Albo wodę tryskającą ze źródła, jeżeliś nigdy nie był spragniony i nigdy nie składałeś, w geście zarazem ofiarnym i przyjmującym, dwu dłoni, aby...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ja
oczywiście mogę śpiewać o źródłach: ale gdzie jest przeżycie, które ma powrócić, i wysiłek mięśni, który obudzą wspomnienia?
201
Wiem, że nie o źródłach miała tu być mowa, lecz o Bogu. Ale żeby mój ję-
zyk przemówił do ciebie i mógł się stać i dla mnie, i dla ciebie — działaniem, musi się w tobie o coś zahaczyć. I dlatego, jeżeli chcę cię nauczać o Bogu, wyślę cię najpierw w góry, ażebyś pnąc się usłyszał nieodparte wołanie gwiaździstego grzbietu. Wyślę cię na pustynię, ażebyś umierając z pragnienia odczuł czarodziej-stwo źródeł. A potem na pół roku wyślę cię do kamieniołomu, żeby przepaliło cię do unicestwienia południowe słońce. A potem dopiero powiem: ten, z kogo życie
wypiło słońce południa, gdy nadejdzie tajemnica i noc, i gdy wstąpi na gwiaździsty grzbiet, pić będzie ciszę boskich źródeł.
I wtedy uwierzysz w Boga.
I nie będziesz mógł zaprzeczyć Jego istnieniu, ponieważ On po prostu będzie,
tak jak w wyrzeźbionej przeze mnie twarzy jest zaduma.
Albowiem nie istnieje oddzielnie mowa i czyn, tylko dwie twarze tego samego
Boga. Dlatego pracę nazywam modlitwą, a medytację — pracą.
LXXXII
I objawiła mi się wielka prawda trwania.
Gdyż nie ma dla ciebie nadziei, jeżeli nic nie trwa dłużej niż ty sam. Pamiętam pewne plemię, które czciło zmarłych; nagrobne kamienie, jeden po drugim, przyjmowały pod swoją pieczę zmarłych z każdej rodziny. I to one stanowiły o trwaniu.
— Czy jesteście szczęśliwi? — spytałem.
— Oczywiście, przecież wiemy, gdzie będziemy spoczywać. . .
LXXXIII
Ogarnęło mnie niezmożone zmęczenie. I najprostsze wydawało mi się powie-
dzieć, że to Bóg mnie opuścił. Czułem się jak sklepienie pozbawione zwornika
i nie odzywało się we mnie żadne echo. Zamilkł głos, który mówi w ciszy.
Wszedłszy na najwyższą wieżę, pytałem: „Po co te gwiazdy?” A kiedy
z uśpionego miasta wznosił się ku mnie niby jęk, rzucałem pytanie: „Po co ten
jęk?” Byłem zagubiony jak cudzoziemiec w tłumie, który nie mówi jego języ-
kiem. Byłem jak ubranie, którego już nikt na siebie nie wkłada. Rozbity i sam.
Byłem podobny do nie zamieszkanego domu. I naprawdę brakowało mi zworni-
ka sklepienia, ponieważ nic we mnie nie mogło już niczemu służyć. A przecież
jestem ten sam, co dawniej, mówiłem sobie, to samo wiem, te same mam wspo-
mnienia, patrzę na te same widoki, tyle że dziś tonę w jałowej bezkształtności. Tak i bazylika, choćby najpiękniej strzelała w górę, jeżeli nikt nie obejmuje jej wzrokiem, nie poi się jej ciszą ani nie rozumie jej sensu w serdecznych dumaniach, jest niczym więcej jak sumą kamieni. Tak i ja: moja wiedza, doznania moich zmysłów
i moje wspomnienia. Byłem pewną liczbą kłosów, ale nie snopem. I poznałem tę
czczość, którą przede wszystkim rodzi brak Boga.
Nie było to okrucieństwo losu — bo ono jest rzeczą ludzką — ale jakieś
niespełnienie. Byłbym zdolny do okrucieństwa w pustce mojego ogrodu, gdzie
chodziłem bezmyślnie, zupełnie jak człowiek na kogoś czekający. I zanurzony
w świecie tymczasowości. Zanosiłem modlitwy do Boga, ale nie były to modli-
twy, ponieważ nie człowiek je zanosił, a pozór człowieka, świeca przygotowana, ale nie zapalona. O, niech wróci moja dawna żarliwość, mówiłem. Ponieważ wiedziałem, że żarliwość jest owocem tylko tej boskiej więzi wiążącej rzeczy ze sobą.
Świat jest wtedy jak statek dobrze sterowany. Jak bazylika przez kogoś ujrzana.
Ale jeśli nie umiesz w nim odczytać ręki architekta i rzeźbiarza, jest tylko bezładnie rzuconym tworzywem.
Wtedy zrozumiałem, że ten, co dostrzega uśmiech posągu, piękno krajobrazu
albo ciszę świątyni, znajduje Boga. Ponieważ przekracza przedmiot, aby dosię-
gnąć zwornika, przekracza słowa — aby ogarnąć całość pieśni, noc i gwiazdy —
aby zakosztować wieczności. Gdyż to Bóg przede wszystkim nadaje sens twojej
mowie i twoja mowa, nabierając sensu, pokazuje ci Boga. Jeżeli wzruszają cię łzy 204
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.