Jonas leżał tam, gdzie go zostawiłem...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ponownie dostrzegłem w ciemności blask jego otwartych oczu.
- Twierdziłeś, że musisz stąd uciec, jeżeli chcesz pozostać przy zdrowych zmysłach - zwróciłem się do niego. - Chodźmy więc. Ten, kto wysłał za nami notule - kimkolwiek jest - postanowił skorzystać z innej broni. Wiem, jak można stąd wyjść.
On jednak nie poruszył się, musiałem więc chwycić go za ramię i podnieść z podłogi. Wiele spośród metalowych części, z jakich składało się jego ciało, zostało zapewne wykonanych z tego białego, zdumiewająco lekkiego stopu, gdyż odniosłem wrażenie, że mój przyjaciel waży nie więcej niż mały chłopiec. Zarówno metal, jak i ciało były pokryte cienką warstwą jakiegoś lepkiego śluzu, a tuż przy ścianie moja stopa natrafiła na sporą kałużę tej samej substancji. Istota, przed którą ostrzegała mnie dziewczynka, minęła nas podczas naszej rozmowy, ale wyglądało na to, że nie zainteresowała się Jonasem.
Tajne drzwi, przez które wchodzili nasi nocni ciemiężyciele, znajdowaÅ‚y siÄ™ caÅ‚kiem niedaleko, prawie dokÅ‚adnie naprzeciwko wejÅ›cia do przedpokoju. Jak niemal wszystkie tego rodzaju starodaw­ne urzÄ…dzenia, otwieraÅ‚o siÄ™ je tajnym hasÅ‚em. SzepnÄ…Å‚em to hasÅ‚o, one zaÅ› stanęły otworem. RuszyÅ‚em naprzód, ciÄ…gnÄ…c za sobÄ… nieszczÄ™sne­go Jonasa.
Zaraz za drzwiami zaczynaÅ‚y siÄ™ wÄ…skie, pokryte kurzem i zaro­Å›niÄ™te pajÄ™czynami schody, prowadzÄ…ce spiralnie w dół. Powietrze, choć stÄ™chÅ‚e i nieruchome, miaÅ‚o zapach wolnoÅ›ci. Mimo drÄ™czÄ…cego mnie niepokoju odetchnÄ…Å‚em peÅ‚nÄ… piersiÄ… i niewiele brakowaÅ‚o, żebym rozeÅ›miaÅ‚ siÄ™ na gÅ‚os.
Na kolejnych podestach znajdowały się liczne drzwi, ale istniała spora szansa, że za nimi natrafimy na któregoś z mieszkańców Domu Absolutu, schody zaś wydawały się bezpieczne, gdyż były zupełnie puste. Zależało mi na tym, aby przed spotkaniem z kimkolwiek znaleźć się jak najdalej od wejścia do przedpokoju.
Pokonawszy okoÅ‚o stu stopni stanÄ™liÅ›my przed drzwiami opatrzo­nymi szkarÅ‚atnym teratoidalnym znakiem, który wziÄ…Å‚em za glif jakiegoÅ› jÄ™zyka siÄ™gajÄ…cego korzeniami daleko poza granice Urth. W tej samej chwili usÅ‚yszaÅ‚em za nami kroki. Drzwi byÅ‚y pozbawione klamki, ale naparÅ‚em na nie caÅ‚ym ciężarem ciaÅ‚a, a one, po poczÄ…tkowym oporze, otworzyÅ‚y siÄ™ bezszelestnie. WÅ›lizgnÄ…Å‚em siÄ™ do Å›rodka, pociÄ…gajÄ…c za sobÄ… Jonasa, drzwi zaÅ› zamknęły siÄ™ za nami, nadal nie czyniÄ…c najmniejszego haÅ‚asu.
Komnata, w której siÄ™ znaleźliÅ›my, byÅ‚a pogrążona w półmroku, ale w chwilÄ™ po naszym wejÅ›ciu rozbÅ‚ysÅ‚o dość silne Å›wiatÅ‚o. Kiedy już upewniÅ‚em siÄ™, że jesteÅ›my sami, przyjrzaÅ‚em siÄ™ uważnie Jonasowi. Jego twarz nadal byÅ‚a zupeÅ‚nie nieruchoma, tak jak wówczas, kiedy siedziaÅ‚ oparty plecami o Å›cianÄ™ przedpokoju, ale nie byÅ‚a martwa. PrzypominaÅ‚a raczej twarz czÅ‚owieka, który lada chwila powinien przebudzić siÄ™ z gÅ‚Ä™bokiego snu. Po policzkach pÅ‚ynęły Å‚zy, pozo­stawiajÄ…c po sobie wilgotne Å›lady.
- Wiesz, kim jestem? - zapytałem, a on skinął w milczeniu głową. - Jonas, muszę za wszelką cenę odzyskać Terminust Est. Uciekłem jak ostatni tchórz, ale teraz, kiedy miałem okazję się zastanowić, zrozumiałem, że muszę po niego wrócić. W pochwie jest ukryty list do archonta z Thraxu, a poza tym i tak nie mógłbym rozstać się z moim mieczem. Zrozumiem cię, jeśli będziesz chciał natychmiast stąd uciec. Nie jesteś ze mną w żaden sposób związany. Odniosłem wrażenie, że nie usłyszał ani słowa z tego, co mówiłem.
- Wiem, gdzie jesteśmy... - szepnął, a następnie podniósł sztywno rękę i wskazał na coś, co wyglądało jak złożony parawan.
Uradowałem się, słysząc jego głos.
- W takim razie, gdzie jesteśmy? - zapytałem głównie po to, aby ponownie się odezwał.
- Na Urth - odparł, po czym skierował się ku parawanowi. Jego zewnętrzna strona była inkrustowana diamentami i pokryta takimi samymi znakami jak ten, który zauważyłem na drzwiach. Jednak znaki te nie były nawet w połowie tak dziwne jak zachowanie mojego przyjaciela: niepokojąca sztywność kończyn, jaką nie tak dawno zaobserwowałem, zniknęła bez śladu, lecz mimo to nie mogłem powiedzieć, że stał się znowu tym samym Jonasem, którego znałem.
Dopiero wtedy zrozumiaÅ‚em. Każdemu z nas zdarzyÅ‚o siÄ™ obser­wować kogoÅ›, kto straciÅ‚ rÄ™kÄ™, otrzymaÅ‚ zamiast niej protezÄ™ i musiaÅ‚ wykonać jakÄ…Å› czynność wymagajÄ…cÄ… udziaÅ‚u obu rÄ…k, sztucznej i prawdziwej. W przypadku Jonasa protezÄ… byÅ‚a rÄ™ka z krwi i koÅ›ci. Kiedy to pojÄ…Å‚em, zrozumiaÅ‚em także to, co usÅ‚yszaÅ‚em od niego wczeÅ›niej: że w wyniku katastrofy statku zniszczeniu ulegÅ‚a także jego twarz.
- Oczy... - wykrztusiłem. - Nie mogli naprawić ci oczu, prawda? Dlatego dali ci tę twarz. Czy on także zginął w wypadku?
Odwrócił się i spojrzał na mnie w taki sposób, iż stało się dla mnie jasne, że zapomniał o mojej obecności.
- Był na Ziemi - odparł. - Zabiliśmy go przypadkiem, podchodząc do lądowania. Wykorzystałem jego oczy i krtań oraz kilka innych części.
- A wiÄ™c dlatego mogÅ‚eÅ› znieść towarzystwo kata. JesteÅ› ma­szynÄ….
- Wcale nie jesteÅ› gorszy od innych ludzi. PamiÄ™taj, że w ciÄ…gu tych lat, jakie minęły, zanim ciÄ™ spotkaÅ‚em, staÅ‚em siÄ™ jednym z was. To ja okazaÅ‚em siÄ™ gorszy od ciebie. Ty byÅ› mnie nie opuÅ›ciÅ‚, ale ja opuszczam ciebie. Wreszcie nadarzyÅ‚a mi siÄ™ okazja, której po­szukiwaÅ‚em przemierzajÄ…c wszystkie siedem kontynentów tej planety, Å›cigajÄ…c hierodule i naprawiajÄ…c prymitywne mechanizmy.
Pomyślałem o wszystkim, co spotkało mnie po tym, jak zaniosłem Thecli nóż, i choć wiele z tego, co powiedział, było dla mnie niejasne, rzekłem:
- Idź więc, jeśli to twoja jedyna szansa. Życzę ci powodzenia. Jeżeli kiedykolwiek spotkam Jolentę, powiem jej tylko, jak bardzo ją kiedyś kochałeś.
Jonas potrząsnął głową.
- Naprawdę nic nie rozumiesz? Wrócę po nią, kiedy będę gotowy. Kiedy znowu stanę się sobą.
NastÄ™pnie wszedÅ‚ do wnÄ™trza okrÄ™gu wyznaczonego przez para­wan, a nad jego gÅ‚owÄ… zapÅ‚onęło jaskrawe Å›wiatÅ‚o.
Cóż za głupota nazywać je zwierciadłami! Mają z nimi tyle wspólnego, co dziecięcy balonik z sięgającym od horyzontu po horyzont firmamentem. Istotnie, odbijają światło, lecz nie wydaje mi się, aby właśnie na tym polegało ich działanie. Tak naprawdę odbijają rzeczywistość, a raczej metafizyczne sedno ukryte pod powierzchnią materialnego świata.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….