dzień zaznaczyłem miejsce wschodu słońca, a ponieważ w okolicach bliskich równika dłu- gość dnia i nocy nie ulega wielkiej zmianie, podzieliłem miejsce...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Tak zrobiłem sobie zegar, może niezbyt dokładny,
zawsze jednak lepszy od żadnego.
32
XIII
Przygotowania do podróży po wyspie. Sporządzenie przedmio-
tów do niej potrzebnych. Powroźnictwo i szewstwo. Kapelusz i
dzida.
Życie, chociaż samotne, nie wydawało mi się tak nudne, jak z początku. Powoli zacząłem
się przyzwyczajać do mego położenia, a przy tym pocieszała mnie nadzieja, że lada dzień
pojawi się jakiś okręt, który mnie wyswobodzi z więzienia. Jedna tylko rzecz była mi bardzo
przykra, to jest jednostajność pokarmu. Kukurydza była niezła i posilna, to prawda, pizangi
czyli banany przewyborne, ale i najlepszy przysmak uprzykrzy siÄ™, gdy siÄ™ go ciÄ…gle zajada.
Wspomnienie chleba lub mięsa taką mi przykrość robiło, że na myśl o nich w nieznośny hu-
mor wpadałem.
– Cóż, paniczu, mówiÅ‚em nieraz do siebie, zjadÅ‚byÅ› tak na przykÅ‚ad kawaÅ‚ polÄ™dwicy
smacznie upieczonej albo rostbefu i do tego kromkę chleba białego, pszenicznego ze świe-
żuchnym masłem, co? A nie było ci to słuchać ojca i siedzieć w domu, opływałbyś we
wszystko, jak pączek w maśle. Ach, pączki! Jakaż to rzecz przewyborna, a jeszcze prosto z
pieca, gorące, z cukrem i konfiturami, jakie zwykle matka na zapusty smażyła. Biedna matka,
biedny stary ojciec. Tyle im zmartwienia zrobiłeś, niegodziwcze! Jakże śmiesz teraz narzekać
na swe położenie. Dobrze ci tak, bardzo dobrze, niewart jesteś nawet tej kukurydzy i pizan-
gów, na które wyrzekasz. Kiedy ci się zachciało włóczyć po świecie, nie narzekaj na to i
używaj kochaneczku na mdłych ziarenkach kukurydzianych.
Kiedy sobie wyciąłem taką perorę, było mi lżej na sercu i godziłem się z moją żywnością.
Ale w parę dni potem znowu budziła się tęsknota za lepszym pożywieniem, a więc postano-
wiłem nieodwołalnie puścić się na wędrówkę, bo lasy przyległe memu zamkowi nie wyda-
wały żadnych innych pożywnych płodów.
Ale do podróży brakowało mi mnóstwo rzeczy potrzebnych: powozu, koni, stangreta, lo-
kaja, kufrów, bez których żaden porządny, a bogaty człowiek nie wybiera się w drogę. Nie
byłem ja znowu tak wymagający, żebym koniecznie chciał to wszystko posiadać, lecz z dru-
giej strony w cholewach od pończoch niepodobna przedzierać się przez lasy, a z gołą głową
puszczać się na wędrówkę pod tak palącym słońcem, byłoby prawdziwą niedorzecznością.
Nadto, nie wiedziałem, czy znajdę w drodze gdzie pożywienie. Trzeba więc było nabrać ba-
nanów i kukurydzy, ale do tego potrzebna była torba, a tej nie miałem. Na koniec, gdyby też
tak jaki jegomość zębaty i pazurzasty, na przykład jaguar albo pantera, zastąpił mi drogę,
czymże bym się bronił? To dało mi dużo do myślenia i już o mało nie porzuciłem zamiaru
podróży, lecz zastanowiwszy się dobrze, rzekłem sobie:
– Robinsonku, nie bÄ…dź-no leniuchem. Pieczone goÅ‚Ä…bki nie przyjdÄ… same do gÄ…bki. Kto
nie ryzykuje, nic nie ma. Jeżeli ci potrzeba kapelusza, obuwia, torby i broni, to je zrób. Wszak
pierwotni ludzie bez wszelkiej pomocy różne wynalazki musieli robić, a ty przecie przypa-
trywałeś się wszelkim rzemiosłom i prędzej sobie poradzić potrafisz. Dalej do roboty, nie trać
czasu na próżno!
I zacząłem rozważać. Na zrobienie torby trzeba było płótna, ale widywałem ja w Anglii
torby rybackie, bardzo misternie ze szpagatu plecione. Płótna nie było, ale sznurki może by
się i dały zrobić.
Przypomniałem sobie, iż zaprawiając szczelinę nad grotą, niemało użyłem trudów z prze-
łamywaniem liści bananowych. Miały one w środku nadzwyczaj mocny nerw, tak że chcąc go
przerwać, pokaleczyłem sobie palce i dopiero dokazałem tego nożem.
Uzbierałem więc znaczny zapas liści, poobcinałem blaszki, a nerwy układałem na kupę.
Lecz gdy przyszło kręcić z nich sznurki, pokazało się, że były za sztywne i za grube.
33
Wówczas przypomniałem sobie, że włościanki w okolicach Hull moczą łodygi konopne w
wodzie dla zmiękczenia, a następnie międlą je i czeszą. Zamoczyłem więc cały pęk nerwów
bananowych w strumyku, poprzyciskawszy je kamieniami, a tymczasem wziÄ…Å‚em siÄ™ do ro-
bienia kapelusza.
Jeżeli nerwy pizangowych liści były za twarde na sznurki, to za to dały się daleko lepiej
splątać, aniżeli gałązki wierzbowe. Trwalsze od słomy, delikatniejsze od wikliny, pozwalały
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….