ileż było takich, którym się nie powiodło...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Czy było
takie państewko, które by nie pragnęło stać się wielkim
się nie powiodło. Czy było takie państewko, które by
nie pragnęłoby stać się wielkim państwem? Nie trzeba
tego wywodzić osobno, do jakiego stopnia robienie
zaborów stało się powszechnym ideałem całej
starożytności, a potem większej, znacznie większej
części chrześcijaństwa. Gwałt, przemoc, ręka zbrojna
rozstrzygały o losach państwa i same tworzyły nowe
państwa. Nawet wielkie państwa powstawały metodą,
którą można by nazwać śmiało opryszkową.
Inna rzecz, że samym opryszkostwem państwa długo
się nie utrzyma. Historia dostarcza ciekawych
przykładów robót opryszkowskich, z których
wyłaniały się państwa. Faktem zaś jest, że
opryszkostwo spotyka się często z uwielbieniem!
Któż z nas nie zna legendy o Ondrzjnikach,
Janosikach, Doboszach? My delektujemy się nimi w
opracowaniach literackich, poetyckich, ale lud ma ich
za bohaterów bezwzględnie. Sprawa godna jest
opracowania monograficznego przez jakiegoś etnologa
z wykształceniem historycznym, bo to sprawa
wszystkich ludów i wszystkich czasów. Ideał
opryszkostwa był zawsze, a dziś nie ostygł bynajmniej!
Morscy opryszkowie, korsarze, założyli państwo
sródziemnomorskie w I wieku przed Chr. (wojny
Pompejusza z nimi); wikingowie normańscy, budzący
tyle zachwytu nawet w naukowych dziełach, byli po
prostu korsarzami; potem mauretańscy korsarze przez
dwa stulecia grabili… i dobywali się sławy. Wszyscy
oni zakładali państwa wybrzeżne. A czym korsarz na
morzu i na pomorzu, tam w głębi lądu żołnierz,
najezdnik, zdobywca. Połowa dziejów Azji składa się z
takiego zorganizowanego militarnie opryszkostwa,
podniesionego do najwyższej możliwej skali.
W czasach najnowszych powstawało kilka państw
czysto opryszkowskich w Azji i w Afryce. Z końcem
XVI wieku kilkuset renegatów hiszpańskich w służbie
marokańskiej Ahmeda Wspaniałego zakłada sobie
podbojem olbrzymie państwo murzyńskie Songhoj ze
stolicą w Gao. Wielce znamienne są losy kraju Laos,
północno-zachodniej części Indochin francuskich.
Pierwotną ludność wyprali najeźdźcy z Assamu. W
XVII wieku było państwo Laos potęgą wystawiającą
armię półmilionową. Z początkiem XIX zdobyli kraj
Syjamczycy, zburzyli stolicę i rządzili w taki sposób,
iż za naszych czasów, po dłuższej administracji
francuskiej cała ludność wynosiła około roku 1927
ledwie półtrzecią miliona, zaledwie więc siedem razy
tyle niż było przed trzystu laty samych żołnierzy; to
znaczy, że zaludnienie jeszcze nie powróciło do stanu z
przed trzech stuleci.
A Afryce południowej u Kafrów panował w latach
1812-1828 Czeka, zwany przez Europejczyków Atyllą
kafryjskim. Zbierał drużyny celem rabunku bydła,
obdarzając swych drużynników kilkoma sztukami za
wierne służby i tą metodą doszedł do armii przeszło
trzydziesto tysięcznej. Zjednoczył pod swym
panowaniem 78 plemion a 40 wytępił. Takich
jednopokoleniowych mocarstw bywało w Afryce
sporo. Np., Uganda z czterema milionami
mieszkańców, z czego 150.000 żołnierzy. Otrzymujący
posłuchanie czołgali się tam po ziemi przed władzą.
Biali porozbijali potem te państwa. Ostatnim była
Kaszgaria. Założone zostało w r. 1865 przez Józefa
Beka, któremu nadano przydomek „bedsnlet” tj.,
szczęściarz. W r. 1877 zamordował go brat żony, który
atoli niedługo cieszył się dziedzictwem.
Zasadą rządów było w takich państwach zawsze, że
panującemu wolno wszystko, czego tylko mu się
zechce, że wszyscy są jego niewolnikami i wszystko
jego własnością. Jest to atoli zasadą całego Orientu
prócz Chin. Świat arabski nie był lepszy. W Egipcie
Kalif Hakam nakazywał podpalić jedną połowę miasta,
a drugą oddawał na rzeź i rabunek – w czasie pokoju,
dla igraszki. W XI wieku wezyr Schaner kazał
podpalić Kair i czterdzieści dni trwał pożar widocznie
nie gaszony.
Pojęcie o zakresie władzy orientalnego despoty dają
słowa chana Kandżutu w Azji Centralnej, Safder-
Aliego w liście do generała Grąbczewskiego: „Wiedz,
że jesteś w kraju gdzie nawet ptaki poczynają mieć
siłę w skrzydłach dopiero otrzymawszy mój
rozkaz”.
Nie wszystkie państwa rodzą się z opryszkostwa,
geneza ich rozmaita; ale pragnę zwrócić uwagę, że
można je zakładać także metodą opryszkowską. Coś z
tej metody mieści się w każdym orientalnym
absolutyzmie, a wpływy stamtąd na Zachód
przedostawały się już w pierwszych wiekach po Chr.
Opryszkowski zasiew rodził chwasty przez całe wieki i
czyż przestał się rodzić! Zastanówmy się nad tym i nad
teoriami niemieckimi, wmawiającymi nam, że państwo
jest niemal boskiego pochodzenia! Niestety, nie brak
państwowości wybitnie antyspołecznych.
W tym rodzaju prym jest przy cywilizacji turańskiej.
Żadna inna nie może się z nią równać co do oparcia
prawa państwowego wyłącznie na przemocy. Jest to
tym bardziej znamienne, że samo pojęcie najwyższej
władzy wywodzi się u tych ludów z monizmu prawa
prywatnego.
Kolebką tej cywilizacji jest Azja środkowa. Tam
wytworzył się swoisty ustrój obozowy, stanowiący
największy i najwybitniejszy w historii mechanizm.
W tworzeniu się społeczności i społeczeństw
azjatyckich odegrały czynniki polityczne rolę znacznie
większą niż w Europie. Nie było nigdy jakiejś
etnicznej społeczności huńskiej, tureckiej,
mongolskiej, chazarskiej, mandżurskiej; były to
związki „polityczne” ludów występujących pod tymi
ogólnymi nazwami, a złożone wielce niejednolicie pod
względem etniczym. W walce o byt materialny wybił
się na miejsce naczelne pewien sposób, znany w
Europie tylko w miniaturze. Jest nim utrzymywanie się
z rzemiosła wojennego, co w konsekwencji
doprowadziło do ciągłej, systematycznej
zdobywczości, jako do najwyższej racji życia.
Zawodowe rzemiosło wojenne rozeszło się w Azji tak
dalece, że nasze europejskie kondotierstwo wygląda
przy tym jakby igraszka. A Azji oparły na tym swój
byt całe wielkie zrzeszenia. Wojowanie nieustanne
ogranicza się z czasem do rozbojów u sąsiadów, lecz
czasem wznosi się do zakładania wielkich państw
zaborczych. Albo wojują, albo giną w bezczynnym
zastoju. Robienie zaborów stało się w Azji od dawnych
wieków pierwszorzędnym czynnikiem twórczym
społeczeństw i państw. Rozkwitają one
zdobywczością, upadają, a nawet rozkładają się i giną,
gdy przestaną czynić zabory. Pełnia życia polega,
zwłaszcza u ludów cywilizacji turańskiej, na tym żeby
żyć jak najwięcej cudzym kosztem.
Przedsiębiorcy wojskowi zdobywali sobie państwa,
których zostawali władcami, a żołnierzom swym
rozdawali dobra podbitych. Gdy od takiego wodza
(kondotiera) odwróci się fortuna i nie może już
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….