Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Jag nie miał pojęcia, czemu Daala wezwała go do siebie tak pilnie. Nie chciał jej przeszkadzać w chwili zadumy, ale nie widział innego wyjścia, więc odchrząknął cicho i ruszył w jej stronę. - Jeśli myślisz o wykorzystaniu do ataku paralotni, odradzam - rzucił na wpół żartem. - Zobaczą cię z kilometra. Daala wyprostowała się, splotła dłonie za plecami i odwróciła się w jego stronę. - Nie wątpię - parsknęła. - Mają nade mną przewagę tej kriffolonej Mocy. - Racja - przyznał Jag. - Ach, ta wszechobecna Moc... Błędem byłoby jej nie doceniać. Kąciki pełnych warg Daali wykrzywił ironiczny uśmiech. - Jakbym to już gdzieś słyszała! - Kiedy Jagged był już blisko, rozplotła ręce i wyciągnęła dłoń na powitanie. - Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną spotkać. Domyślam się, że słyszałeś o wydarzeniach na planecie Blaudu Sextus? - Fakt, widziałem relację w HoloNecie - przytaknął Jag i zmusił się, żeby uścisnąć wyciągniętą dłoń; w końcu jako przywódca Imperium nie mógł sobie pozwolić na przedkładanie osobistych sympatii nad służbowy obowiązek. - Jeśli jednak wezwałaś mnie właśnie w związku z tą sprawą, to niestety nie bardzo wiem, dlaczego problem Blaudu Sextusa miałby interesować Imperium... - Czyżby? - Daala odwróciła się znów w stronę Świątyni Jedi. - Wydawało mi się, że to oczywiste. No tak, Jaina! Gdyby wypadało, Jag palnąłby się sam w głowę. Zamiast tego podszedł do barierki i bez słowa oparł się na niej obok Daali, obrzucając wzrokiem srebrne wieże Świątyni Jedi. Widok wzbudzał w nim nieodparte uczucia - tęsknoty i żalu. Po wygnaniu z Dynastii Chissów jedynymi osobami, które mógł traktować jako coś w rodzaju rodziny, była Jaina Solo i jej rodzice. Wciąż miał problemy z odnoszeniem się do nich inaczej. Nie potrafił pogodzić się z faktem, że usprawiedliwiając się obowiązkami i wyrzutami sumienia, Jaina zerwała ich zaręczyny. Próba wymazania całej rodziny Solo z pamięci sprawiała, że czuł się smutny, samotny i bezgranicznie zagubiony. Po chwili milczenia powiedział: - Powinnaś chyba pomyśleć o zmianie na stanowisku swojego oficera wywiadu. Jedi Solo i ja niewiele już mamy ze sobą wspólnego. - Odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej w oczy. - Nie utrzymujemy kontaktów od próby zabójstwa w Pangalactusie. Daala nie odwróciła wzroku. Atak w sławnej restauracji miał miejsce już kilka tygodni temu, a jednak imperialny wywiad nie zdołał ustalić, kto za nim stał. Zdaniem Jaga znaczyło to tyle, że zaplanowali go wytrawni i doświadczeni gracze, co automatycznie plasowało Daalę na szczycie listy podejrzanych. Przez długą chwilę wytrzymywał jej wzrok, aż przywódczyni Sojuszu wreszcie spuściła oczy. - Chyba nie sądzisz, że maczałam w tym palce? - spytała cicho. - Nie, to była decyzja Jainy - odparł Jag, celowo mylnie interpretując odpowiedź pani admirał. - Nie mówiąc już o tym, że jeśli chodzi o sprawy sercowe, na pewno nie kierowałaby się twoimi radami. Daala ledwie zauważalnie wykrzywiła usta. - Rzeczywiście, wątpię - przyznała. - Jestem jednak pewna, że doskonale wiesz, o czym mówię. O zamachu na twoje życie. - A dlaczego sądzisz, że to ja byłem celem? - spytał Jag. Wiedział, że Daala jest zbyt sprytna, żeby się czymś zdradzić. Chciał jednak dać jej do zrozumienia, że nie wyklucza jej z grona podejrzanych. - Te ZYV-y strzelały raczej do Solo niż do mnie. - Jesteś tego pewien? - Daala machnęła lekceważąco ręką. - Bo ja nie. - Chcesz powiedzieć, że to nie ty je wysłałaś? - Nie - warknęła Daala. - Chcę powiedzieć, że nie miałam z tym atakiem nic wspólnego, niezależnie od tego, w kogo był wymierzony. - W takim razie bardzo mnie ciekawi, kto za nim stał. - Mnie także. - Pani admirał odwróciła się od barierki i wskazała stojący w pobliżu stolik, zastawiony słodyczami i kafem. - Wynn sądzi, że to część spisku, mającego na celu podkopanie wiarygodności mojego rządu i przedstawienie mnie w oczach obywateli galaktyki jako potwora. - Twierdzisz więc, że próba zabójstwa w Pangalactusie była pośrednio wymierzona w ciebie? - Jag podszedł do stolika i odsunął dla Daali krzesło. - To nieco... egoistyczna teoria, nawet jak na ciebie. - Chciałabym, żebyś miał rację, Fel - stwierdziła przywódczyni Sojuszu z krzywym uśmiechem. - Ostatnio doszły mnie jednak słuchy o pewnym projekcie ustawy poparcia dla Jedi, rozprowadzanym przez senatora Wuula. Niestety, muszę przyznać, że zaczynam dostrzegać w tym wszystkim pewną logikę. - W takim razie proponuję, żebyś przestała się jej doszukiwać - westchnął ze znużeniem Jag. Obszedł stół, odsunął sobie drugie krzesło i także usiadł. - Sama dajesz im do ręki argumenty przeciwko sobie, więc czego się spodziewasz? W oczach Daali pojawił się gniewny błysk. - Jeśli pijesz do incydentu na Blaudu Sextusie... - I na innych planetach - dopowiedział Jag. - I na innych planetach - powtórzyła - to staram się tylko zaprowadzić porządek. Jagged sięgnął po serwetkę i rozłożył ją sobie na kolanach. - Miło z twojej strony, że nie próbujesz mi wmówić, że Mandalorianie nie działali z twojego polecenia. Doceniam to. - Jestem pewna, że należysz do niewielkiego grona osób, które potrafią dochować sekretu. - Daala spojrzała na niego znacząco. - Ale przejdźmy do interesów. Potrzebuję twojej pomocy. - W dławieniu buntów niewolników? - Myśli Jaga gnały z prędkością światła. Daala musiała wiedzieć, że nigdy by się na coś podobnego nie zgodził... chyba że miała w zanadrzu coś, na czym mu bardzo zależało, albo że zamierzała go zaszantażować. - Przykro mi, ale Imperium me ma w zwyczaju angażować się w podobne historie. Rysy twarzy Daali stwardniały. - To coś więcej niż zwykły bunt niewolników. Wkrótce rubieże galaktyki pogrążą się w chaosie i przemocy. A Sojusz sam nie zdoła temu zapobiec. - Więc może powinnaś się zastanowić nad wysłaniem tam floty, którą trzymasz na orbicie? - podsunął usłużnie Jag. - I pozwolić Jedi hulać samopas? - Pani admirał opuściła pięść na stół z takim impetem, że spodek i filiżanka Jaga podskoczyły. - Przecież właśnie o to im chodzi! Do tego zmierzają! To dlatego zaczęli tę idiotyczną kampanię wolności! Jagged podniósł wysoko brwi i otworzył szerzej oczy.
|
Wątki
|