był święty - widzieli zawsze w każdym wypadku "Antychrysta", uzurpatora (anie wikariusza, reprezentanta na ziemi, jak uważają katolicy) JezusaChrystusa...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Jakie są przyczyny, pytam, tego spadku napięcia protestantyzmu? Do głównych
powodów, dla Subilii, należy ustępstwo przed kulturami i mentalnością
świata, przed dzisiejszymi idolami. "Zwłaszcza począwszy od Oświecenia i
romantyzmu, radykalizm zasady Sola Scriptura rozpłynął się w ogólnikowym
humanizmie, w pietyzmie»." Ale, zauważam, ten sam proces miał szeroki wpływ
na katolicyzm, który mimo to wykazuje się poważną odnową. "Katolicyzm może
liczyć na wiele innych rezerw. Rzym ma poczucie historii, kroczy wraz z
nią. Potrafi przystosować się i przeżyć, podczas gdy specyficznym
powołaniem protestantyzmu jest kontestowanie historii". Jednak, uważa za
konieczne podkreślić, biorąc pod uwagę ewangeliczny paradoks, obecna
"agonia protestantyzmu" jest wbrew wszystkiemu znakiem wiernego przylegania
do Ewangelii: "Każde chrześcijaństwo zwyciężające zaprzecza krzyżowi.
Przeznaczeniem wiary w Jezusa nie jest zniknięcie ani odniesienie sukcesu,
lecz przetrwanie jako głos krytyczny mniejszości. Właśnie w chwilach, kiedy
noc jest najbardziej ciemna, wierzący wie, że Chrystus bezsilny na krzyżu
jest Panem zmartwychwstania".
- Pewna staruszka z dolin zamieszkałych przez waldensów - opowiada -
została wdową; do tego była ułomna i nie miała krewnych, którzy mogliby ją
utrzymywać. "Co teraz będzie robić?", zapytał ją zatroskany pastor. "Co
będę robić? Co ja mam do tego? To On ma sobie poradzić z tym". - Oto -
komentuje - to co pozostaje z autentycznego protestantyzmu, powinno przyjąć
postawę tej staruszki, która dała lekcję wiary pastorowi: nasze przetrwanie
nie jest sprawą ludzi, lecz Boga Abrahama i Jezusa.
Jest to zresztą owym obowiązkowym uznaniem siebie za sern
mutili (słudzy niepożyteczni), które powinno cechować każdego
chrześcijanina, z jakiegokolwiek wyznania. Po wysłuchaniu go wyliczającego
z brutalną jasnością liczne niebezpieczeństwa, jakie dzisiaj
zagrażają wierze katolickiej, widziałem kardynała Josepha Ratzingera
na którego spada instytucjonalny obowiązek starania się o zahamowanie tych
niebezpieczeństw) rozkładającego ramiona: "Tak, sytuacja jest poważna. Ale
Kościół nie jest nasz, jest Chrystusa, do Niego należy troska o niego. Od
nas wymaga się pracy bez szczędzenia wysiłku, jednak z duchowym spokojem
tych, którzy wiedzą, że to nie ludzie Kościoła ocalą Kościół Pana".
W każdym razie, według analizy profesora Subilii, protestantyzm jest w
kryzysie, nawet jeżeli ewangelicznie zbawiennym, gdy tymczasem katolicyzm,
dzięki swojemu poczuciu historii, przechodzi go o wiele lepiej. Ale,
przechodząc do konkretu, jakie jest zdanie redaktora pisma
"Protestantesimo" o tym "nowym" Kościele rzymskim? Także tym razem
odpowiedź nie jest na pewno schlebiająca:
- W odróżnieniu od niektórych protestantów, ja nigdy się nie łudziłem.
Katolicyzm się przeobraża, pozostając jednak sobą. Posiada zdolność
włączania w siebie kultur, umieszczając je w swoim schemacie.
- Ale - mówię - ten Papież niespodziewany i nieprzewidywalny, przybyły z
daleka... - Karol Wojtyła jest człowiekiem godnym szacunku: jest
katolikiem szczerym, autentycznym, bez zakłamań. Dlatego też z wigorem
broni tradycyjnej teologii katolicyzmu. Ale ta obrona wypada dobrze,
stanowiska są przynajmniej jasne. Jest zupełnie niesłuszne gorszenie się
pewnymi stanowiskami Jana Pawła II, a nawet twierdzenie, że są
"konserwatywne": są stanowiskami katolicyzmu i zresztą ściśle opartymi na
dokumentach Soboru Watykańskiego II.
Aby zrozumieć twarde (ale bardzo szczere) stwierdzenia Subilii, trzeba może
niektórym czytelnikom przypomnieć, że za tymi stanowiskami stoi radykalizm
Reformacji początków. Ten sam radykalizm mianowicie, na który Subilia
zawsze w życiu i w pismach się powoływał, niestety w przeciwieństwie do
braci w wierze bardziej "ugodowych". Chrześcijanin z tradycji
protestanckiej nie może mówić et - et, i - i: przyjmować mianowicie
Ewangelię, a obok niej inne rzeczywistości, inne wartości. Wierzący,
jakiego chcieli reformatorzy, jest natomiast wezwany do aut - aut, albo -
albo: albo Chrystus, albo świat, albo Pismo Święte albo filozofie, albo
wiara albo religia. Jak mówi Subilia:
-Jezus doprowadza nasze schematy do kryzysu: wzywa nas do
dokonania wyboru. Jeżeli go przyjmujemy, bardziej niż potwierdzenia naszych
pewności znajdujemy kryzys wszystkich pewności. Jesteśmy wezwani do
metanoia, to znaczy do całkowitego nawrócenia, do zmiany mentalności. Wobec
niego punktem odniesienia nie może już być nasze ja, lecz Bóg".
Dla Subilii, jak dla całej tradycji chrześcijańskiej, na którą się powołuje
(nawet jeżeli dzisiaj w dużej części milcząco porzucona, do tego stopnia,
że często jest izolowany nawet wśród swoich braci waldensów), Chrystus nie
przyszedł po to, aby sakralizować historię i JeJ wartości, ale aby ją
przerwać. Począwszy od Jezusa istnieje przeciwstawienie między myśleniem
"według ciała" a myśleniem "według ducha": w tym znaczeniu wiara nie jest
wygodnym "humanizmem", lecz "antyhumanizmem" w całym tego słowa znaczeniu.
Każdy "humanizm chrześcijański" istotnie upadłby w naszej perspektywie,
jest nie do przyjęcia z punktu widzenia wiary. Według obrazowego wyrażenia
Kalwina, które Subilia często powtarzał, "Bóg nie jest nosem z wosku",
Bogiem nie można manipulować, aby przybierał taki kształt, jaki mu nadamy,
według naszych pragnień. Także dlatego jest zaniepokojony: "Z epoki
konformizmu przeszliśmy do innej, do epoki bałwochwalczego podziwu, także w
Kościołach, dla współczesnych mitów. Jezus tymczasem jest antymitem, jest
niszczycielem modnych idoli".
Ten profesor (który oprócz tego, że jest teologiem, jest także biblijnym
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….