawił się właśnie na wybrzeżu i przykładał do ucha muszlę słuchając, jak szum morza w niej gra. Kiedy matka usłyszała, że wicher się wzmaga, zawołała na dziecko. Zaledwie chłopiec zdążył przestąpić próg, gdy nagle wicher zatrzasnął za nim drzwi z taką mocą, że domek zatrząsł się w posadach i ze schowka nad futryną wypadła skóra foki, którą Roderyk ukrył tam przed łaty — skóra, będąca własnością jego żony. Kobieta podniosła ją milcząc. Nie powiedziała ani słowa przeciwko człowiekowi, który wbrew jej chęci uwięził ją tutaj na długie, długie lata. Zrzuciła z siebie ludzkie szaty, pożegnała dzieci i przyciskając do piersi skórę foki, zbiegła nad ocean. Konie morskie igrały tam pośród spienionych, gnanych wichrem fal. Córka króla mórz w jednej chwili ubrała się w swoją skórę i rzuciła ostatnie spojrzenie na domek. Przeżyła w nim trochę szczęśliwych chwil, chociaż została tam wbrew swojej chęci — pomyślała. Potem ześlizgnęła się w wodę. Obejrzała się raz jeszcze. Za białą linią spienionych bałwanów, które toczyły się na brzeg z bezkresów Atlantyku, zobaczyła gromadkę opuszczonych swoich dzieci. Ale wołanie morza zagłuszyło płacz dzieci zrodzonych na lądzie. Córka króla mórz nie mogła mu się oprzeć, jej miejsce było — tam. Płynęła, zapominając o wszystkim, co zdarzyło się przez ostatnie lata. Wracała do swej ojczyzny, wolna i szczęśliwa.
|
Wątki
|