Kelderek wstał...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Całe ciało płonęło mu od bolesnych ukąszeń, kręciło mu się w głowie. Wciąż nie do końca obudzony rozglądał się, szukając martwego ciała, ale gdzieś znikło. Zrobił krok do przodu, pośliznął się i upadł na kamienie. Nagle usłyszał czyjś głos, a nie był to głos ani Rantzaj, ani Krzykacza.
- Co robiliście, ee?
- Nic - odpowiedział Krzykacz.
- Wyjąłeś mu łańcuch, tak? Dokąd się wybieraliście? - Chciał się wysrać. Miałem mu pozwolić srać na mnie?
Genszed nic nie powiedział, ale wyjął nóż i zaczął lekko uderzać ostrzem w końce palców. Po chwili rozchylił ubranie i wypróżnił pęcherz na Krzykacza, który przez cały czas stał nieruchomo.
- Pamiętasz Kewenanta? - mruknął Genszed.
- Kewenanta? - powtórzył Krzykacz głosem, w którym czaiła się histeria. - A co ma z tym wspólnego Kewenant? Kto tu mówi o Kewenancie?
- Pamiętasz, jak wyglądał Kewenant, kiedy z nim skończyliśmy? Pamiętasz?
Krzykacz nie odpowiedział, ale gdy Genszed schwycił go dwoma palcami za ucho, zaczął dygotać na całym ciele. - Widzisz, Krzykaczu, jesteś tylko małym, głupim chłopcem, prawda? - wycedził Genszed, wykręcając mu powoli ucho, tak że Krzykacz osunął się na kolana. - Małym, głupim chłopcem, prawda?
- Tak - wyszeptał Krzykacz.
Czubek noża musnął jego zamknięte powieki, spróbował cofnąć głowę, ale powstrzymał go świdrujący ból w uchu. - Potrafisz wszystko dostrzec?
- Tak.
Na pewno potrafisz wszystko dostrzec?
- Tak! Tak!
Dostrzec wszystko, o co mi chodzi?
- Tak!
- Tylko że ja jestem wszędzie, prawda, Krzykaczu? jak ty będziesz tam, to i ja tam będę, prawda?
- Tak!
A potrafisz dobrze pracować?
- Tak, potrafię! Tak, tak, potrafię!
- To zabawne, myślałem, że może nie potrafisz. jak Kewenant.
- Nie, potrafię! Potrafię! Traktuję ich gorzej niż Bled. Wszyscy mnie się boją!
- Zamknij się, Krzykaczu. Zamierzam okazać ci łaskę. Zamierzam usunąć ci brud spod paznokci czubkiem mojego noża. Tylko nie chciałbym, żeby mi się ręka osunęła.
Pot zalewał Krzykaczowi twarz, ściekał po górnej wardze, pomiędzy zębami, po zaślinionym podbródku. Kiedy w końcu Genszed puścił go i odszedł, wsadzając nóż za pas, zatoczył się i upadł w wodę, ale natychmiast się poderwał.
Obmył się, przewlókł łańcuszek przez ucho Keldereka, przymocował koniec do swojego pasa i w milczeniu ułożył na ziemi.
Pół godziny później Genszed sam rozdzielił resztki jedzenia: okruchy i resztki wytrząśnięte z dna worka.
- Następna działka będzie w Linszo, rozumiesz? powiedział Krzykacz do Radu. - I postaraj się, żeby wszyscy to zrozumieli. Albo dowleczemy się do tego parszywego Linszo, albo zaczniemy się nawzajem zżerać.
Kelderek rozczesywał Szerze włosy palcami i wyłapywał wszy. Chociaż zjadł to, co dostał, czuł się tak słabo, że w głowie mu się mąciło. Raz po raz kątem oka dostrzegał martwą Melatys leżącą na kamieniach, a wówczas odwracał szybko głowę w tamtą stronę, szarpiąc Szerę za włosy, aż zniecierpliwiła się i odeszła.
- Dziś rano, kiedy wyciągnięto łańcuszki, ktoś ukradł jej kolorowe kamyki - powiedział Radu.
Kelderek nie odpowiedział, uczyniwszy nagle ważne odkrycie, że szkoda marnować energii na mówienie. Zdał sobie sprawę, że mowa pociąga za sobą tak wiele wysiłku nie przynoszącego korzyści - myślenie o słowach, poruszanie ustami, by je wypowiedzieć, słuchanie odpowiedzi i uchwycenie jej sensu - że w sumie trzeba ją uznać za przejaw ludzkiej głupoty. Energię trzeba zachowywać na inne rzeczy - na utrzymywanie postawy pionowej, na stawianie kroków, na rozplątywanie łańcucha, na pamiętanie o tym, by unikać oczu Bleda.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.