Żył sobie tedy Skarbek, jak chciał, bogów wielu nad sobą uznając, pana jednego i żonę swą Zbisławę, którą do dziwnej, niespotykanej u Słowian zażyłości...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Trzech dorodnych spłodził z nią synów, z których dwóch starszych północnymi nazwał imionami Asketila i Ulfa po dziadzie i ojcu. Najmłodszy nosił już chrześcijańskie imię Michała. Wiodło się tedy Skarbkowi aż do czasu nieszczęsnej walki w rzecznych widłach nad Notecią, z której wyniósł kalectwo. Cios był ciężki i dosięgnął nie tylko jego osoby, lecz i zamierzeń, jakie żywił, odsuwając go od głównego źródła zysków i znaczenia, jakim dlań była wojna. Nie zwykł jednak ustępować także i przed życiem. Siedząc przymusowo w domu, zyski powetował sobie przyłożeniem się do gospodarstwa, a szczególnie hodowli koni, zaś podtrzymanie znaczenia rodu na synów chciał przełożyć.
Jaskotel dorósł już i służąc przy księciu wyjątkową jego przychylność zdołał pozyskać, a od pokoleń we krwi mając wojaczkę - dobre imię i drużbę u towarzyszów. Skarbek za żoną dla niego upatrywał, która by znaczenie i majętność pomnożyła. Nie chciał jej szukać daleko, w pobliżu zaś z większych rodów jeno Łodzie i Wyszkoty siedziały. Rozważywszy wszystko starannie i uradziwszy ze Zbisławą, wybrał mu wreszcie młode dziewczę, Wrochnę, córę Wyszesława Wyszkota, która i liczko piękne, i wiano niebrzydsze miała. Zaczął nawet z ojcem rozmowy, z dala go wybadać usiłując, co by dał za córką, gdyż ręki jej był pewien, niewiele bowiem było w polańskich ziemiach młodzieży, która by jego Jaskotela urodą, męstwem, bogactwem i łaską książęcą przyćmić mogła. Składało się wszystko pomyślnie i stary czekał jeno na przyjazd Jaskotela, by swaty wysłać, gdy Jaskotel iście powrócił, lecz przywiózł ze sobą obcą dziewkę, a co gorsze - oświadczył, że żenić się z nią zamierza.
Jeśli stary na co dzień przypominał chmurę gradową, gniew, w jaki wpadł po tym oświadczeniu, nie dał się z niczym porównać. Ludzie porozbiegali się, by nie być świadkami, jak stary ubije syna, nawet Zbisława, przywykła do gwałtowności męża, siedziała drżąc w przyległej komnacie.
Skończyło się na tym, że stary Jaskotela z dziewką i towarzyszami z domu wyświecił, powrotu mu zakazał, a domownicy rozkaz otrzymali, by nikt imienia syna przy starym wymówić się nie ważył. Skutek był taki, że nic nie wiedział o tym, co się dalej działo z Jaskotelem.
I pod tym ciosem stary się nie ugiął, lecz zamiary swe na młodszego syna, którego ze słowiańska Wilczkiem zwano, obrócił. Wilczek jednak, choć zapowiadał się nie gorzej od Jaskotela, wyrostkiem był jeszcze i czekać należało, a stary czekać nie lubił. Dolę przywykł brać za kark i do swej woli naginać. Wilczek, choć i młodsi na wojnę chadzali, potrzebny był ojcu w doglądaniu obszernych włości i stary nie puszczał go na wojaczkę, choć się chłopiec rwał. Najmłodszy zaś Michał dzieckiem był prawie. Siedział tedy stary w domu, gospodarzył i klął, ilekroć wspomniał Jaskotela, a że miłował go po swojemu i wspominał często, stąd klął prawie bez przerwy. Że zaś głos miał donośny, przekleństwa rozlegały się po całym dworze i obejściu i gdy ich którego dnia nie było, niepokojono się, czy nie chorzeje. Choć bowiem surowy był, gwałtowny i wymagający, lubiano go, gdyż dbał o najlichszego człeka czy bydlątko i jaki chciwy, taki był i hojny. Nakląwszy tedy zdrowo w rzeźwy poranek wiosenny, stary pokuśtykał ku stajniom, dokąd zwykle kierował pierwsze kroki. Głos jego huczał to tu, to tam, iż nietrudno było zmiarkować, gdzie przebywa, toteż parobek, który z łęgów nad rzeką przypadł w pędzie, bez szukania biegł do dziedzica z oznajmieniem, że książę Mieszko z orszakiem przybywa i tylko co go nie widać. Skarbek rzucił prędko kilka rozkazów, po czym parobek ku dworowi popędził, stary zaś z włodarzem Czyżem pokulał pośpiesznie ku bramie, przy której dwie prastare lipy strzegły wejścia. Ledwo zdążyli nadejść, a już książę był tuż i Skarbek kłaniając się, ujął pańskiego konia za uzdę i przez dziedziniec ku dworowi prowadził, choć Mieszko zwolnić go chciał od tego.
- Jeszczem nie taki niedołęga, bym kniaziowi czci nie uczynił, jak należy - odparł Skarbek i kuśtykał dalej, a za nim wlókł się krok za krokiem książęcy orszak. Zapytany o zdrowie zaklął pod nosem, po czym odparł uprzejmie, że nie gorzej niż zazwyczaj. Przed dworem stał kto żyw witać pana, a na podcieniu Zbisława z synem Michałem, bo Wilczka nie było w domu, chleb i sól podawała księciu.
Mieszko przywitał ich łaskawie i patrząc na pacholę rzekł:
- W nocy bym poznał, że to brat Jaskotela.
Stary wzdrygnął się ze złością, lecz Zbisława udając, że nie spostrzega tego, rada wywiedzieć się o syna, rzekła chytrze:
- Łaska to wasza, panie, że pamiętacie sług swoich. Myślałam, że tamten z wami nadjedzie, by gościną służyć, gdy ojcu już niesporo, a młodsi nie dorośli jeszcze. - I patrzyła na księcia pytająco, a on zasępił się i rzekł:
- Zali nie wiecie? Jaskotel ranny, w niewolę popadł u Niemców.
Zbisława ręką stłumiła okrzyk, a Skarbek nachmurzył się, lecz odparł zgryźliwie:
- Smakowały mu dziewki niemieckie, niech posmakuje niemieckiego lochu. Może zmądrzeje i posłuchu się nauczy. Zda się takiemu, że gdy toporem machać umie, to ojca słuchać nie musi... Resztę dopowiedział pod nosem, w dosadnym przekleństwie. Weszli do świetlicy, która środek całego dworu zajmowała. Stoły już były nakryte do posiłku. Zbisława, hamując płacz, skierowała się ku wyjściu, by doglądnąć posługi, gdy zbliżył się do niej Gołuch, powitać stryjenkę. Przetarła oczy i spojrzawszy w górę na niego, rzekła:
- Licho z tobą. Jak cię dłużej nie widzę, to się wierzyć nie chce, żem to nie tak dawno jeszcze takiego kloca na rękach huśtała. Ale czasu teraz nie mam gadać z tobą, wieczorem zajdź, to pogwarzymy.
- Kiedy my nie mieszkając dalej ruszamy, a o Jaskotelu chciałem wam opowiedzieć. Na wyprawę przecie jedziemy. Zbisława na klucznicę Żelichę krzyknęła, by dopilnowała podejmowania gości, i uchwyciwszy olbrzymią dłoń Gołucha, pobiegła ciągnąc go do swej izby. Zatrzasnąwszy drzwi, pchnęła go na zydel, iż omal nie złamał się pod jego ciężarem, i krzyknęła:
- Gadaj prędko!
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.