Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zastałem ją samą. Coś gotowała.
- Wejdź - rzekła. - Chcę cię przeprosić. - Za co? - Za tamto. Myślę, że ty byłaś pijana i ja byłem pijany. Nie wiem, czy wiesz; co się stało. - A co się stało? - Och, nie wiesz? - No, stało się coś? - Nie jestem pewny, czy przystoi o tym mówić, ale myślę, że powinnaś natychmiast pójść do doktora - powiedziałem. - Co to znaczy? Masz rzeżączkę, czy jak? - Ona była bardzo rzeczowa. - Nie, nie, ale... to znaczy, może jesteś w ciąży? Zachichotała: - Dzieciaku, ile ty lat masz naprawdę? - Jak to? - Powiedz. Ty pierwszy raz to robiłeś? - Żartujesz chyba. Nie, posiadałem już mnóstwo kobiet. - Ile ty masz lat? - Ojej, mam... - Kłamałeś. Ty nie masz jeszcze dwudziestu dwóch, prawda? - No, mówiąc szczerze, mam osiemnaście. - Szczerze? - Szesnaście - przyznałem się. - To był twój pierwszy raz, dzieciaku? - No... owszem, pierwszy. - Nie martw się. Ja nie jestem w ciąży. - Skąd wiesz? - Dziewczyny wiedzą. i poza tym umiem zadbać o siebie: nie martw się. - Na pewno nie jesteś? - Nie jestem. - Jeżeli będziesz, powiesz mi? - I co byś wtedy zrobił? - No, wziąłbym z tobą ślub. Objęła mnie i pocałowała w czoło, kiedy nagle ktoś zastukał do drzwi. Zostawiła mnie, poszła otworzyć. Wszedł starszy mężczyzna, może dwudziestopięcioletni. Przedstawiła nas sobie. - No, Tony, muszę już się ubierać. Wychodzę z George'em. Weszła do sypialni. George odwrócił się do mnie i mrugnął. Nie wiedziałem, co powinien w takich okolicznościach zrobić gentelman. Dać mu w zęby, czy mrugnąć serdecznie w odpowiedzi? Więc wybrałem inne wyjście. Wybiegłem stamtąd. Usłyszałem, jak „chłopiec” śmieje się. Chłopiec: Parszywa historia. Opowiedz temu swojemu szarlatanowi, jak wtedy przez całą drogę do domu płakałeś. Opowiedz mu, jak myśl o tej dupie prześladowała cię, dopóki nie spotkałeś Sylwii. Zawsze miałeś kiepski gust, jeśli chodzi o kobiety. Wydawało ci się, że miłość przyjdzie obleczona po samą szyję w tandetne migotliwe ciuchy. Mężczyzna: Kto, do diabła, tak to ustawił? Przecież ty, ty mały obłudniku, gówniarzu. Wolałeś nie otwierać oczu wtedy na plaży. I Ricie, kiedy cię prosiła, nie odważyłeś się zwyczajnie pokazać swojego pika. Musiałeś ukryć się za płotem i wysunąć go przez dziurę po sęku, żeby obejrzała. Chłopiec (broni się): To było dawno temu. Mężczyzna: No, ty mały świntuchu, może jeszcze zaprzeczysz, że chciałeś robić te rzeczy ze swoją rodzoną siostrą! Chłopiec: Znowu ci się coś uroiło po wariacku. Owszem, kochałem ją bardzo, od czasów El Paso, kiedy była malutka i chorowała i opiekowałem się nią. Mężczyzna: Dobrze, nie wściekaj się, smyku. Ja tylko uważam, że rozbudziłeś się seksualnie w sposób niekoniecznie najnormalniejszy pod słońcem, no, może nie? Chłopiec (najeżony): Co ty wygadujesz, do diabła? Mężczyzna: Bo przecież było ci przyjemnie patrzeć, jak Rita reaguje na widok twojego penisa w tej dziurze po sęku. Chytrusie zasmarkany. Dlaczego po prostu nie wyciągnąłeś go i nie pokazałeś? Chłopiec (gniewnie): Dlatego, ty stary skurwysynie, że Rita była moją kuzynką! Mężczyzna: Później to ciebie jednak nie powstrzymało od pieprzenia jej. Chłopiec (prawie ze łzami): Wyspowiadałem się z tego księdzu. Zresztą to naprawdę nie było tak, jak mówisz. Myśmy tylko ocierali się o siebie. W każdym razie ksiądz mi przebaczył. Mężczyzna: No pewnie, ksiądz wszystko ci przebaczał w tamtych czasach. Ale ty mnie nie chcesz przebaczyć niczego... Chłopiec (przerywa): Miałem wtedy dziesięć lat... Mężczyzna (łagodnie): Ja ciebie nie potępiam, tylko myślę, że byłoby zdrowiej, gdybyś był uczciwszy, bardziej bezpośredni. (Zaczyna się śmiać). I do licha, smyku... czy wobec Connie w tamten wieczór na schodkach podium nie zachowałeś się, jakbyś miał fioła? Chłopiec (uśmiecha się): Tak, nigdy tego nie mogłem zrozumieć. Byłem w niej zakochany, ale kiedy ni stąd, ni zowąd powiedziała mi prosto z mostu: „Kocham cię”, nie wiedziałem, co robić. Mężczyzna: Po tych wszystkich latach, smyku, to nadal jest trudna chwila. Ja osobiście nie wierzę w takie wyznanie w żadnym razie, więc tylko rozgrywam sytuację. Chłopiec: Ty jesteś zwichnięty psychicznie. Mężczyzna: No, wracajmy do Connie. Chłopiec: Ona miała zielone oczy... Mężczyzna: Jak ta czarna pantera. Chłopiec: Tak. Mężczyzna: I włosy miała czarne, prawda? Chłopiec: Czy to znaczy, że chciałem z tamtą kocicą? Mężczyzna: No, a nie chciałeś? Chłopiec: Rany boskie, ty jesteś chory. Mężczyzna: Dobrze już, przestań. Opowiedz tę historię z Connie.
|
Wątki
|