Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
spod gruzów, ale pęknięte żebra z prawej strony bolały tak, że jęknęła, gdy szturmo- - Możesz mnie już postawić. Dam radę stać. Po prostu stłukłam kolano, upadając. wiec szarpnął ją za ramię. Postawił dziewczynę na nogi i pchnął w stronę grupy pora-Gavin podtrzymał ją, gdy zachwiała się, stawiając lewą nogę. nionych i krwawiących uciekinierów, stojących za latającą fortecą. - Wszystko w porządku? Arii wydawało się, że nie straciła przytomności, kiedy to wszystko się zaczęło, ale Kiwnęła głową, ale skrzywiła się lekko, gdy spróbowała przenieść ciężar na prawą nie dałaby za to głowy. Pamiętała, jak pojawili się szturmowcy, a potem wyważenie nogę. drzwi po drugiej stronie magazynu. Pobiegła w stronę wyjścia razem z resztą Łotrów, - Pewnie uważasz, że powinnam ci być wdzięczna. ale strzał z fortecy zdemolował chałupę po jej prawej stronie. Myślała, że przewróciła Asyr wyglądała na zdziwioną. ją tylko fala uderzeniowa po wybuchu, ale ból w piersi sugerował, że musiał ją uderzyć - Uratowali cię od śmierci albo czegoś jeszcze gorszego: trafienia w łapy Impe-fragment lecącego gruzu. Potem zobaczyła krzyczące sullustańskie dziecko, przywalo-rium. Podziękowania byłyby bardzo wskazane. ne zwałami gruzu. Schyliła się, by je wyciągnąć, gdy zapadła się pozostała część bu-Inyri wzruszyła ramionami. dynku. - Mam im dziękować? Nigdy. To przez nich tu jestem. Gdyby nie mieszali się w Spojrzała na rumowisko, z którego ją wyciągnęli, ale nie zobaczyła tam dziecka. moje życie, nie wpadłabym w kłopoty. Odwróciła się, by popatrzeć jeszcze raz, ale nie znalazła go wśród przerażonych ocala-Corran, stojący w drzwiach, zmarszczył czoło. łych. Istoty, które potrafiły płakać, płakały, inne lizały rany, wiele z nich po prostu - Miałaś wybór. Nie musiałaś opuszczać Kessel. patrzyło tępo przed siebie. Asyr schowała do kieszeni swój mały blaster i skrzyżowała ramiona. Robot medyczny Too-Onebee spojrzał w jej stronę i wskazał na lewo. Arii w mil- - Czegoś tu nie rozumiem. Pytanie brzmi: czy chciałabym zrozumieć? Gavin po-czeniu poszła w tamtą stronę. Znalazła się w ciasno stłoczonej grupie Sullustan, oddzie-trząsnął głową. lonych od pozostałych uciekinierów. Dzieci cisnęły się do rodziców, kryjąc się między - Chyba nie. ich nogami albo wtulając twarze w piersi. Arii nie dostrzegła nigdzie malca, którego - Dla twojego dobra - dodał Nawara. Inyri uśmiechnęła się złośliwie. próbowała wyciągnąć z gruzów. Zresztą z trudem przypominała sobie jego twarz, co - To oni sprowadzili na Coruscant ludzi Czarnego Słońca. Bothanka dobrze ukryła przekonało ją, że musiała być przez jakiś czas nieprzytomna. zaskoczenie i spojrzała Gavinowi prosto w oczy. Zamiast jednak uznać, że poniosła porażkę, wytypowała jedno z dzieci i uznała, że - Czy to prawda? Wzruszył ramionami. to właśnie jemu próbowała pomóc. Kiwnęła w jego stronę, ale dzieciak tylko głębiej - Niestety tak. wsunął się za nogi ojca. Asyr zmarszczyła czoło. Ktoś chwycił ją za lewe ramię. Arii spojrzała w twarz mężczyzny o wydatnych szczękach, który patrzył na nią z góry, wyższy od niej o dobre czterdzieści centymetrów. Był mocno zbudowany, ale brązowe oczy lśniły przebiegłością, która nie pozwo-Janko5 Janko5 155 Michael A. Stackpole X-Wingi II – Ryzyko Wedge'a 156 liła zaliczyć go do zwykłych osiłków. Przerzedzone czarne włosy miał przycięte krótko na żołnierską modłę, pasującą do generalskiego munduru, który nosił. - Wyglądasz zdrowo. Świetny okaz. R O Z D Z I A Ł Arii dotknęła prawej strony klatki piersiowej i skrzywiła się. Mężczyzna położył ciężką dłoń na jej boku i obmacał żebra. Krzyknęła z bólu. Dotykał jej jak lekarz, ale dość mocno, żeby ból był przejmujący. - Żebra może złamane, ale niewykluczone, że tylko stłuczone. - Spojrzał jej prosto 27 w oczy, po czym obrócił jej głowę w prawo i w lewo. - Wyglądasz doskonale. Nie martw się. Zajmiemy się tobą. Wyprostował się. - Dirric! Starszy mężczyzna o otępiałym wzroku w poplamionym krwią uniformie sanitariusza obrócił się na pięcie. - Tak, generale Derricote? Derricote poklepał Arii po ramieniu. - Tę zabieramy ze sobą. Dołącz ją do pozostałej grupy. Admirał Ackbar zamknął na chwilę oczy. Zaraz jednak spojrzał na swojego asy- - Razem z nią będzie osiemnaście. stenta. - Doskonale. - Generał wycelował palec w sanitariusza. - Idź razem z nim - polecił - Nadszedł czas przypływu, nie dam rady uciec przed falą. Wprowadź radnego Arii. - Będziesz miała najlepszą opiekę. Ośmielę się nawet stwierdzić, że przez resztę Fey'lya. życia twoim zdrowiem będzie się zajmował zespół najlepszych lekarzy w galaktyce. Asystent wyszedł, pozostawiając Ackbara na chwilę w ciszy, by mógł przygotować się do nieuniknionej konfrontacji. To nie tak, stary, upomniał się admirał w myśli.
|
Wątki
|