Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Na końcu pełen ech korytarz zakręcał ostro w lewo. Sklepione ściany i stropy opadały w górę i w dół. To sprawiało, że korytarz robił wrażenie za niskiego i Sparhawk zorientował się, że odruchowo schyla głowę. - Przebili się przez drzwi w sali tronowej! - zawołał z tyłu Ulath. - Za nami widać kilka pochodni. - To rozwiązuje sprawę - rzekł Sparhawk. - Nie mamy czasu na przeszukiwanie bocznych korytarzy. Idziemy dalej. W tym miejscu oświetlony korytarz począł zakręcać, a plamy krwi na posadzce świadczyły, że rycerze nadal idą tropem Adusa. Korytarz skręcił w prawo. - Jak sobie radzisz? - zapytał Sparhawk Beviera, który wspierał się ciężko na ramieniu Berita. - Dobrze. Tylko złapię oddech i będę mógł iść bez pomocy. Korytarz ponownie skręcił w lewo, a potem, po zaledwie kilku krokach, jeszcze raz w lewo. - Wracamy tam, skąd przyszliśmy, Sparhawku - oznajmił Kurik. - Wiem. Czy mamy jednak jakieś inne wyjście? - Nie, mnie nic do głowy nie przychodzi. - Ulathu! - zawołał Sparhawk. - Czy ci ludzie za nami zbliżają się do nas? - Nie na tyle, bym to zauważył. - Może oni również nie znają drogi przez labirynt - zasugerował Kalten. - Wątpię, czy ktoś odwiedza Azasha dla czystej przyjemności. Atak nastąpił z bocznego korytarza. Pięciu uzbrojonych we włócznie Zemochów wypadło z ciemnego wejścia i rzuciło się na Sparhawka, Kaltena i Kurika. Ich włócznie dawały im pewną, ale niewystarczającą przewagę. Gdy trzech z nich padło na ziemię wijąc się i krwawiąc, pozostali dwaj uciekli drogą, którą przybyli. Kurik wyjął pochodnię z obręczy na ścianie i powiódł Sparhawka oraz Kaltena w ciemny, kręty korytarz. Po kilku minutach zobaczyli uciekających żołnierzy. Obaj z bojaźnią tulili się do ściany. - Teraz ich mamy! - zawołał podniecony Kalten i ruszył naprzód. - Kaltenie, stój! - wrzasnął Kurik. - Dlaczego? - Trzymają się zbyt blisko ścian. - No to co? - Czemu nie idą środkiem korytarza? Kalten przypatrywał się chwilę zmrużonymi oczyma dwóm przestraszonym wojakom. - Sprawdźmy to - zdecydował. Czubkiem miecza wydłubał jeden z kamieni, którymi wyłożona była podłoga korytarza, i rzucił w jednego z żołnierzy, ale chybił. - Pozwól mnie to zrobić - powiedział Kurik. - Nie możesz celnie rzucać, bo zbroja krępuje ci ramiona. Wydłubał następny kamień. Jego rzut był celniejszy. Kamień uderzył z głośnym brzękiem w hełm żołnierza. Zemoch krzyknął. Odchylony do tyłu próbował odzyskać równowagę, desperacko szukając jakiegokolwiek uchwytu dla rąk na kamiennej ścianie. Nie powiodło mu się i postawił stopy na podłodze w pobliżu środka korytarza. Podłoga natychmiast się pod nim zapadła. Znikł rycerzom z oczu krzycząc rozpaczliwie. Drugi Zemoch obejrzał się, chcąc zobaczyć, co się stało z jego towarzyszem, i spadł z wąskiego krawężnika biegnącego wzdłuż ściany. Podobnie jak pierwszy zniknął w otchłani. - Sprytne - powiedział Kurik. Podszedł do otwartego szybu i uniósł pochodnię. - Z dna sterczą zaostrzone pale. - Patrzył przez chwilę na przebitych palami ludzi. - Wracajmy uprzedzić innych. Powinniśmy bardziej uważać, gdzie stawiamy nogi. Wrócili do oświetlonego pochodniami głównego korytarza jednocześnie z Ulathem i Tynianem, którzy dołączyli do nich ze swych pozycji na tyłach. Kurik zwięźle opisał pułapkę, w którą wpadło obu Zemochów. Spojrzał w zamyśleniu na poległych żołnierzy i podniósł jedną z ich włóczni. - Tamci nie byli ludźmi Adusa. - Skąd wiesz? - zapytał Kalten. - Bevier pościnał włócznie tym, którzy byli z Adusem. Czyli w labiryncie są i inni żołnierze - prawdopodobnie w małych grupkach, podobnych do tej. Domyślam się, że są tu po to, aby nas zaprowadzić do pułapek w bocznych korytarzach. - Dzięki Bogu! - wykrzyknął Ulath. - Nie podążam za twym rozumowaniem, szlachetny panie Ulathu. - W labiryncie są pułapki, ale ci żołnierze je dla nas uruchomią. - Jak to mówią, każde nieszczęście ma swą dobrą stronę - ucieszył się Tynian. - Owszem, jednak Zemosi, których złapiemy, mogą tak wcale nie sądzić. - Czy żołnierze z tyłu szybko nas gonią? - zapytał Kurik. - Nie bardzo. Kurik wrócił do bocznego korytarza, trzymając wysoko nad sobą pochodnię. Po powrocie uśmiechał się ponuro. - W bocznych korytarzach również są pierścienie - rzekł. - Może tak przemieścimy kilka pochodni? Nas one zwiodły. Gdyby udało się żołnierzy skierować w boczne korytarze, gdzie znajdują się pułapki, pewnie trochę zwolniliby tempo marszu, prawda? - Nie wiem jak oni, ale ja bym zwolnił - mruknął Ulath. ROZDZIAŁ 28
|
Wątki
|