Leia wskazała Hana...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- To mój małżonek, Han Solo. - Ominęła liczne tytuły męża, bo i tak nie wywarłyby
wrażenia na tłumie buntowników. Co innego historia jego wyczynów.
Padnel wskazał na jasnooką, spiętą Chevkę po lewej.
- Moja adiutantka, Nialle Aker. - Odwrócił się zaraz, żeby przedstawić stojącą po jego prawej ręce Klatooiniankę, równie wysoką jak on, a może nawet wyższą. - A to Reni Coli, przywódczyni Ruchu Obrony Wolności.
Klatooinianka się skłoniła. Na prawym policzku i na szyi miała stare blizny,
prawdopodobnie od oparzenia, jaśniejsze niż jej oliwkowozielona skóra. Wyglądało to jak kamuflujący malunek.
- Jestem zaszczycona - oznajmiła pozbawionym akcentu basikiem. Wyraźnie powiedziała to wyłącznie z uprzejmości.
Padnel odwrócił się i wyciągnął rękę w stronę robota - droida protokolarnego, kształtu i wielkości C-3PO, ale pomalowanego na krwawoczerwony kolor i o fotoreceptorach lśniących tą samą barwą.
- Naysay z Klanu Vacweld, z Milicji Wyzwolonych Robotów.
Leię przeszył dreszcz, ale uśmiech nie znikł z jej twarzy.
- Jestem zachwycona, że wyzwolone roboty są reprezentowane na tym spotkaniu.
Naysay przechylił głowę. Jego głos okazał się ostrzejszy i mniej serdeczny niż See-
Threepia.
- To zadziwiające, że niepoprawna właścicielka niewolników, taka jak pani, jest zadowolona z mojego udziału w tych rozmowach.
Padnel, zupełnie jakby nie słyszał tej wymiany zdań, wskazywał kolejnych członków
delegacji.
- Azmar Huun z Tatooine należy do Lotu Wolności. - Huun był drobnym człowieczkiem o
jasnych włosach, cieniutkim wąsiku i nieprzeniknionym wyrazie twarzy.
Padały kolejne nazwiska. Leia uśmiechała się, kiwała głową i usiłowała je zapamiętać.
Stojący obok Han potrząsał wyciągniętymi do siebie rękami. Można było na niego liczyć, że nie zapamięta ani jednego nazwiska, chyba że znalazł się tu ktoś, z kim w przeszłości grał w sabaka lub wymieniał ogień z miotaczy.
Wreszcie Padnel wskazał odległy namiot, dość duży, aby pomieścić dwie eskadry X-
wingów i załogi pomocnicze.
- Tam będzie chłodniejsze powietrze. Czeka nas poczęstunek... i mnóstwo pracy.
ROZDZIAŁ 29
Rezydencja przywódcy Imperium Galaktycznego, Coruscant
Na monitorze ściennym Jaga moff Lecersen wydawał się jak zwykle stanowczy,
inteligentny i bezpośredni, a jego głos dochodzący z głośników brzmiał konkretnie i rozkazująco.
- „Decyzja Jaggeda Fela dotycząca uczestnictwa w religijnych obrzędach Jedi była
zdecydowanie niewłaściwa. Nie wyobrażałem sobie jednak, że będzie to wstęp do jego
wczorajszego wystąpienia. Sam pomysł, że przywódca poprze bezprecedensowe i nielegalne działania Świątyni Jedi przeciwko prezydent Natasi Daali, jest chory. Ta kobieta jest bohaterką Sojuszu Galaktycznego, a przedtem Imperium. Przeczuwam, że Jagged Fel właśnie pogrzebał
proces ponownego połączenia dwóch państw swoimi nieprzemyślanymi słowami”.
Jag skinął głową. Nie przytakiwał słowom moffa, ale wyrażał szacunek do strategii
Lecersena. Moff specjalnie nazywał go przywódcą Felem, aby utwierdzić opinię publicznej w przekonaniu, że nie jest on prawowitą głową Imperium. Mówiąc o pogrzebie Kentha Hamnera jako o ceremonii religijnej, a o Zakonie jako o Świątyni Jedi, delikatnie sugerował obywatelom, zwłaszcza Imperium, że Jedi to raczej fanatycy religijni niż wojownicy i uczeni.
Obraz na monitorze zmienił się, ukazując szczupłego, starszego mężczyznę o łagodnych, spokojnych oczach. Ubrany był w szarości imperialnych moffów. Zaczął mówić, ale dźwięk z
monitora na chwilę zagłuszył głos reporterki:
- „Nie wszyscy przedstawiciele Imperium okazali potępienie wobec wypowiedzi głowy
państwa. Moff Getelles z Antimeridias jest jednym z tych, którzy popierają działania Jedi”.
Rozległ się głos starszego człowieka:
- „Natasi Daala była nieprzewidywalna. Funkcjonowała na swoim stanowisku jak działo
laserowe z uszkodzonym siłownikiem, a przecież była kiedyś oficerem Floty Imperialnej. Jej ostatnie działania tylko potwierdzają tę diagnozę. Nie zaprzeczę, że była bohaterką. Walczyła z wrogami, rzeczywistymi i wyimaginowanymi, dzielnie i skutecznie. Należy ją jednak powstrzymać i dopiero jak się poprawi, będzie mogła przejąć jakieś obowiązki. Wyniesienie jej na to stanowisko było błędem ze strony Sojuszu”.
Obraz ukazał teraz kolejnego moffa, tym razem młodszego od Lecersena, szczupłego i
ciemnowłosego, z cienkim wąsikiem i nerwowym sposobem bycia. On także był ubrany w szary strój.
Powrócił głos narratorki:
- „Jednakże w Radzie Moffów zdają się dominować opinie podobne do zdania moffa
Porraka Vansyna”.
Głos moffa przerwał jej wypowiedź:
- „Usunięcie prezydent Daali jest katastrofą dla relacji Imperium z Sojuszem. Kto rządzi teraz Sojuszem? Jedi, najbardziej zawzięta organizacja antyimperialna w całej historii galaktyki. A zatem Jagged Fel, dziecko Chissów, który rządzi Imperium, jest jego największym wrogiem”.
Monitor znów pokazał reporterkę, Twi’lekankę o czerwonej skórze. Jag uderzył w przycisk na pulpicie, aby wyłączyć głos. Dość już usłyszał i zobaczył.
Dzwonek oznajmił mu, że sekretarz na zewnątrz ma jakąś sprawę.
- Tak?
- Jedi Solo do pana.
Jag zachichotał i zerknął na chronometr.
- Powiedz jej, że czekam już od sześciu sekund. A potem ją wpuść.
Drzwi rozsunęły i do gabinetu weszła Jaina ze zmarszczonymi brwiami.
- To wcale nie jest śmieszne - burknęła.
- Odliczałem czas od momentu, kiedy nadawano moją konferencję prasową.
Płyta drzwiowa zasunęła się za plecami Jainy, która podeszła i usiadła na poręczy jego fotela.
- Może stałam w korkach.
- Jasne, jasne.
- Jag, co ty wyprawiasz? Mówisz głośno o poparciu dla Jedi. Teraz cała Rada Moffów
skoczy ci do gardła, a ci, którzy działali na rzecz połączenia, tylko szukali dodatkowych wskazówek, teraz uciekną jak najdalej od ciebie.
Jag westchnął.
- Wypełniam tylko swoje obowiązki. Oczekiwano jakiejś reakcji ze stronny przywódcy
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.