Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- Tak, ponieważ przebiorę się za członka plemienia Punjabi. Afridi nic do nich nie mają więc nie będą do mnie strzelać. - A dlaczego Zafir nie może się przebrać za Punjabi? - Dla niego wejście na terytorium Afridi w przebraniu byłoby przejawem tchórzostwa - wyjaśnił Ian. - Wolałby zostać zastrzelony. Ech, ci mężczyźni! Oni doprawdy nie mają dość rozumu, by bez pomocy kobiety przejść na drugą stronę ulicy. Z trudem trzymała irytację na wodzy. - Ian, znasz teren i miejscowe plemiona, jesteś znakomitym strzelcem, a to jest tylko błahe zadanie rozpoznawcze. Z pewnością będę z tobą równie bezpieczna, jak byłabym z Zafirem. Przecież droga na południe biegnie przez dziki kraj, a jeśli jeden mężczyzna ma pilnować dwóch kobiet, to naprawdę lepiej, żebym była z tobą. Na jego twarzy odmalowało się rozbawienie. - Pochlebstwem nic nie zdziałasz, Lauro. Mógłbym być najlepszym strzelcem w historii ludzkości, a to i tak nie ocaliłoby cię przed zasadzką pięćdziesięciu żądnych krwi drabów. Moja odpowiedź nadal brzmi „nie”. Spiorunowała go wzrokiem, wściekła, lecz nie zniechęcona. Była święcie przekonana, że gdyby z nim pojechała, czyniłoby to zasadniczą różnicę. Nagle zorientowała się, że ma jeszcze atutowego asa w rękawie. - Wskazówki dotyczące przełęczy Szpola są napisane po rosyjsku. Nie przetłumaczę ci ich. - Wyciągnęła przed siebie kartkę z notatkami. - Jeśli chcesz znaleźć to miejsce, musisz wziąć mnie z sobą. Ian nie wytrzymał i wybuchnął z taką siłą, do jakiej podobno są zdolni tylko rudowłosi mężczyźni. - Wobec tego znajdę przełęcz bez ciebie! Do stu diabłów, to nic jest zabawa, ty głupia kobieto! - A pewnie, że nie jest, do kroćset! - odkrzyknęła, nie mniej rozwścieczona niż on. - To jest sprawa życia i śmierci i dlatego jadę z tobą! Gdy zbliżył się do niej, Laura zastanawiała się, czy za chwilę przekona się, co czuła Tatiana, kiedy mąż ją uderzył. Ale Ian nie był taki jak jej ojciec. Objął ją i pocałował. Spontanicznie mu odpowiedziała i to uświadomiło jej, jak cienka jest linia między wściekłością a namiętnością. Chciała kochać Iana, a nie toczyć z nim kłótnie. Nagle jednak, gdy zaczął przesuwać dłonie po jej ciele, uświadomiła sobie, co robi. Syknęła ze złością i odwróciła głowę. - Czy naprawdę sądzisz, że pieszczotami skłonisz mnie do posłuszeństwa? To jest obosieczny miecz, ty tępy Szkocie. Chwyciła go za spodnie i zaczęła rozpinać mu guziki. Potem wsunęła rękę głębiej i przekonała się, że manewr odniósł piorunujący skutek. Ian parsknął śmiechem. Nie, zupełnie nie był podobny do jej ojca. - Ty mała czarownico. Wiedziałem, że jesteś niebezpieczna, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo. Zdołał się trochę opanować. Ujął ją pod brodę i spojrzał jej prosto w oczy. - Lauro, dlaczego uparłaś się jak mulica, żeby ze mną jechać? Zwykle nie brakuje ci rozsądku. - Boję się spuścić cię z oczu - wyjaśniła. - Wiem, że to śmieszne, ale mam takie poczucie, że dopóki jestem z tobą, nic złego ci się nie stanie. Przyjrzał się jej twarzy. - Rozumiem. Ja też słyszę głos, bardzo nierozsądny, który podpowiada mi, żebym cię wziął z sobą. Wietrząc zwycięstwo, Laura dodała: - Jeśli ta podróż wcale nie jest taka niebezpieczna, to co mi się może stać? - W dzikiej okolicy zawsze może zajść coś nieprzewidywalnego. Mamy dziewięćdziesiąt dziewięć procent szans na to, że uda nam się znaleźć przełęcz Szpola i bez problemu wrócić. - Skrzywił się. - Ale mnie niepokoi ten pozostały jeden procent. - Dziewięćdziesiąt dziewięć na sto nie jest złym wynikiem. A poza tym ten jeden procent byłby również wtedy, gdybym pojechała z Zafirem. - Miała powiedzieć więcej, ale uznała, że lepszy skutek odniesie, jeśli powściągnie język i pozwoli Ianowi się zastanowić. Wreszcie Ian westchnął. - Niech ci będzie. Podróż naprawdę nie powinna być niebezpieczna, więc możemy jechać razem, jeśli ci na tym zależy. - Spoważniał. - Ale pod jednym warunkiem. Obiecasz mi, że będziesz stosować się do rozkazów jak podwładny w wojsku. Jeśli coś pójdzie nie po naszej myśli, sprzeczki mogą kosztować nas życie. Czy wyrażam się jasno? - Tak jest - odpowiedziała z ulgą. - Ty dowodzisz wyprawą. - Przez chwilę opierała mu głowę na ramieniu. Gdy ucichł lęk, dały o sobie znać inne uczucia. Zaczęła głaskać Iana. - A skoro osiągnęliśmy porozumienie, to czy możemy dokończyć bez ukrytych motywów to, co wcześniej zaczęliśmy? Znów się roześmiał, a potem ujął ją za rękę i zaprowadził do łóżka. - Przez najbliższe tygodnie będziesz dużo jeździć konno... - Położył się na plecach i pociągnął ją na siebie. - Dlatego możesz teraz poćwiczyć.
|
Wątki
|